czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 31

-Victoria! Victoria! Wysiadaj natychmiast z tej taksówki! - Zobaczyłam biegnącego w naszym kierunku mężczyznę. Był w średnim wieku i ubrany był w bardzo elegancki garnitur który wydawał się być na bardzo kosztowny.
Zastanawiałam się przez chwilę kto to może być, ale sekundę później wszystko się wyjaśniło.
-Tato co ty tu robisz?- Victoria wyglądała na lekko spanikowaną, ale w końcu wykonała prośbę ojca i opuściła pojazd. Ja wzięłam z niej przykład i chwilę później stałam obok niej.
-Co ja tutaj robię? Miałaś zostać na noc u Nicole? A gdzie się szlajałaś? Zapewne byłaś z tym całym Nathanem.- Dziewczyna chyba nie miała pomysłu na żadną wymówkę, bo po prostu patrzyła się tępo w dół. Odgarnęłam włosy za ucho i postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
-Victoria była ze mną.- Powiedziałam. Mężczyzna spojrzał się na mnie wnikliwie, do tego stopnie, że po plecach przeszły mi ciarki.
-Przepraszam, a ty kim jesteś?
-Olga, przyjaciółka Victori.- Wyciągnęłam w kierunku mężczyzny rękę, którą po chwili uścisnął.
-A ja jestem ojcem Victori. To dziwne, że wcześniej nie miałem okazji cię spotkać.
-Nieprawdaż?- Posłałam mężczyźnie sztuczny uśmiech.
-W takim razie mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko zjedzenia lanchu z nami?
-Oczywiście, że nie.
-No to zapraszam.- Wskazał ręką czarny luksusowy samochód. Skierowałam się niepewnie w jego kierunku. Kroku cały czas dotrzymywała mi przygaszona i lekko wystraszona Victoria.
-Dziękuję.- Szepnęła mi do ucha.
-Nie ma za co.- Odpowiedziałam i obie wsiadłyśmy do auta.
W samochodzie miałam chwilę by dokładniej przemyśleć całą sytuację. I doszłam do wniosku, że Victoria panicznie boi się swojego ojca, tak samo jak ja bałam się kiedyś swojego. Co prawda nie sądzę, żeby jej tata ją bił, ale psychicznie ma na nią taki sam wpływ jak mój miał na mnie.
Zajechaliśmy pod wielką stalową bramę. Całą posesja była taka ogromna, a dom przypominał pałac. Wszystko było dekorowane z rozmachem. Na podwórzu można było znaleźć rzeźby, idealnie przystrzyżony żywopłot. Wszystko jednym słowem zabierało dech w piersi.
Powoli wysiadłam z samochodu dalej nie mogąc się nadziwić pięknym wyglądem tego wszystkiego.
Udaliśmy się do domu. Gdy przekroczyłam próg też nie mogłam wyjść z podziwu. Pozłacane gałki od drzwi, mnóstwo obrazów, przepiękne dywany, a to wszystko w dodatku wydawało się piekielnie drogie i zapewne takie było.
-Zapraszam do jadali.- Wskazał ręką mężczyzna kierunek w którym mam się udać. W międzyczasie, zapewne gosposia, zabrała ode mnie płaszcz.
Cała nasz trójka usiadła przy ogromnym dębowym stole. Po chwili pojawiły się szklanki z wodą i wyglądało na to, że ojciec Victori chce zacząć rozmowę. Odetchnęłam głęboko i wyprostowałam się. Na mojej twarzy dodatkowa zagościł sztuczny uśmiech.
-Więc Olgo, jak poznałaś sięz moją córką?
-Jestem dziewczyną Jaya McGuinessa.
-A kolega z zespołu Nathana Sykesa.
-Dokładnie tak.- Pokiwałam głową by dodatkowo podkreślić szczerość moich słów. Nie wiem czemu, ale cały czas czułam, że nie mogę w stosunku do niego okazać najmniejszej słabości. Musiałam być piekielnie pewna siebie.
-A czym się zajmujesz?
-Ogólnie interesuję się dziennikarstwem, jednak chwilowo jestem bezrobotna.
