sobota, 18 maja 2013

Rozdział 36


 Budzik zadzwonił punktualnie i piątej rano. Zważając na to, że chłopaki przylatują o dziewiątej było to dość wcześnie, ale chciałam jeszcze powycierać trochę mieszkanie z kurzu na przyjazd Jaya, w końcu nas oboje trochę tu nie było.
Gdy skończyłam wzięłam szybki prysznic i ubrałam się we wcześniej przygotowany zestaw składający się z czarnych jeansów, białej bokserki i koszuli w kratkę. Makijaż wykonywałam zgodnie z wytycznymi Javiera, muszę przyznać, że jednak miał rację i dopiero teraz potrafiłam ukryć mankamenty i podkreślić atuty mojej urody.
Z łazienki udałam się prosto do sypialni. Wrzuciłam kilka szpargałów to szarej torebki i zadzwoniłam po taksówkę, która miała mnie zawieść na lotnisko. Do jasnej cholery muszę sobie w końcu wyrobić prawo jazdy.
Dwadzieścia minut później rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Dostałam informację, że samochód już czeka na dole. Wciągnęłam na nogi trampki i pognałam na zewnątrz. Wsiadłam czym prędzej do mojego pojazdu i wreszcie znalazłam się na miejscu.
Na lotnisku zaczęłam się rozglądać i szukać odpowiedniej bramki, gdy zobaczyłam kilkanaście rozwrzeszczanych fanek stwierdziłam, że znalazłam to czego szukałam. Bardziej dziwił mnie fakt, że nie ma, ani Nar, ani Vic.
-Przepraszam jesteś dziewczyną Jaya, możemy zrobić z sobie z tobą zdjęcie?- Podeszła do mnie niska blondynka przy tuszy oraz zapewne jej koleżanka, która z kolei wyglądała jakby zeszła z wybiegu.
-Wiecie co dziewczyny to chyba nie jest najlepszy pomysł.- Już widzę pierwsze strony gazet, jak obsmaruję mnie, że wykorzystuję sławę The Wanted.
-Prosimy.- Chwilę się jeszcze wahałam, ale ostatecznie się zgodziłam. No i oczywiście zaczęło się, musiałam pozować z każdą fanką, która się tu znalazła.
-SPÓŹNIŁAM SIĘ?!- Krzyknęła wbiegająca Nareesha. Miała na sobie krzywo zapiętą koszulę, niezawiązane buty i była cała potargana.
-Nie jeszcze ich nie ma.- Odpowiedziałam jej z uśmiechem na ustach. Zaczęłam się już głośniej śmiać gdy starała się ogarnąć.
-Cholera jasna akurat dzisiaj musiałam zapomnieć nastawić budzika!- Mruczała sama do siebie.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!- Krzyki fanek oznaczały, że chłopcy pojawili się już przy bramkach. Było ich tam kilkanaście, a hałas jaki robiły był porównywalny ze startowaniem rakiety.
-Dobra dziewczyny koniec zdjęć i autografów.- Ochroniarz wyprowadził chłopaków do zamkniętej części lotniska na zewnątrz, a my udałyśmy się za nimi.
Gdy tam trafiłam rozbrzmiały się pierwsze słowa piosenki „Happy Birthday”. Uśmiechnęłam się szeroko i dołączyłam do nich, bo w końcu Nathan również miał urodziny.
-Wow fajna fryzura.- Powiedział Tom i uściskał mnie na powitanie.
-Ja tam wolałem cię w blondzie.- Skomentował Max gdy do mnie podszedł.
-A ja ciebie w Ameryce. - Odgryzłam mu się.
-Ałć... zadziorna się zrobiłaś i jakimś cudem jeszcze bardziej zacząłem cię lubić. - Uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam łysola.
Potem jeszcze uściskałam Sivę i Natha, a na koniec nadszedł czas na powitanie mojego chłopaka.
-Tęskniłem.- Szepnął mi do ucha.
