wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 34

Nad samym ranem udało mi się zasnąć, jednak bycie w tym stanie nie było mi dane na długo. Niespełna trzy godziny później z pokoju obok dochodził donośny odgłos wiertarki. Co oni do cholery robią tam tak rano?
Usiadłam i opuściłam nogi na podłogę. Głowa mi pękała, więc jeszcze bez otwierania oczu, rękoma delikatnie zaczęłam masować skronie.
Gdy w końcu odważyłam się otworzyć oczy od samego początku coś mi nie pasowało. Rozejrzałam się dokładniej i moje własne odkrycie mnie przeraziło.
-Victoria okradli nas!!!- Krzyknęłam na całe gardło.
-Co?!- Dziewczyna szybko poderwała się z łóżka. Zajrzałyśmy dokładnie pod łóżka, do łazienki, jednak nigdzie nic nie było. - Nie mamy walizek, ubrań, paszportów, telefonów, nic!!! Powiedz chociaż, że znasz na pamięć telefon do Josha.
Pokręciłam przecząco głową i ukryłam twarz w dłoniach. Nie miałyśmy zielonego pojęcia co zrobić, nie ważne teraz czy Josh przyjedzie, bo on i tak nie wie gdzie my jesteśmy. Na lotnisko też się nie dostaniemy, przecież nie stać nas w tym momencie na głupi bilet autobusowy. A jeszcze żeby tego było mało jedyne co miałyśmy do dyspozycji to piżamy i jakimś cudem ocalałe japonki pod prysznic. Dzięki Bogu, że chociaż tu jest cały czas ciepło.
-Olga!!!
-Nie krzycz na mnie myślę!
-To myśl szybciej bo tu zginiemy!
-Nie zginiemy, w razie czego zadzwonimy do twojego ojca on na pewno coś wymyśli.
-Czy ty oszalałaś? On wtedy zabije i mnie i ciebie.
Fakt to nie był jak na razie najlepszy pomysł, ale tonący brzytwy się chwyta.
-Pojedziemy na posterunek policji i zgłosimy kradzież. Poza tym jak Josh nie będzie mógł się z nami skontaktować na pewno obdzwoni szpitale i zadzwoni na policje.- Chyba wpadłam na całkiem niezły pomysł.
Poprawiłam piżamę na sobie. Z dresów trzy-czwarte zrobiłam wywijane krótkie szorty, niestety z bluzką nie dało się nic zrobić. Palcami przeczesałam włosy a na nogi wsunęłam klapki.
Wyszłam z pokoju wraz z Vic, która wcześniej powtórzyła wszystkie czynności w ten sam sposób.
Już zła podeszłam do lady gdzie zastałam tego samego mężczyznę co wczoraj. Tym razem nie bałam się go, wręcz przeciwnie mogła bym go rozszarpać gołymi rękoma.
-Okradli nas!- Położyłam ręce na blacie.
-A może najpierw dzień dobry.- Zmierzył mnie tym swoim obleśnym wzrokiem.
-Czy słyszał pan co ja powiedziałam? Okradli nas!
-Wybacz laleczko to nie pięciogwiazdkowy hotel, nie mamy tu stałej ochrony.- Bezczelnie się uśmiechnął.
-W tej chwili żądam by zadzwonił pan na policję i ich tu wezwał.- Dłonie zacisnęłam w pięść.
-Nie potrzebuję węszących tu wokół psów.
Traciłam już pomysły jak rozmawiać z nim, by osiągnąć swój cel. Przecież to logiczne, że nie chcą tu psów... znaczy policji. Przecież tu na pewno przewija się tona narkotyków i innych nielegalnych substancji. Poza tym oni sami mogli nas okraść. Jednak w tym momencie zależało i na tym, żeby skontaktować się z Joshem, którego swoją drogą zabiję.
-Skontaktujemy się z policją tak czy siak, tylko kiedy my same to zrobimy dopilnujemy by ktoś się tu DOKŁADNIE rozejrzał.
-Suka.- Powiedział pod nosem i wykręcił numer. Rozmawiał chwilę po hiszpańsku a potem rzucił słuchawką.- Zaraz będą zadowolona?!
-Tak.
Odeszłam kawałek z Victorią i usiadłyśmy na brudnych fotelach przy jakimś stoliku.
-Jak ci się układa z Nathanem?- Spytałam by zmienić jakoś temat i zapomnieć w jakiej dramatycznej sytuacji się teraz znalazłyśmy.
