piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 33

Siedziałam w taksówce, która wiozła mnie z lotniska do domu. Pojechałam wraz z Nar i Vic pożegnać chłopców. Muszę przyznać uroniłam kilka łez żegnając się z nimi, dalej ciężko mi sobie wyobrazić cały miesiąc bez nich, a sprawy wcale nie ułatwiał mi fakt, że nie mam ani pracy, ani znajomych, poza oczywiście dziewczynami. W sumie gdy zniknęła ta piątka chłopaków moje życie zaczęło wydawać się takie puste i szarę.
- Dojechaliśmy na miejsce – Usłyszałam głos taksówkarza. Wyjęłam z portfela dziesięć funtów, wręczyłam mu te pieniądze i opuściłam pojazd. Od razu skierowałam się do swojego mieszkania.
Mijając próg zdjęłam buty, a w drodze do łazienki zrzucałam kolejne części mojej garderoby. Gdy dotarłam na miejsce od razu odkręciłam ciepłą wodę i pozwoliłam by jej strumienie delikatnie omywały moje ciało.
Musiałam się porządnie zastanowić jak dobrze zagospodarować ten miesiąc, który spędzę sama. Miałam tylko cichą nadzieję, że Tom nic nie wygada Jayowi. Oby, bo chcę dokonać wyboru sama a nie z przymusu, ale tak właściwie, to doprowadza cały czas mnie do punktu wyjścia.
Wyszłam i ręcznikiem osuszyłam swoje ciało. Włosy rozczesałam grzebieniem i pozwoliłam im sobie swobodnie schnąć.
I od tego momentu nie wiedziałam co robić z wolnym czasem. Cały tydzień minął na przeglądaniu bez celu internetu, oglądaniu telewizji, sprzątaniu i sporadycznym spotykaniu się z dziewczynami. Jednym słowem robiłam wszystko by zabić czas.
Wszystko pewnie ciągnęło by się dalej gdyby nie telefon od Josha w środku nocy.
- Halo.
- Cześć Olga słuchaj mam propozycję dla ciebie Jaya i kogokolwiek tam jeszcze chcesz.- Powiedział podekscytowany.
- Czy ty wiesz, że w Anglii jest trzecia w nocy?- Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie.
- Oj tam ja tu dzwonię z propozycją nie do odrzucenia, a ty mi tu o strefach czasowych nawijasz. Posłuchaj mam małe dwutygodniowe wakacje, co ty na to żeby polecieć ze mną na Kubę.
- Mówisz o tej wyspie? - Dopytałam o oczywisty fakt przez co odrobinę zrobiłam z siebie idiotkę. Ale jest środek nocy, to musi mnie chociaż trochę usprawiedliwiać.
- Nie o moim koledze, spędzimy sobie wakacje na nim - Odpowiedział mi lekko zirytowany.- Oczywiście, że o wyspie! Pytaj się Jaya i lecimy.
- Jay jest teraz w Ameryce, więc będę musiała wystarczyć ci tylko ja.
- Też może być, jak chcesz kogoś zabrać to śmiało, jutro, znaczy dla ciebie jeszcze dzisiaj wyślę ci numer lotu i bilet, albo bilety, może masz jakąś inną koleżankę lub kolegę?- Chwilę pomyślałam i w sumie mogę się zapytać Vic.
- Może Victoria, ale nie jestem pewna czy się zgodzi.
- A co to za jedna?
- Moja przyjaciółka i dziewczyna Nathana.
- A dobra to na razie!
- Cześć.
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i ponownie wróciłam do krainy Morfeusza.
Następnego dnia obudziłam się około jedenastej pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do Vic z propozycją wyjazdu. Od razu się zgodziła, jednak najpierw zgodę musiał wyrazić jej ojciec. Przekonanie go zajęło mi pół godziny, aż ręce mnie bolały od trzymania telefonu przy uchu. Na szczęście ostatecznie wszystko się udało i obie byłyśmy w trakcie pakowania się, bo z tego co zrozumiałam z maila mamy lot jutro około piątej rano. Ten to ma talent do wybierania godzin.
Wieczorem wzięłam prysznic, by nie musieć jeszcze wcześniej wstawać jutro. Położyłam głowę na miękkiej poduszce i okryłam się kołdrą. Gdy przysypiałam znowu usłyszałam dźwięk telefonu.
-Cześć kochanie.- Jay odezwał się podekscytowany.
-Hej, co słychać?
-A dobrze właśnie skończyliśmy grać koncert i pomyślałem, że do ciebie zadzwonię. A jak u ciebie?
-Lecę jutro z Vic i Joshem na Kubę.
-O to super przynajmniej nie będziesz się nudzić!- Krzyknął podekscytowany i zaczął opowiadać jakieś mało ważne szczegóły z trasy. Poinformował mnie, że wszystkie będę mogła obejrzeć w środę, bo wstawią filmik dla fanów. Szepnęliśmy na sam koniec kilka słodkich słówek i poszłam już spokojnie spać.
Rano szybko zarzucałam na siebie byle jakie ubrania. Szybko machnęłam makijaż i ściągnęłam walizkę na dół i wsiadłam do taksówki, w której czekała już an mnie Victoria.
-Co tak długo?
-Zaspałam.
Bezproblemowo doleciałyśmy na Kubę na lotnisku miałyśmy czekać na Josha. Minęły jednak trzy godziny a jego jak nie było, tak nie ma.
-Zadzwoń może do niego.
-Tak zrobię.
Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer do Josha, po jakiejś minucie odebrał.
-Gdzie ty do cholery jesteś?
-Jeszcze w Ameryce.
-Co?!- Krzyknęłam z niedowierzaniem. Lepiej żeby miał dobrą wymówkę.
-Bo odwołali mi lot i ciągle czekam na następny, dacie sobie radę?- Wątpiłam w to, jednak postanowiłam go nie martwić.
-Tak coś na pewno ogarniemy.- Victoria popatrzyła na mnie lekko zszokowana. Ja wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni i nerwowo przeczesałam palcami włosy.
-Niech zgadnę nie przyleci?
-Jeszcze jest w Ameryce.
-I co my teraz zrobimy?
-Znajdziemy hotel, mam kartę kredytową jakoś sobie damy radę.
Podeszłyśmy do informacji i wzięłyśmy adresy pobliskich hoteli. Chciałyśmy złapać taksówkę jednak kolejka do nich była tak długa, że nie było sposobu dzisiaj jeszcze do jakiejkolwiek dostać.
Wyciągnęłyśmy rączki od walizek i drogą zaczęłyśmy się kierować do jakiegoś pobliskiego przystanku autobusowego.
-Przepraszam czy dostaniemy się tym autobusem nieopodal jakiegoś hotelu?
- No hablo ingles.
Prawie z nikim tutaj nie mogłyśmy się dogadać, jednak jakimś cudem udało nam się dotrzeć do obskurnego motelu.
Otworzyłyśmy drzwi i rozległ się dźwięk dzwoneczków przyczepionych do nich. Rozglądając się na boki niepewnie podeszłyśmy do łysego mężczyzny. Mięśnie to miał takie, że na pewno na sterydach od dłuższego czasu jechał.
-Dzień dobry chciałybyśmy wynająć pokój.
-Ochchocho... widzę, że panieneczki nie stąd.- Moje serce zaczęło bić szybciej. W myślach zaczęłam przeklinać Josha, Victoria na pewno tak samo.
-Tak się złożyło- Udawałam pewną siebie i nie pozwoliłam by mój głos zadrżał.
Posłał nam obleśnie spojrzenie i wręczył klucz. Czym prędzej pobiegłyśmy do pokoju i upewniłyśmy się, że zamek jest zamknięty. Nie potrzebowałyśmy tu nieproszonych gości.
Obejrzałyśmy pokój. Wszystko wydawało się być brudne i zniszczone. Na parapetach i meblach leżała sterta kurzu i innych nieznanych mi substancji.
Gdy już pogodziłyśmy się z warunkami w jakich przyjdzie nam spędzić najbliższą dobę. Wzięłyśmy prysznic w lodowatej wodzie, bo ciepłej nie było.
Potem w nocy spać nie mogłyśmy ponieważ para w pokoju obok, całą noc całkiem ostro się zabawiała.
-Josh będzie musiał nam to wynagrodzić.- Powiedziałam leżąc już w łóżku.
-Żebyś wiedziała.
Przepraszam za taką długą przerwę, ale chwilowy brak weny. Jak się domyślacie to nudne wprowadzenie do ich przygód, które odbędą się na wyspie.

