wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 34

Nad samym ranem udało mi się zasnąć, jednak bycie w tym stanie nie było mi dane na długo. Niespełna trzy godziny później z pokoju obok dochodził donośny odgłos wiertarki. Co oni do cholery robią tam tak rano?
Usiadłam i opuściłam nogi na podłogę. Głowa mi pękała, więc jeszcze bez otwierania oczu, rękoma delikatnie zaczęłam masować skronie.
Gdy w końcu odważyłam się otworzyć oczy od samego początku coś mi nie pasowało. Rozejrzałam się dokładniej i moje własne odkrycie mnie przeraziło.
-Victoria okradli nas!!!- Krzyknęłam na całe gardło.
-Co?!- Dziewczyna szybko poderwała się z łóżka. Zajrzałyśmy dokładnie pod łóżka, do łazienki, jednak nigdzie nic nie było. - Nie mamy walizek, ubrań, paszportów, telefonów, nic!!! Powiedz chociaż, że znasz na pamięć telefon do Josha.
Pokręciłam przecząco głową i ukryłam twarz w dłoniach. Nie miałyśmy zielonego pojęcia co zrobić, nie ważne teraz czy Josh przyjedzie, bo on i tak nie wie gdzie my jesteśmy. Na lotnisko też się nie dostaniemy, przecież nie stać nas w tym momencie na głupi bilet autobusowy. A jeszcze żeby tego było mało jedyne co miałyśmy do dyspozycji to piżamy i jakimś cudem ocalałe japonki pod prysznic. Dzięki Bogu, że chociaż tu jest cały czas ciepło.
-Olga!!!
-Nie krzycz na mnie myślę!
-To myśl szybciej bo tu zginiemy!
-Nie zginiemy, w razie czego zadzwonimy do twojego ojca on na pewno coś wymyśli.
-Czy ty oszalałaś? On wtedy zabije i mnie i ciebie.
Fakt to nie był jak na razie najlepszy pomysł, ale tonący brzytwy się chwyta.
-Pojedziemy na posterunek policji i zgłosimy kradzież. Poza tym jak Josh nie będzie mógł się z nami skontaktować na pewno obdzwoni szpitale i zadzwoni na policje.- Chyba wpadłam na całkiem niezły pomysł.
Poprawiłam piżamę na sobie. Z dresów trzy-czwarte zrobiłam wywijane krótkie szorty, niestety z bluzką nie dało się nic zrobić. Palcami przeczesałam włosy a na nogi wsunęłam klapki.
Wyszłam z pokoju wraz z Vic, która wcześniej powtórzyła wszystkie czynności w ten sam sposób.
Już zła podeszłam do lady gdzie zastałam tego samego mężczyznę co wczoraj. Tym razem nie bałam się go, wręcz przeciwnie mogła bym go rozszarpać gołymi rękoma.
-Okradli nas!- Położyłam ręce na blacie.
-A może najpierw dzień dobry.- Zmierzył mnie tym swoim obleśnym wzrokiem.
-Czy słyszał pan co ja powiedziałam? Okradli nas!
-Wybacz laleczko to nie pięciogwiazdkowy hotel, nie mamy tu stałej ochrony.- Bezczelnie się uśmiechnął.
-W tej chwili żądam by zadzwonił pan na policję i ich tu wezwał.- Dłonie zacisnęłam w pięść.
-Nie potrzebuję węszących tu wokół psów.
Traciłam już pomysły jak rozmawiać z nim, by osiągnąć swój cel. Przecież to logiczne, że nie chcą tu psów... znaczy policji. Przecież tu na pewno przewija się tona narkotyków i innych nielegalnych substancji. Poza tym oni sami mogli nas okraść. Jednak w tym momencie zależało i na tym, żeby skontaktować się z Joshem, którego swoją drogą zabiję.
-Skontaktujemy się z policją tak czy siak, tylko kiedy my same to zrobimy dopilnujemy by ktoś się tu DOKŁADNIE rozejrzał.
-Suka.- Powiedział pod nosem i wykręcił numer. Rozmawiał chwilę po hiszpańsku a potem rzucił słuchawką.- Zaraz będą zadowolona?!
-Tak.
Odeszłam kawałek z Victorią i usiadłyśmy na brudnych fotelach przy jakimś stoliku.
-Jak ci się układa z Nathanem?- Spytałam by zmienić jakoś temat i zapomnieć w jakiej dramatycznej sytuacji się teraz znalazłyśmy.
-Świetnie.- Uśmiechnęła się pod nosem.- A tobie i Jayowi?
-Te... dobra nie ma sensu kłamać. Mam tak jakby romans z Tomem.
-CO?!- Mężczyzna usłyszał podniesienie tonu i jeszcze raz się na nas złowrogo spojrzał.- Co?- powtórzyła już ciszej.