-Świetnie.- Uśmiechnęła się pod nosem.- A tobie i Jayowi?
-Te... dobra nie ma sensu kłamać. Mam tak jakby romans z Tomem.
-CO?!- Mężczyzna usłyszał podniesienie tonu i jeszcze raz się na nas złowrogo spojrzał.- Co?- powtórzyła już ciszej.
-Bo ja tak jakby kocham ich obu i nie wiem którego wybrać.
-Kiepska sprawa, ale myślę że odpowiedź jest prosta.- Zszokowała mnie, jakim cudem ta odpowiedź może być prosta skora ją z nią bujam się już tyle czasu.
- Którego z nich nie chcesz zranić?
-Co? Żadnego oczywiście!
-Ale którego nie chcesz zranić bardziej, na czyj ból nie będziesz w stanie spojrzeć. Ewentualnie z kim widzisz się za dziesięć, piętnaście lat.- Zaczęłam myśleć i zrozumiałam, że to nie jest taka głupia metoda.
-Spróbuje, dzięki.
Do motelu weszli policjanci i powiedzieli coś po hiszpańsku. Facet za ladą wskazał na nas i też mu coś powiedział.
-Dzień dobry to do pań byliśmy wzywani komisarz Poul i Juan, co się stało?
-Okradli nas kompletnie ze wszystkiego nie mamy telefonów, paszportów, ubrań, pieniędzy...
-Rozumiemy, w tym wypadku muszą panie pojechać z nami.
Weszłyśmy do radiowozu i pojechaliśmy na komisariat, tam potwierdzali naszą tożsamość, potem dostaliśmy dokument, który tymczasowo zastąpił nam paszport. Zablokowano też nasze karty kredytowe, telefony i udało im się skontaktować z Joshem. Dobrze, że wylądowali po telefonie policjanta to na kontroli udało im się go złapać niecałe dwie godziny później.
Siedziałyśmy obie przy wejściu do komisariatu gdy zobaczyłam nikogo innego jak Josha.
-JA CIĘ ZABIJĘ!!!- Krzyknęłam po polsku i podbiegłam do chłopaka.- Czyś ty ocipiał do końca!!!
-Mogłabyś mówić po angielsku?
-Tak.
-Dziękuję, może pojedziemy do hotelu kupimy wam najpierw jakieś ubrania?
-Nie myśl, że fakt, że kupisz nam parę ciuszków powstrzyma nas przed morderstwem?
-A tak przy okazji to jestem Josh.- Podał rękę mojej towarzyszce, a ona odwzajemniła uścisk.
-Victoria.
-Dobra dziewczyny zabijecie mnie potem teraz jedziemy, bo jestem wykończony po podróży.
Uderzyłam go pięścią w ramię i wyszłam przed posterunek. Chłopak przerwał masowanie ramienia i wskazał taksówkę, w której chwilę później wszyscy siedzieli. Byłyśmy obie złe więc się do niego nie odzywałyśmy przez całą drogę do hotelu, który swoją drogą był niesamowity.
W hotelowym butiku wybrałyśmy kilka ubrań, potem miałyśmy wybrać się na większe zakupy w centrum miasta.
Chciałyśmy również wracać do domu najbliższym lotem, jednak udało mu się nas przekonać i na razie zostajemy.
Następnego dnia zeszłyśmy do eleganckiej restauracji hotelowej. Zamówiłyśmy gofry z owocami i świeżo wyciskany sok pomarańczowy.
-Wiesz co? Mimo że Josh nas tak załatwił wydaje się być całkiem miłym chłopakiem.- Powiedziała Victoria przeżuwając gofra.
-Po pierwsze Josh jest fajnym chłopakiem, po drugie damy nie mówią z pełną buzią, a po trzecie, to on chyba ci się nie podoba?- Spojrzałam na nią pytająco.
-Nie, znaczy tak, ale ja przecież ja mam Nathana, nie podoba mi się w tym sensie w którym myślisz.- Odetchnęłam z ulgą. Jeszcze tylko brakowało tego bym musiał być świadkiem romansu.
-A ty zdecydowałaś Tom czy Jay?
-Poniekąd, ale jeszcze nie do końca...- Nie chciało mi się o nich gadać. Muszę odpocząć od dej całej dramy.
-Potrzebujesz kopa by ich wybrać?
-Przydało by się.