-Ja też.- Odpowiedziałam. Staliśmy tak długo w uścisku, że nie zauważyłam jak dołączyła do nas Vic.
-Dobra, to teraz się rozchodzimy, a o dziewiętnastej widzimy się w klubie „Lotos”- Powiedział Max.
-Pewnie.
Chciałam odejść, ale Vic złapała mnie za rękę.
-Pamiętasz o naszej umowie.
-Jakże bym mogła zapomnieć.- Syknęłam w odpowiedzi.
Wróciłam z Jayem taksówką do domu. Zaraz po przekroczeniu jego progu zaczęliśmy się całować. Jednak nie zamknęliśmy wcześniej drzwi, przez co syn sąsiadki z góry nas zobaczył i zaczął wykrzykiwać: „Zakochana para, Jacek i Barbara siedzą na kominie i całują świnie”
-Jak ty się gówniarzu zachowujesz?! Krzyknęła kobieta w średnim wieku. A wy moglibyście zamykać drzwi.- Wybuchnęliśmy śmiechem i spełniliśmy jej prośbę. Weszliśmy do środka i zaczęliśmy rozmawiać, jeść i opowiadać sobie wakacyjne przygody. Jednak nie mogłam się całkowicie wyluzować bo w głowie ciągle rozbrzmiewały słowa Vic. Jeśli nie zrobię tego teraz, to nigdy- pomyślałam.
-Musimy porozmawiać Jay- Głośno przełknęłam ślinę i zaczęłam unikać kontaktu wzrokowego.
-Coś złego się stało?- Spojrzał się na mnie podejrzliwie.
-Nie Jay, to jest sprawa trochę innego pokroju.
-A to nie może zaczekać do jutra?- Spytał się jakby to było nic wielkiego
-Czemu akurat do jutra?
-Bo dzisiaj są twoje urodziny i nie chcę by cokolwiek je zepsuło. Zdaję sobie sprawę, że one nie są wymarzone i naprawdę cie za to przepraszam, ale ta cała trasa, po prostu nie miałem czasu wymyślić czegoś na co naprawdę zasługujesz.- Przez ten jego monolog do oczu naszły mi łzy. To jest znacznie trudniejsze niż myślałam, że będzie. I po jaką cholerę układałam w głowie tysiące scenariuszy, skoro teraz żadem mi nie pasuje do tej sytuacji?
-Tak bardzo cię przepraszam.- Zatkałam usta ręką i wybiegłam z salonu. Jay oczywiście złapał mnie zanim opuściłam mieszkanie.
-Olga, co się stało?- Patrzył na mnie z przerażeniem.
-Muszę ci coś powiedzieć...
-Ktoś cię skrzywdził?- Wszedł mi w słowo przerażony, a ja od razu pokręciłam przecząco głową.-Nie męcz się możesz mi powiedzieć jutro.- Pokiwałam głową.
-Muszę iść w jedno miejsce.- Wyszeptałam.
-Zawieźć cię?
-Nie przejdę się.
-Tylko wróć na tyle wcześnie by móc się wyszykować na imprezę urodzinową. - Pocałował mnie w czoło, a ja odwróciłam się na pięcie i wyszłam na zewnątrz.
Oczywiście udałam się do Toma, nacisnęłam dzwonek i już po chwili znalazłam się w środku jego domu.
Na wejściu mnie pocałował, chwilę mi to zajęło, ale w końcu odwzajemniłam pocałunek.
-Co ty tu robisz? Nie żebym nie cieszył się, że przyszłaś. - Zaczął się miotać w swojej wypowiedzi.
-Ja dokonałam wyboru...
-I?- Wlepiał we mnie swój wzrok.
-Ja... ja chcę być z... Jayem. Tom ja tak bardzo cię przepraszam- Ostatnie słowa powiedziałam na bezdechu. Spojrzałam w dół i zobaczyłam jak chłopak zaciska ręce w pięść.