-Bo ja tak jakby kocham ich obu i nie wiem którego wybrać.
-Kiepska sprawa, ale myślę że odpowiedź jest prosta.- Zszokowała mnie, jakim cudem ta odpowiedź może być prosta skora ją z nią bujam się już tyle czasu.
- Którego z nich nie chcesz zranić?
-Co? Żadnego oczywiście!
-Ale którego nie chcesz zranić bardziej, na czyj ból nie będziesz w stanie spojrzeć. Ewentualnie z kim widzisz się za dziesięć, piętnaście lat.- Zaczęłam myśleć i zrozumiałam, że to nie jest taka głupia metoda.
-Spróbuje, dzięki.
Do motelu weszli policjanci i powiedzieli coś po hiszpańsku. Facet za ladą wskazał na nas i też mu coś powiedział.
-Dzień dobry to do pań byliśmy wzywani komisarz Poul i Juan, co się stało?
-Okradli nas kompletnie ze wszystkiego nie mamy telefonów, paszportów, ubrań, pieniędzy...
-Rozumiemy, w tym wypadku muszą panie pojechać z nami.
Weszłyśmy do radiowozu i pojechaliśmy na komisariat, tam potwierdzali naszą tożsamość, potem dostaliśmy dokument, który tymczasowo zastąpił nam paszport. Zablokowano też nasze karty kredytowe, telefony i udało im się skontaktować z Joshem. Dobrze, że wylądowali po telefonie policjanta to na kontroli udało im się go złapać niecałe dwie godziny później.
Siedziałyśmy obie przy wejściu do komisariatu gdy zobaczyłam nikogo innego jak Josha.
-JA CIĘ ZABIJĘ!!!- Krzyknęłam po polsku i podbiegłam do chłopaka.- Czyś ty ocipiał do końca!!!
-Mogłabyś mówić po angielsku?
-Tak.
-Dziękuję, może pojedziemy do hotelu kupimy wam najpierw jakieś ubrania?
-Nie myśl, że fakt, że kupisz nam parę ciuszków powstrzyma nas przed morderstwem?
-A tak przy okazji to jestem Josh.- Podał rękę mojej towarzyszce, a ona odwzajemniła uścisk.
-Victoria.
-Dobra dziewczyny zabijecie mnie potem teraz jedziemy, bo jestem wykończony po podróży.
Uderzyłam go pięścią w ramię i wyszłam przed posterunek. Chłopak przerwał masowanie ramienia i wskazał taksówkę, w której chwilę później wszyscy siedzieli. Byłyśmy obie złe więc się do niego nie odzywałyśmy przez całą drogę do hotelu, który swoją drogą był niesamowity.
W hotelowym butiku wybrałyśmy kilka ubrań, potem miałyśmy wybrać się na większe zakupy w centrum miasta.
Chciałyśmy również wracać do domu najbliższym lotem, jednak udało mu się nas przekonać i na razie zostajemy.
Następnego dnia zeszłyśmy do eleganckiej restauracji hotelowej. Zamówiłyśmy gofry z owocami i świeżo wyciskany sok pomarańczowy.
-Wiesz co? Mimo że Josh nas tak załatwił wydaje się być całkiem miłym chłopakiem.- Powiedziała Victoria przeżuwając gofra.
-Po pierwsze Josh jest fajnym chłopakiem, po drugie damy nie mówią z pełną buzią, a po trzecie, to on chyba ci się nie podoba?- Spojrzałam na nią pytająco.
-Nie, znaczy tak, ale ja przecież ja mam Nathana, nie podoba mi się w tym sensie w którym myślisz.- Odetchnęłam z ulgą. Jeszcze tylko brakowało tego bym musiał być świadkiem romansu.
-A ty zdecydowałaś Tom czy Jay?
-Poniekąd, ale jeszcze nie do końca...- Nie chciało mi się o nich gadać. Muszę odpocząć od dej całej dramy.
-Potrzebujesz kopa by ich wybrać?
-Przydało by się.
-Ok, masz czas do swoich urodzin, jeżeli wtedy nie wybierzesz powiem Jayowi o wszystkim.- Moje oczy wyszły na wierzch i nie wiedziałam co powiedzieć.
-Słucham? Chyba nie mówisz poważnie?
-Oczywiście, ze mówię.- Ona chyba żartuję. Chwyciłam kieliszek i cała jego zawartość znalazła się w moim gardle, jednak zważając na fakt, że to tylko sok nie wiele to pomogło.
-Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami.
-Jesteśmy i robię to ze względu na ciebie, ta sytuacja jest chora i musisz z niej wybrnąć.
Suka” pomyślałam, mimo iż wiedziałam, że po części na pewno ma racje. Wstałam szybko od stołu i czym prędzej odeszłam.