-Ok, masz czas do swoich urodzin, jeżeli wtedy nie wybierzesz powiem Jayowi o wszystkim.- Moje oczy wyszły na wierzch i nie wiedziałam co powiedzieć.
-Słucham? Chyba nie mówisz poważnie?
-Oczywiście, ze mówię.- Ona chyba żartuję. Chwyciłam kieliszek i cała jego zawartość znalazła się w moim gardle, jednak zważając na fakt, że to tylko sok nie wiele to pomogło.
-Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami.
-Jesteśmy i robię to ze względu na ciebie, ta sytuacja jest chora i musisz z niej wybrnąć.
Suka” pomyślałam, mimo iż wiedziałam, że po części na pewno ma racje. Wstałam szybko od stołu i czym prędzej odeszłam.
Zaraz znalazłam się przed hotelem i kierując się znakami, dziesięć minut później bosymi stopami chodziłam po rozgrzanym słońcem piachu. Byłam zła, na siebie, na Toma, na Jaya... na wszystkich. Gdyby nie fakt, że wokół mnie było pełno ludzi pewnie rzuciła bym się na kolana i pięściami rozgrzebywała piasek wydając z siebie pewnie całą masą przekleństw i innych odgłosów, które by w całości oddawały mają nostalgię.
-Ma pani coś czerwonego na tyłku.- Usłyszałam od małego chłopczyka. Chwilę patrzyłam się jak głupia na niego, a potem odwróciłam się, pociągnęłam sukienkę i rzeczywiście zobaczyłam plamę. Cholera akurat teraz musiałam dostać okresu.
Starałam się jakoś nieudolnie rękoma zasłaniać tyłek dopóki nie doszłam na samą górę gdzie było pełno stoisk i kiosków. Wzięłam darmową gazetę i nią zasłoniłam moje cztery litery. Chciałam wrócić do hotelu, ale to w końcu dziesięć minut drogi.
-Ma pani tampon, to nagły wypadek.- Powiedziałam do kobiety za ladą.
-Owszem, cztery dziewięćdziesiąt poproszę.
-To naprawdę nagły przypadek nie wzięłam ze sobą pieniędzy.- Czułam jak robię się cała czerwona i to nie tylko na twarzy.
-W takim razie przykro mi nie mogę pani pomóc.
-Ja na...- już prawie płakałam.
-Ja zapłacę.- Obok mnie stanął dość przystojny mężczyzna. Był typowym Kubańczykiem z wyglądu. Jednak ta sytuacją sprawiła że byłam zażenowana jeszcze bardziej.- Proszę- Wręczył mi opakowanie tamponów. A ja chwyciłam je i tak po prostu patrzyłam się tak na niego jak idiotka.- Tam są toalety- Wskazał ręką.- A i trzymaj łatwiej ci się będzie zakryć do powrotu do Hotelu.- Ściągnął z siebie koszulkę i wręczył mi. Jednak nie przerwałam gapienia się, tylko tym razem podziwiałam jego umięśniony brzuch.
-Żyjesz?- Pomachał mi ręką przed twarzą.
-Tak.- Potrząsnęłam głową.- Kiedy będę mogła ci zwrócić pieniądze i koszulkę?
-Zapomnij.- Wyszczerzył swoje białe zęby i odszedł.
Ja szybko pobiegłam do wskazanej przez niego plażowej toalety. Po załatwieniu konieczności szybko ogarnęłam się papierem na ile to było możliwe. Przywiązałam koszulkę w pasie i wyszłam na zewnątrz.
Od razu poszłam do hotelu, umyłam i przebrałam się. Zdziwiło mnie, że nie było ani Vic, ani Josha w apartamencie, ale olałam to. Zadzwoniłam do Jaya, ale nie odbierał więc nagrałam mu wiadomość na pocztę.
Resztę dnia spędziłam opalając się przy hotelowym basenie. Potem wróciłam zamówiłam naleśniki do pokoju i poszłam spać. A ich jak nie było tak nie ma.
Czeka nas jeszcze jeden rozdział bez The Wanted, w którym obiecuję już będzie się więcej działo.
Chciałam powitać nowych czytelników, cieszę się, ze zajrzeliście i mam nadzieję, ze zostaniecie na dłużej.
Więc już wiecie jak Olga zostanie przymuszona do wyboru. Obiecuję, że za dwa rozdziały dokona wyboru.