-Czy dasz mi jakieś wytłumaczenie?- Wyłkał łamiącym się głosem.
-Kocham was obu i pewnie jeszcze przez długi czas będę, ale to na Jayu bardziej mi zależy. Nie chcę go ranić, bo za każdym razem gdy on cierpi ja również. My nie mamy ze sobą takiego połączenia.
-Gdybyś dała nam trochę czasu...
-Nie.- Przerwałam mu stanowczo.- Nigdy nie będziesz w stanie dać mi tego co daje mi Jay, ani ja nie będę wstanie dać tobie to co daję jemu.
-Czego?... Jeżeli tylko spróbujemy...
-Tom my nie będziemy dobrą parą i dobrze o tym wiesz, w głębi duszy zdajesz sobie sprawę, że brakuję ci czegoś we mnie, że nie potrafił spełnić wszystkich twoich oczekiwań. Moje wady cię denerwują...
-To prawda, ale ciebie moje też
-Właśnie, a wcale nie chodzi o to by zaakceptować wody drugiej osoby, chodzi o to żeby je pokochać.- Do oczu naszły mi łzy, ale mimo wszystko się trzymałam.
-Kocham cię.- Wydusił z siebie po chwili.
-Ja też cie kocham, ale nie kochamy siebie tak jak na to oboje zasługujemy.- Podeszłam i pocałowałam go w policzek.- Jeszcze raz przepraszam.
Odwróciłam się i wróciłam do swojego mieszkania, teraz zostało mi powiedzieć wszystko Jayowi, jeżeli ze mną zerwie nie wybaczę sobie tego, ze mogłam być tak głupia. Jak mogłam nawet rozważać stracenie kogoś przy kim rozwijałam swoje skrzydła.
-Wróciłaś martwiłem się, że coś ci się stało.- Chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
-Zanim to zrobisz muszę ci coś powiedzieć, zrozumiem jeżeli ze mną zerwiesz i nie będziesz chciał ze mną więcej rozmawiać.- Zaczęłam płakać, przy nim nie mogłam opanować swoich emocji.
-Nie musisz mówić, nie ważne co zrobiłaś, wybaczam ci to.- Uśmiechnął i dłonią wytarł łzy z mojej twarzy.
-Słucham?- Wydusiłam z siebie z niedowierzaniem.
-Po prostu nie zadręczaj się tym więcej, kocham cię Olgo Lowe.
-Gdybyś wiedział o co chodzi już byłabym w trakcie pakowania...
-Wiem o tobie i Tomie.- Wszedł mi w słowo. Po chwili do mnie dotarło o czym on mówi i prawie stanęło mi serce.
-Ale jak?
-Tom, alkohol tour bus, rozplątał mu się język.- Złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu. Usiedliśmy na kanapie i kontynuowaliśmy rozmowę.
-I nie jesteś zły?- Dopytywałam z niedowierzaniem.
-Byłem, ale potem zrozumiałem, że dopiero od niedawna zaczynasz normalne życie. Rozróżniać uczucia nauczyliśmy się przy szkolnych miłościach, wtedy były ogromne intrygi i tym podobne, ty nie miałaś takiej okazji i nadrabiasz dopiero teraz to wszystko. Byłbym idiotą gdybym oczekiwał od ciebie, że nie popełnisz żadnych błędów, co oczywiście nie daje ci przyzwolenia na zdradzanie mnie- pogroził palcem i się zaśmiał.- Wiem, ze on też zawrócił ci w głowie i wcale niczego nie ułatwiał. To zabawne jak bardzo przy tobie wydoroślałem, znalazłem spokój, wcześniej pewnie rozszarpał bym tą dziewczynę i Toma, ale wygląda na to, że oszalałem z miłości do ciebie.
Po policzkach znów zaczęły mi lecieć łzy, jedna za drugą.