4 komentarze:

  1. Wcale nie nudne, mi się bardzo podobało. Tekst Josha najlepszy (ten o Kubie), choć ma sens tylko w języku polskim, ale i tak mnie rozbawiło. Fajny z niego chłopak. No i ciekawe, co tam dziewczyny za przygody przeżyją na wyspie. Na pewno będzie emocjonująco. W ogóle fajnie, że jakoś ogarnęły, ja to bym chyba umarła, gdyby pomysłodawca wyprawy zostawił mnie samą sobie (niechcący, ale zawsze).
    Czekam na ciąg dalszy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem co się stanie na Kubie. :)
    Niech już siebie nawzajem nie zdradzają, bo wyjdzie "Moda na sukces" z tego.
    Zapraszam do mnie:
    http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie to fajne *.*
    Dziękuje (nie będę powiedzieć komu,bo publicznie nazwisk się nie pisze) za to,ze mi to pokazała*.*
    ZAKOCHAŁAM SIĘ W TYM OPOWIADANIU !
    Zastanawia mnie co będzie dalej.....
    Dobra napisz szybciutko następny !!!!

    p.s zapraszam do przeczytania mojego opowiadania,a także wyrażenia swojej opinii w komentarzu.Jeśli ci się spodoba możesz napisać bym cię informowała o rozdziałach na tt (jeśli masz ) http://caanabel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Wcale nie nudne! Świetne jest! Jestem ciekawa co się tam stanie:) Masz niesamowity talent :D
    Czekam na następny^^
    Weny:*

    OdpowiedzUsuń