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 33

Siedziałam w taksówce, która wiozła mnie z lotniska do domu. Pojechałam wraz z Nar i Vic pożegnać chłopców. Muszę przyznać uroniłam kilka łez żegnając się z nimi, dalej ciężko mi sobie wyobrazić cały miesiąc bez nich, a sprawy wcale nie ułatwiał mi fakt, że nie mam ani pracy, ani znajomych, poza oczywiście dziewczynami. W sumie gdy zniknęła ta piątka chłopaków moje życie zaczęło wydawać się takie puste i szarę.
- Dojechaliśmy na miejsce – Usłyszałam głos taksówkarza. Wyjęłam z portfela dziesięć funtów, wręczyłam mu te pieniądze i opuściłam pojazd. Od razu skierowałam się do swojego mieszkania.
Mijając próg zdjęłam buty, a w drodze do łazienki zrzucałam kolejne części mojej garderoby. Gdy dotarłam na miejsce od razu odkręciłam ciepłą wodę i pozwoliłam by jej strumienie delikatnie omywały moje ciało.
Musiałam się porządnie zastanowić jak dobrze zagospodarować ten miesiąc, który spędzę sama. Miałam tylko cichą nadzieję, że Tom nic nie wygada Jayowi. Oby, bo chcę dokonać wyboru sama a nie z przymusu, ale tak właściwie, to doprowadza cały czas mnie do punktu wyjścia.
Wyszłam i ręcznikiem osuszyłam swoje ciało. Włosy rozczesałam grzebieniem i pozwoliłam im sobie swobodnie schnąć.
I od tego momentu nie wiedziałam co robić z wolnym czasem. Cały tydzień minął na przeglądaniu bez celu internetu, oglądaniu telewizji, sprzątaniu i sporadycznym spotykaniu się z dziewczynami. Jednym słowem robiłam wszystko by zabić czas.
Wszystko pewnie ciągnęło by się dalej gdyby nie telefon od Josha w środku nocy.
- Halo.
- Cześć Olga słuchaj mam propozycję dla ciebie Jaya i kogokolwiek tam jeszcze chcesz.- Powiedział podekscytowany.
- Czy ty wiesz, że w Anglii jest trzecia w nocy?- Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie.
- Oj tam ja tu dzwonię z propozycją nie do odrzucenia, a ty mi tu o strefach czasowych nawijasz. Posłuchaj mam małe dwutygodniowe wakacje, co ty na to żeby polecieć ze mną na Kubę.
- Mówisz o tej wyspie? - Dopytałam o oczywisty fakt przez co odrobinę zrobiłam z siebie idiotkę. Ale jest środek nocy, to musi mnie chociaż trochę usprawiedliwiać.
- Nie o moim koledze, spędzimy sobie wakacje na nim - Odpowiedział mi lekko zirytowany.- Oczywiście, że o wyspie! Pytaj się Jaya i lecimy.
- Jay jest teraz w Ameryce, więc będę musiała wystarczyć ci tylko ja.
- Też może być, jak chcesz kogoś zabrać to śmiało, jutro, znaczy dla ciebie jeszcze dzisiaj wyślę ci numer lotu i bilet, albo bilety, może masz jakąś inną koleżankę lub kolegę?- Chwilę pomyślałam i w sumie mogę się zapytać Vic.
- Może Victoria, ale nie jestem pewna czy się zgodzi.
- A co to za jedna?
- Moja przyjaciółka i dziewczyna Nathana.
- A dobra to na razie!
- Cześć.
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i ponownie wróciłam do krainy Morfeusza.
Następnego dnia obudziłam się około jedenastej pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do Vic z propozycją wyjazdu. Od razu się zgodziła, jednak najpierw zgodę musiał wyrazić jej ojciec. Przekonanie go zajęło mi pół godziny, aż ręce mnie bolały od trzymania telefonu przy uchu. Na szczęście ostatecznie wszystko się udało i obie byłyśmy w trakcie pakowania się, bo z tego co zrozumiałam z maila mamy lot jutro około piątej rano. Ten to ma talent do wybierania godzin.
Wieczorem wzięłam prysznic, by nie musieć jeszcze wcześniej wstawać jutro. Położyłam głowę na miękkiej poduszce i okryłam się kołdrą. Gdy przysypiałam znowu usłyszałam dźwięk telefonu.
-Cześć kochanie.- Jay odezwał się podekscytowany.
-Hej, co słychać?