-To łzy szczęścia?- Zapytał i objął mnie ramieniem. Pokiwałam tylko głową i go pocałowałam.- To dobrze a teraz pod prysznic nie możemy przegapić twojej imprezy urodzinowej.- Wstałam i miałam się udać już do łazienki ale jeszcze mnie zatrzymał.- Na pewno chcesz być ze mną nie z nim?
-Tak to ciebie naprawdę kocham, przepraszam, ze dopiero niedawno to zrozumiałam.
-Nie zadręczaj się tym.- Pocałował mnie jeszcze w czoło i udałam się szykować na imprezę.
Przepraszam wszystkich, którzy liczyli, że to będzie Tom. Długo się wahałam kogo wybrać i kilka razy zmieniałam ostateczną decyzję, ale teraz już nie ma odwrotu. To oczywiście nie koniec ich wspólnych szalonych przygód.
A teraz dziękuję za 10500 wyświetleń!!! I 24 obserwatorów!!! Przy tamtym blogu nawet nie śniłam o takiej liczbie, a tu proszę. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że zrobiłam wielkie postępy jeżeli chodzi o pisanie.
A teraz rozdział dedykuję anonimowi oraz Alejandra Shadowhunters , mam nadzieję, że trochę zrekompensuję wam to mój wybór.
Dziękuję Jaycee oraz Dreamer.♥ za bardzo ciepłe słowa, bo osobiście poprzedni rozdział mi się bardzo nie podobał i obie podniosłyście mnie na duchu.
Dziękuję :)


niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 35


 Podniosłam się leniwie z łóżka. O mój Boże jakie one było wygodne. Gdy owinęłam się szlafrokiem weszłam do salonu, potem do kuchni jednak nikogo nie było, co wydało mi się odrobinę dziwne, jest przecież dwunasta w południe. Rozejrzałam się dokładniej po pokoju i w końcu na pilocie od telewizora zauważyłam przyklejoną żółtą kartkę. Serio? Czy oni myśleli, że nie mam nic innego do roboty niż oglądanie telewizji. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i odczytałam wiadomość, że wybrali się razem nad hotelowy basen.
Szybko poszłam się przebrałam w strój i zarzuciłam na siebie luźną kwiecistą sukienkę, a włosy związałam w koka, wrzuciłam to torby kilka rzeczy i wybiegłam nad basen jak oparzona.
Było tam całkiem sporo ludzi, co równało się z tym, że miałam problem ze znalezieniem ich. Przeciskałam się przez dziesiątki gości hotelu, aż zobaczyłam dwójkę całkiem dobrze bawiącą się na leżakach.
-Jak długo jeszcze macie zamiar mnie olewać?!- Krzyknęłam gdy tylko znalazłam się w ich pobliżu.
- O cześć!- Uśmiechnął się Josh.- Fajnie, że już wstałaś.
-Nie chcieliśmy cię budzić, bo tak słodko spałaś.- Wtrąciła Wiktoria. Ja tylko przeniosłam ciężar ciała na jedną nogę i ręce założyłam na biodra.
-Jasne wczoraj tez, mnie ze swojego spotkania wykluczyliście.
-Wybiegłaś z furią z restauracji!
-A co może nie miałam powodu, by to zrobić?!- Zaczęła się rodzić między nami jeszcze większa kutnia.
-Nie zmieniłam, zdanie i dalej uważam, że słusznie postępuję stawiając ci takie ultimatum.- Byłam wściekła. W sumie to nawet nie wiem skąd tyle furii we mnie.
Odwróciłam się gwałtownie i szybko opuściłam hotel. Chodziłam po ulicach Kuby i podziwiałam stare kamienice, artystów ulicznych. Cały klimat zapierał po prostu dech w piersiach.
-To nie jest miejsce dla samotnej ładnej turystki.- Rozejrzałam się i zobaczyłam tego samego mężczyznę, który wczoraj uratował mój tyłek, a raczej resztki kobiecej godności.- Tu jest naprawdę niebezpiecznie, nie powinnaś się oddalać bez niczyjej ochrony tak daleko od hotelu.