-A co się stało, że nie pracujesz?
-Tato nie przeprowadzaj przesłuchania.
-Kochanie nie wtrącaj się.- Tak jak podejrzewałam Victoria już nie odezwała się ani słowem. Skrzyżowałam nogi w kostkach pod stołem i przygotowałam się psychicznie na kolejna serię pytań, oraz odpowiedź na to.
-Miałam wypadek i nie było mnie przez długi czas w pracy.
-Aha rozumiem.- Cały czas wnikliwie mi się przyglądał. Starłam się jednak by nie zauważył jak bardzo mnie to krępuje.
Podano lunch, który składał się z naleśników ze świeżymi owocami. Mężczyzna nawet wtedy nie odpuszczał z pytaniami.
-A kim są twoi rodzice?
-Nie chcę o nich rozmawiać.
-Wiesz chociaż co się z nimi dzieje?
-Zostawiłam ich pół roku temu w Polsce, nie mam zamiaru tego sprawdzać.
-Niezbyt ładna postawa wobec ludzi, którzy cię wychowali.
-Oni bijąc mnie i okaleczając, też nie prezentowali ładnej postawy.- Zamknęłam mu usta, sama się zdziwiłam, ale on autentycznie nie wiedział co powiedzieć. W utwierdzeniu mnie w przekonaniu, że to często się nie zdarza była mina jego córki.
-Przykro mi.- Powiedział w końcu.
-Całkowicie niepotrzebnie.- W ciszy zjadałam swoją porcję i grzecznie po cichu czekałam, aż oni zrobią to samo.
-Victoria idź na górę i znajdź rodzinny album.- Wydał polecenie gdy tylko skończył posiłek.
-Ale tato, jest Olga...
-Nie dyskutuj ze mną.- Posłusznie wstała i zniknęła mi po chwili z oczu.
-Posłuchaj mnie uważnie, nie mam nic przeciwko tobie, ale nie mam ochoty by moja córka spotykała się z tym całym Nathanem.
-Czemu?
-Bo jest rozpieszczoną gwiazdą, na pewno się po prostu chce z nią zabawić, a potem znajdzie sobie inną nie pozwolę na to, by ona zadawała się z kimś takim.
-Nie ma obaw Nath taki nie jest i wygląda na to, że on naprawdę ją kocha. Zresztą Victoria odwzajemnia jego uczucia.- Starałam się być przekonywująca. Po części czułam się jak psycholog, który przekonuje rodzica, ze robi coś głupiego.
-Nie pozwolę na to by się spotykali! Chociaż miał by ją zamknąć i nie wypuszczać z tego domu!- Zrobił się cały czerwony i zacisnął ręce w pięści.
-Proszę nie zapominać, ze Victoria za trzy miesiące kończy osiemnaście lat i wtedy już je pan nie zatrzyma. Wręcz przeciwnie może pan ją stracić, nikt nie będzie trwał przy despotycznych rodzicach mając możliwość przeżycia prawdziwej miłości.- Może moje wrażenie było obłudne, ale chyba do niego coś dotarło. Usiadł jakby zmęczony i zaczął nad czymś rozmyślać. Cierpliwie czekałam na wypowiedź z jego strony.
-Ale ja chcę ją tylko chronić.
-Czasami trzeba odpuścić, bo broniąc jej z każdej strony przed złem, nie pozawala pan też jej zaznać prawdziwego szczęścia.
-Boże skąd ty gówniaro masz takie mądrości życiowe.- Uśmiech na jego twarzy sugerował, że to komplement.
-Miałam przyśpieszony kurs.
-Może przejdźmy na ty, jestem Louise.
-Olga.
Wymieniliśmy już kilka cieplejszych słów, teraz już nie wydawał się być taki straszymy. Chwilę później wróciła Victoria i wręczyła album ojcu.
-Olga idź pooglądaj sobie zdjęcia do salonu, a ja porozmawiam z córką.- Uśmiechnęłam się i wyszłam na korytarz. Gosposia która zobaczyła, że po nim błądzę zaprowadziła mnie do odpowiedniego pomieszczenia.