-A dobrze właśnie skończyliśmy grać koncert i pomyślałem, że do ciebie zadzwonię. A jak u ciebie?
-Lecę jutro z Vic i Joshem na Kubę.
-O to super przynajmniej nie będziesz się nudzić!- Krzyknął podekscytowany i zaczął opowiadać jakieś mało ważne szczegóły z trasy. Poinformował mnie, że wszystkie będę mogła obejrzeć w środę, bo wstawią filmik dla fanów. Szepnęliśmy na sam koniec kilka słodkich słówek i poszłam już spokojnie spać.
Rano szybko zarzucałam na siebie byle jakie ubrania. Szybko machnęłam makijaż i ściągnęłam walizkę na dół i wsiadłam do taksówki, w której czekała już an mnie Victoria.
-Co tak długo?
-Zaspałam.
Bezproblemowo doleciałyśmy na Kubę na lotnisku miałyśmy czekać na Josha. Minęły jednak trzy godziny a jego jak nie było, tak nie ma.
-Zadzwoń może do niego.
-Tak zrobię.
Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer do Josha, po jakiejś minucie odebrał.
-Gdzie ty do cholery jesteś?
-Jeszcze w Ameryce.
-Co?!- Krzyknęłam z niedowierzaniem. Lepiej żeby miał dobrą wymówkę.
-Bo odwołali mi lot i ciągle czekam na następny, dacie sobie radę?- Wątpiłam w to, jednak postanowiłam go nie martwić.
-Tak coś na pewno ogarniemy.- Victoria popatrzyła na mnie lekko zszokowana. Ja wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni i nerwowo przeczesałam palcami włosy.
-Niech zgadnę nie przyleci?
-Jeszcze jest w Ameryce.
-I co my teraz zrobimy?
-Znajdziemy hotel, mam kartę kredytową jakoś sobie damy radę.
Podeszłyśmy do informacji i wzięłyśmy adresy pobliskich hoteli. Chciałyśmy złapać taksówkę jednak kolejka do nich była tak długa, że nie było sposobu dzisiaj jeszcze do jakiejkolwiek dostać.
Wyciągnęłyśmy rączki od walizek i drogą zaczęłyśmy się kierować do jakiegoś pobliskiego przystanku autobusowego.
-Przepraszam czy dostaniemy się tym autobusem nieopodal jakiegoś hotelu?
- No hablo ingles.
Prawie z nikim tutaj nie mogłyśmy się dogadać, jednak jakimś cudem udało nam się dotrzeć do obskurnego motelu.
Otworzyłyśmy drzwi i rozległ się dźwięk dzwoneczków przyczepionych do nich. Rozglądając się na boki niepewnie podeszłyśmy do łysego mężczyzny. Mięśnie to miał takie, że na pewno na sterydach od dłuższego czasu jechał.
-Dzień dobry chciałybyśmy wynająć pokój.
-Ochchocho... widzę, że panieneczki nie stąd.- Moje serce zaczęło bić szybciej. W myślach zaczęłam przeklinać Josha, Victoria na pewno tak samo.
-Tak się złożyło- Udawałam pewną siebie i nie pozwoliłam by mój głos zadrżał.
Posłał nam obleśnie spojrzenie i wręczył klucz. Czym prędzej pobiegłyśmy do pokoju i upewniłyśmy się, że zamek jest zamknięty. Nie potrzebowałyśmy tu nieproszonych gości.
Obejrzałyśmy pokój. Wszystko wydawało się być brudne i zniszczone. Na parapetach i meblach leżała sterta kurzu i innych nieznanych mi substancji.
Gdy już pogodziłyśmy się z warunkami w jakich przyjdzie nam spędzić najbliższą dobę. Wzięłyśmy prysznic w lodowatej wodzie, bo ciepłej nie było.
Potem w nocy spać nie mogłyśmy ponieważ para w pokoju obok, całą noc całkiem ostro się zabawiała.
-Josh będzie musiał nam to wynagrodzić.- Powiedziałam leżąc już w łóżku.
-Żebyś wiedziała.
Przepraszam za taką długą przerwę, ale chwilowy brak weny. Jak się domyślacie to nudne wprowadzenie do ich przygód, które odbędą się na wyspie.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział 32

Następnego dnia zostałam obudzona pocałunkiem. Jay przyłożył swoje wilgotne wargi do moich i tym samym wyrwał mnie z mojej krainy marzeń sennych.