-Potrafię o siebie zadbać- Rzuciłam i chciałam odejść, ale mnie zatrzymał.
- Stamtąd skąd pochodzisz może i tak, ale tu jest zupełnie co innego, jesteś biała i ładna, odprowadzę cię.- Zaoferował.
-Nie planuję jeszcze wracać.- Musiałam wyglądać jak obrażone dziecko, które chce zrobić rodzicowi na złość.
-W takim razie zostanę twoim przewodnikiem.
-Nieważne.- Trochę to dziwne, że nie mnie nie olał, zachowywałam się jak wredna suka.
-Jestem Javier- Wyciągnął rękę w moją stronę.
-Olga.- Zaczęliśmy wolnym krokiem zwiedzać wyspę. Chłopak wydawał się być całkiem sympatyczny, jednak było w nim coś innego tylko nie wiedziałam co.
-Więc jak mu na imię?- Zapytał się.
-Co?- Spojrzałam się zdziwiona.
-Zapewne masz problemy z chłopakiem, jak każda dziewczyna zapuszczająca się, aż tutaj.- Zastanawiałam się, czy ma mu cokolwiek powiedzieć, przecież tak właściwie to go nie znałam.
-To przez przyjaciół tutaj przyszłam.
-Możliwe, ale mimo wszystko widać, że dręczą cię też sprawy miłosne.
-Hah a ty co wróżka?- Zaśmiałam się donośnie.
-Nie szaman.- Zaczął udawać, że tańczy jakiś ludowy taniec. Wyglądało to przekomicznie. Przy następnym podskoku zahaczył piętą o nierówną kostkę brukową i wylądował tyłkiem na ziemi. Ze śmiechu nie mogłam nabrać powietrza, jednak w końcu wyciągnęłam mu pomocną dłoń. Chwycił ją i zaczął otrzepywać się z piasku.- No to chyba się wydało, że jednak tym szamanem nie jestem.- Dołączył do mnie i też zaczął chichotać jak głupi.
-Mam talent do poznawania zupełnie obcych, ciekawych ludzi.- Powiedziałam, gdy już byłam w stanie złapać oddech.
-To chyba dobrze?
-Ale również mam talent do odsuwania od siebie osób którym na mnie zależy.
-Jak większość ludzi na świecie kochana, weźmy na przykład mnie i mojego chłopaka, schodziliśmy się i rozstawaliśmy więcej razy niż Kristen Stewart i Robert Pattinson.- Więc był gejem, nie powiem delikatnie mi ulżyło, nie miałam ochoty na kolejnego adoratora.
-Hmmm... coś w tym jest. Wiesz chyba muszę się zbierać.- Zagarnęłam za ucho już moje bardzo długie blond włosy.
-Za nim to zrobisz mam dla ciebie propozycje.- Spojrzałam się na niego pytającym wzrokiem.- Jest taka rzecz na świecie, która zmieni myślenie i nastawienie do świata.- O czym on do jasnej cholery mówi?- Zmiana stylu.
-Sprecyzuj.- Zmrużyłam oczy niezbyt przekonana co do tego pomysłu.
-Jesteś ładna, ale z wyglądu dalej przypominasz grzeczną uczennicę liceum, która dorwała się do kredki do oczu swojej mamy.
-Ej!- Przerwałam mu lekko oburzona tym co powiedział.
-Nie zrozum mnie źle, zmiana fryzury, poprawimy ci makijaż i zobaczysz wszystko będzie cacy.
-Cacy? Czy w tych czasach jeszcze ktoś tak mówi?
-Nie zmieniaj tematu.
-Niech będzie.
Zacisnęłam oczy i zaczęłam iść za moim „wakacyjnym przyjacielem”. Uświadomiłam sobie, że za bardzo ufam obcym ludziom. W ogóle co ja sobie wyobrażam, równie dobrze może mnie ciągnąć do jakiejś opuszczonej chaty gdzie potnie mnie na kawałki i sprzeda moje narządy na czarnym rynku. Mimo wszystko dalej dotrzymywałam mu kroku i na moje szczęście pięć minut później byliśmy przy schludnym salonie fryzjerskim.