Zaraz znalazłam się przed hotelem i kierując się znakami, dziesięć minut później bosymi stopami chodziłam po rozgrzanym słońcem piachu. Byłam zła, na siebie, na Toma, na Jaya... na wszystkich. Gdyby nie fakt, że wokół mnie było pełno ludzi pewnie rzuciła bym się na kolana i pięściami rozgrzebywała piasek wydając z siebie pewnie całą masą przekleństw i innych odgłosów, które by w całości oddawały mają nostalgię.
-Ma pani coś czerwonego na tyłku.- Usłyszałam od małego chłopczyka. Chwilę patrzyłam się jak głupia na niego, a potem odwróciłam się, pociągnęłam sukienkę i rzeczywiście zobaczyłam plamę. Cholera akurat teraz musiałam dostać okresu.
Starałam się jakoś nieudolnie rękoma zasłaniać tyłek dopóki nie doszłam na samą górę gdzie było pełno stoisk i kiosków. Wzięłam darmową gazetę i nią zasłoniłam moje cztery litery. Chciałam wrócić do hotelu, ale to w końcu dziesięć minut drogi.
-Ma pani tampon, to nagły wypadek.- Powiedziałam do kobiety za ladą.
-Owszem, cztery dziewięćdziesiąt poproszę.
-To naprawdę nagły przypadek nie wzięłam ze sobą pieniędzy.- Czułam jak robię się cała czerwona i to nie tylko na twarzy.
-W takim razie przykro mi nie mogę pani pomóc.
-Ja na...- już prawie płakałam.
-Ja zapłacę.- Obok mnie stanął dość przystojny mężczyzna. Był typowym Kubańczykiem z wyglądu. Jednak ta sytuacją sprawiła że byłam zażenowana jeszcze bardziej.- Proszę- Wręczył mi opakowanie tamponów. A ja chwyciłam je i tak po prostu patrzyłam się tak na niego jak idiotka.- Tam są toalety- Wskazał ręką.- A i trzymaj łatwiej ci się będzie zakryć do powrotu do Hotelu.- Ściągnął z siebie koszulkę i wręczył mi. Jednak nie przerwałam gapienia się, tylko tym razem podziwiałam jego umięśniony brzuch.
-Żyjesz?- Pomachał mi ręką przed twarzą.
-Tak.- Potrząsnęłam głową.- Kiedy będę mogła ci zwrócić pieniądze i koszulkę?
-Zapomnij.- Wyszczerzył swoje białe zęby i odszedł.
Ja szybko pobiegłam do wskazanej przez niego plażowej toalety. Po załatwieniu konieczności szybko ogarnęłam się papierem na ile to było możliwe. Przywiązałam koszulkę w pasie i wyszłam na zewnątrz.
Od razu poszłam do hotelu, umyłam i przebrałam się. Zdziwiło mnie, że nie było ani Vic, ani Josha w apartamencie, ale olałam to. Zadzwoniłam do Jaya, ale nie odbierał więc nagrałam mu wiadomość na pocztę.
Resztę dnia spędziłam opalając się przy hotelowym basenie. Potem wróciłam zamówiłam naleśniki do pokoju i poszłam spać. A ich jak nie było tak nie ma.
Czeka nas jeszcze jeden rozdział bez The Wanted, w którym obiecuję już będzie się więcej działo.
Chciałam powitać nowych czytelników, cieszę się, ze zajrzeliście i mam nadzieję, ze zostaniecie na dłużej.
Więc już wiecie jak Olga zostanie przymuszona do wyboru. Obiecuję, że za dwa rozdziały dokona wyboru.

3 komentarze:

  1. ło.. no ja też bym nie chciała się znaleźć w tak niekomfortowej sytuacji jak dziewczyny.. być okradzioną.. makabra..
    Dobrze, że w końcu się zdecyduje.
    czekam na nn.
    Zapraszam do mnie na nowy rozdział:
    http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział cudowny!!!:*****
    Wybierz TOMAaaaa!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kij, że nie ma The Wanted, to i tak jest świetne. Potrafisz budować napięcie. Kradzież i to w nowym miejscu? Przypomina mi się scena z filmu "Eurotrip", kiedy w hostelu babka z recepcji przestrzega młodzież, że jeśli mają jakieś kosztowności, to mają sobie wsadzić do D, jeśli nie chcą, żeby ich okradli :P
    A co do rozdziału, Josh jest świetny :) No a Vic w sumie dobrze robi wywierając presję na Oldze, ile można mieć "tak jakby" romans i zdradzać swojego chłopaka?
    Wpadka z okresem Ci się też udała, ciekawe, czy jeszcze spotkają tego Kubańczyka, który uratował jej tyłek.

    OdpowiedzUsuń