-Dzień dobry.- Szepnął mi uwodzicielsku do ucha.
Leniwie otworzyłam oczy i ujrzałam jego, mojego chłopaka, z którym miałam rozstać się na cały miesiąc. Uśmiechnęłam się szeroko, złapałam go za szyję i tym razem to ja pocałowałam go. Wpiłam się gwałtownie i brutalnie w jego usta i pozwoliłam przez chwilę dać się ponieść emocjom.
-Bardzo dobry.- Przysunęłam się bliżej niego i wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową. Wzięłam głęboki oddech. Jego zapach uderzył we mnie tak mocno, że przez chwilę zawirowało mi w głowie. Zamknęłam oczy i po prostu delektowałam się to chwilą. Chciałam by ona trwałą wiecznie.
-Nie idź spać. Za parę dni wyjeżdżam i nie będziemy się widzieć tyle czasu. Dlatego te trzy dni będą czasem kiedy będziemy się cały czas świetnie bawić. -Wyskoczył jak oparzony z łóżka. Pochylił się nad moją połową, wsunął ręce pode mnie i uniósł mnie do góry. Zaczął jak wariat kręcić się po całym pokoju, a ja tylko się śmiałam.
Gdy wreszcie udało mi się stanąć na ziemi przeczesałam ręką włosy odsłaniając tym samym mój zabliźniony brzuch. Jay zaczął się mu przyglądać ze smutną miną. Czym prędzej naciągnęłam koszulkę tak nisko jak tylko mogłam.
-Zostaw nie wstydź się. -Podszedł i położył rękę na moim biodrze.- Dla mnie jesteś najpiękniejsza. Zawsze byłaś i zawsze będziesz. Nieważne co w naszym życiu się wydarzy. - I jak ja mam któregoś z nich wybrać tak bardzo kocham obojgu.
Objął mnie ramionami i przysunął do siebie tak blisko jak tylko mógł. Położył głowę na moim ramieniu, przez co jego włosy łaskotały mnie po twarzy.
- Kocham cię.- Odezwałam się po chwili ciszy.
-Ja ciebie też.- Musnął ustami moją szyję. Po całym moim ciele przeszedł niesamowity dreszcz.
Chwilę później musiałam iść się szykować na naszą tajemniczą randkę. Właśnie z tego wszystkiego zapomniałam wypytać o szczegóły.
Odkręciłam letnią wodę i zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania. Stanęłam pod strumieniem i zaczęłam dokładnie myć swoje ciało. Nie zapomniałam również tym razem się ogolić. Dobrze, że ostatniej nocy żadne z nas nie miało ochoty na igraszki, bo jestem ciekawa jak on zareagował by na moje zarośnięte jak u sarny nogi.
Gdy skończyłam, zaczęłam suszyć włosy. Potem się umalowałam i ubrałam w wygodne jeansy i czerwony T-shirt z jakimś nic nie znaczącym nadrukiem. Zarzuciłam jeszcze na siebie szarą bluzę, zrobiłam makijaż i byłam gotowa do wyjścia.
Poszłam do kuni i zobaczyłam jak Jay kończy nakładać na talerze jajecznicę. Usiadłam na krześle i czekałam,aż on do mnie dołączy.
-Wyglądasz ślicznie.- Powiedział i podsunął mi posiłek pod sam nos.
-Więc co dzisiaj robimy?
-Podwójna randka z Nathanem i Vic.
-Super.- Byłam nawet zadowolona z tego pomysłu. Lubiłam i jedno i drugie. Zapowiadała się świetna zabawa.
Zjedliśmy i sprzątnęliśmy brudne naczynia do zmywarki. Potem Jay poszedł ogarnąć się w łazience. Jak na zawołanie gdy tylko wyszedł rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Moje serce zabiło szybciej bo dzwonił Tom. Chwilę wahałam się czy nacisnąć zieloną słuchawkę, bo w końcu Jay był w domu, ale z drugiej strony tak bardzo chciałam usłyszeć jego głos, więc ostatecznie nacisnęłam ją.
-Halo.- Powiedziałam pół szeptem wszystkim dobrze znaną wypowiedź. W tym samym momencie usiadłam na kanapie i podciągnęłam nogi pod brodę.
-Cześć tu Tom, masz jakieś plany.
-Oczywiście, że tak Jay wszystko zaplanował co do minuty.