-To czego życzymy sobie dla tej przepięknej pani?- Spytał się fryzjer i przeczesał palcami część moich włosów.
-Nie wiem.- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Och Bella masz blond włosy do pasa możemy zrobić absolutnie wszystko!!!- Krzyknął tak radośnie jakby co najmniej dowiedział się pięć minut temu, że wygrał w totolotka.
-Może skróćmy i przefarbujmy na brąz?- Bardziej się spytałam niż zaproponowałam.
-Och tak, tak!!! Najlepiej mahoniowy, o i tutaj lekko wycieniujemy. -Zaczął mruczeć sam do siebie, a ja cicho podśpiewywałam się z niego, nie wiedziałam jeszcze w życiu kogoś tak zafascynowanego swoją pracą.
W ruch poszła farba, potem nożyczki. Gdy wysuszył mi dokładnie włosy wreszcie odważyłam się spojrzeć w lustro i byłam zachwycona efektem. W brązie było mi do twarzy, moja opalona cera i niebieskie oczy, tworzyły szalone trio. Włosy sięgały mi teraz kawałek za ramiona, tak długo miałam je długie, że już zapomniałam jak są one niepraktyczne.
Javier całą drogę powrotną do hotelu prawił mi komplementy, było mi miło to prawda. W apartamencie nie zastałam ani Josha, ani Vic. Nie było to dla mnie żadną niespodzianką. Potem niby zaczęliśmy gdzieś wychodzić, ale i tak większość czasu spędzałam z Javierem. Dwa tygodnie minęły zdecydowanie za szybko, tańce śpiew opalanie się na plaży. Założyłam nawet bikini, czego wcześniej nigdy nie robiłam ze względu na moje blizny. Stało się tu coś, co rzadko przydarza się ludziom, a zawłaszcza kobietom, zaakceptowałam siebie, swój charakter. Jestem wdzięczna za te wakacje Joshowi.
Wróciłam z imprezy na plaży. Zajadałam się tam świeżymi owocami. Tańczyłam w rytm folkowej muzyki i śmiałam się z ludźmi z którymi nawet nie potrafiłam się dogadać. Jeżeli wakacje mają sprawić, że odpoczniemy i wrócimy pełni energii do pracy, to te wakacje na pewno spełniły wszystkie wymagania.
Po spokojnej nocy, nastał niespokojny poranek. Szybkie pakowanie się, dojazd taksówką na lotnisko i powrót do domu. Cieszyłam się, że już jutro zobaczę chłopaków, oraz pójdę na moją i Nathana imprezę urodzinową. Wariaci od razu po przyjeździe z trasy pójdą pić, chociaż w sumie tam też od tego nie stronili.
Wróciłam do mojego normalnego starego życia, jednak zupełnie nowa. Mój problem którego chłopaka mam wybrać dobiegł końca, bo dokładnie wiedziałam już z którym chcę być. Jedynie bałam się jak mam to powiedzieć temu drugiemu.
***********
Miał być długi rozdział, ale mi nie wyszedł. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą przerwę na obu blogach, ale okazało się, że są szanse, że zdam (nie wiem jakim cudem skoro w całym roku szkolnym byłam z trzy miesiące w szkole) i nadrabiałam materiał. Jak obiecywałam już wraca The Wanted i poznacie decyzję Olgi.
A i zmieniłam nick z Olga Lowe na Ola Love, nawet nie wiem czemu :P 

czwartek, 2 maja 2013

Zapraszam na ...

Zapraszam na mojego bloga na którym będę tłumaczyła świetne zagraniczne opowiadanie. 
Na razie jest krótki opis fabuły oraz powitanie, ale niedługo pojawi się prolog.
http://fadingaway-tlumaczenie.blogspot.com/
Zapraszam