Usiadłam na czarnej skórzanej kanapie i zaczęłam oglądać zdjęcia. Wszystkie były piękne, niektóre wzruszające, niektóre przekomiczne. Nawet nie zauważyłam jak Victoria wbiegła i rzuciła mi się na szyję.
-Dziękuję Dziękuję! Dziękuję!- Poczułam jej usta na policzku i się uśmiechnęłam.
-Co się stało?
-Ojciec pozwolił umawiać mi się z Nathanem! I to dzięki rozmowie z tobą, nie wiem co ty mu tam nagadałaś, ale w każdym bądź razie zadziałało!
-Nie ma za co, powiedziałam tylko prawdę.
Dzień niespodziewanie minął mi bardzo szybko, potem przez prywatnego kierowcę zostałam odwieziona pod dom, do którego zaszłam po dwudziestej drugiej.
Weszłam do mieszkania i od razu rzuciłam buty w kąt. Zauważyłam buty Jaya więc musieli już wrócić. Udałam się do kuchni i kiedy przechodziłam przez salon zobaczyłam go śpiącego na kanapie. Wyglądał tak słodko, podeszłam, pocałował go w policzek i przykryłam go kocem.
Udałam się do kuchni i nalałam sobie szklanki wody. Chwilę później dostałam smsa od Nathana.
„Kocham Cię. Mam u Ciebie dług”
Uśmiechnęłam się pod nosem i ucieszyłam, że przynajmniej czyjeś problemy mogłam rozwiązać.
Niecałą godzinę później Josh poinformował mnie, że znów wpadnie z wizytą, a Jay gdy się obudził oświadczył, że wraz z chłopakami lecą do Ameryki na miesiąc i nie mają możliwości mnie zabrać. Nie powiem zrobiło mi się smutno z tego powodu, nawet bardzo, ale wszystko wskazywało na to, że to będzie wielkie odpoczęcie od mojego dotychczasowego życia w Londynie.
Chciałam was przeprosić za tak długą przerwę, ale najzwyczajniej w świecie nie mogłam napisać tego rozdziału. Wszystko było spowodowane tym, że wreszcie wróciłam do domu i byłam tak tym podniecona, że nie mogłam zebrać myśli. Przepraszam również za to, ze wyszedł taki drewniany.
Dzisiaj podjęłam też ostateczną decyzję kogo Olga wybierze, bo któregoś z tej naszej nieszczęsnej dwójki wybierze.
Pozdrawiam i do następnego. :)
P.S Postaram się  w weekend nadrobić wasze blogi.

5 komentarzy:

  1. Rozdział wspaniały, jak zwykle. Szkoda, że Olga znowu musiała sobie przypomnieć o swojej przykrej sytuacji rodzinnej z przyszłości, ale przy okazji zrobiła też dobry uczynek jako negocjator spraw uczuciowych w imieniu Victorii i Natha, więc rozdział przepełniony nadzieją. Szkoda, że chłopcy nie mogli jej zabrać do USA, ale przynajmniej będzie mogła w spokoju podjąć decyzję.
    Pozdrawiam :*
    PS. Gratuluję powrotu do domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że ojciec Vick się zgodził na to, bys ię spotykałą z Nathanem. :)Uuu, trochę szkoda, że polecieli do USA.
    Zapraszam do mnie :
    http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. ohhh jak dobrze ze się zgodził ^^ naprawdę,dobrze <3 #BananFace ;* NIECH WYBIERZE TOMAA!! *_* Czekam na next'a <3 weny ;* Zapraszam do siebie :) więc zapraszam na nowego : http://case-closed-finally.blogspot.com/ :) komentarze mile widziane ;* ~Werciaa :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały rozdział! Cieszę się, że Victoria spokojnie może się spotykać z Nathanem :D Jestem już ciekawa, co się stanie, gdy chłopacy wyjadą do Ameryki ;). Cudownie piszesz :) Czekam na next i życzę weny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział!!!!
    Niech Olga wybierze Toma!!!!:*

    OdpowiedzUsuń