-Szkoda bo miałem nadzieję, że się z tobą zobaczę.
-Ja też, spróbuję się jakoś wyrwać.
-Oby ci się udało. Będę pod telefonem.- Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szklany stolik do kawy.
-Kto dzwonił?- Zapytał się Jay, który wszedł do salonu cały mokry. Z włosów jeszcze mu kapała woda, a jedyne co miał na sobie to biały ręcznik spoczywający na jego biodrach.
-Victoria pytała kiedy będziemy gotowi.
-Przecież umówiliśmy się na dwunastą, została nam jeszcze godzina.
-Pewnie coś jej się pomyliło.- Spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Ukrywasz coś przede mną?
-Nie no coś ty.- Podszedł do mnie bliżej i położył rękę na moim policzku.
-Nie chciał bym cie stracić, nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
Tylko osoba, która była w takiej samej sytuacji jak ja mogła sobie wyobrazić jak teraz podle się czułam. Patrzyłam teraz cały czas w dół, ale Jay uniósł mój podbródek i zmusił, żebym spojrzała mu w oczy.
-Kocham cię.- Powiedział.
-Ja ciebie też.- Przytuliłam się do niego. Po policzkach zaczęły mi lecieć pojedyncze słone łzy/
-Czy ty płaczesz?
-Tak, ale to ze szczęścia.- Jeżeli chodzi o kłamstwo to dochodziłam do coraz lepszej wprawy. Niedługo normalnie będę mogła zostać aktorką.
Gdy skończyliśmy już te pieszczoty mój chłopak poszedł się ubrać. W międzyczasie usłyszałam dzwonek do drzwi, za którymi znajdowała się towarzysząca nam dzisiaj para.
Na ich widok się uśmiechnęłam i przywitałam ich pocałunkiem w policzek. Wszyscy byli ubrani na luźno jednak moją uwagę przykuł strój Nathana. Chłopak mianowicie był ubrany prawie identycznie jak ja. Jeansy w tym samym kolorze, bluzka identyczna i do tego szara bluza.
-Fajnie wyglądasz. - Rzucił i zaczął się śmiać.
-Ty też masz świetne ciuchy.- Ta sytuacja pozwoliła rozładować choć trochę moje napięcie. Potem dołączył do nas loczek, który też zaczął się z nas śmiać.
-To jak idziemy?- Zapytał się Jay i po chwili kierowaliśmy się do samochodu Natha.
-A tak właściwie to gdzie my jedziemy?- Z tym pytaniem uprzedziła mnie Vic.
-Niespodzianka.- Krzyknęli jednogłośnie. My w ramach protestu nie odezwałyśmy się ani słowem, ale to ich chyba tylko i wyłącznie bawiło.
Niecałe piętnaście minut później zatrzymaliśmy się pod ogromnym parkiem wodnym.
-Idziemy na basen?- Spytałam z niedowierzaniem.
-Tak.
-Ale przecież nie mamy strojów.
-Kupimy coś na miejscu.
Weszliśmy do wielkiej hali. W środku nie było nikogo poza pracownikami.
-Wynajęliśmy cały basen, przez dwie godziny możemy robić co żywnie nam się podoba.
Gdy udało nam się kupić kostiumy oraz ręczniki udaliśmy się od razu nad basen. Cała trójka od razu do niego wskoczyła a ja tylko usiadłam na brzegu i zanurzyłam łydki w wodzie.
-Czemu nie wejdziesz?- Podpłyną do mnie Jay.
-Nie umiem pływać.
-To ja cię nauczę. - wciągnął mnie do wody i cały czas mnie przytrzymywał bym nie utonęła. Włożył mi ręce pod plecy i przez bardzo długi czas uczył jak leżeć na wodzie .
Całe półtory godziny sprawiło, że jako tako potrafiłam przepłynąć dość krótki dystans bez znajdowania się całkowicie pod wodą.
Druga para gołąbeczków również dobrze się bawiła spędzając czas głównie podtapiając się, zjeżdżając ze zjeżdżalni i wygrzewaniu się w jacuzzi. Z tego ostatniego nasza dwójka również postanowiła skorzystać i po chwili siedzieliśmy w wannie.
Jakieś pół godziny później wszyscy zgodnie stwierdzili, że są głodni więc pojechaliśmy do eleganckiej i bardzo drogiej restauracji. Zaczęłyśmy panikować, że jesteśmy wszyscy nieodpowiednio ubrani, ale w końcu okazało się, że ją też mieliśmy tylko dla siebie. Więc spędziliśmy czas obżerając się. Najfajniejsze było to, ze nie musieliśmy zwracać uwagi na maniery. Oczywiście w granicach rozsądku.
Potem było kino i przejażdżka dorożką. Taki powrót do domu zarządzili chłopcy. Tak więc przemierzyliśmy właśnie takim środkiem transportu pół Londynu.
Dzień był pełen wrażeń i byłam naprawdę zmęczona, ale bogu dzięki, ze ogoliłam te nogi, bo w nocy się działo.... oj działo się.
Kolejny nudny i nic nie wnoszący rozdział za nami. Przepraszam, że tak długo musieliście na niego czekać.
Mam ponad 9000 wyświetleń! Dalej nie mogę w to uwierzyć, że tylu osobom mój blog się podoba. Mam nadzieję, że dalej będziecie zainteresowani losami Olgi i jej partnera i mam nadzieję, że nie porzucicie opowiadania jeżeli nie wybierze waszego ulubieńca.
Do następnego :*


czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 31

-Victoria! Victoria! Wysiadaj natychmiast z tej taksówki! - Zobaczyłam biegnącego w naszym kierunku mężczyznę. Był w średnim wieku i ubrany był w bardzo elegancki garnitur który wydawał się być na bardzo kosztowny.
Zastanawiałam się przez chwilę kto to może być, ale sekundę później wszystko się wyjaśniło.
-Tato co ty tu robisz?- Victoria wyglądała na lekko spanikowaną, ale w końcu wykonała prośbę ojca i opuściła pojazd. Ja wzięłam z niej przykład i chwilę później stałam obok niej.
-Co ja tutaj robię? Miałaś zostać na noc u Nicole? A gdzie się szlajałaś? Zapewne byłaś z tym całym Nathanem.- Dziewczyna chyba nie miała pomysłu na żadną wymówkę, bo po prostu patrzyła się tępo w dół. Odgarnęłam włosy za ucho i postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
-Victoria była ze mną.- Powiedziałam. Mężczyzna spojrzał się na mnie wnikliwie, do tego stopnie, że po plecach przeszły mi ciarki.
-Przepraszam, a ty kim jesteś?
-Olga, przyjaciółka Victori.- Wyciągnęłam w kierunku mężczyzny rękę, którą po chwili uścisnął.
-A ja jestem ojcem Victori. To dziwne, że wcześniej nie miałem okazji cię spotkać.
-Nieprawdaż?- Posłałam mężczyźnie sztuczny uśmiech.
-W takim razie mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko zjedzenia lanchu z nami?
-Oczywiście, że nie.
-No to zapraszam.- Wskazał ręką czarny luksusowy samochód. Skierowałam się niepewnie w jego kierunku. Kroku cały czas dotrzymywała mi przygaszona i lekko wystraszona Victoria.
-Dziękuję.- Szepnęła mi do ucha.
-Nie ma za co.- Odpowiedziałam i obie wsiadłyśmy do auta.
W samochodzie miałam chwilę by dokładniej przemyśleć całą sytuację. I doszłam do wniosku, że Victoria panicznie boi się swojego ojca, tak samo jak ja bałam się kiedyś swojego. Co prawda nie sądzę, żeby jej tata ją bił, ale psychicznie ma na nią taki sam wpływ jak mój miał na mnie.
Zajechaliśmy pod wielką stalową bramę. Całą posesja była taka ogromna, a dom przypominał pałac. Wszystko było dekorowane z rozmachem. Na podwórzu można było znaleźć rzeźby, idealnie przystrzyżony żywopłot. Wszystko jednym słowem zabierało dech w piersi.
Powoli wysiadłam z samochodu dalej nie mogąc się nadziwić pięknym wyglądem tego wszystkiego.
Udaliśmy się do domu. Gdy przekroczyłam próg też nie mogłam wyjść z podziwu. Pozłacane gałki od drzwi, mnóstwo obrazów, przepiękne dywany, a to wszystko w dodatku wydawało się piekielnie drogie i zapewne takie było.
-Zapraszam do jadali.- Wskazał ręką mężczyzna kierunek w którym mam się udać. W międzyczasie, zapewne gosposia, zabrała ode mnie płaszcz.
Cała nasz trójka usiadła przy ogromnym dębowym stole. Po chwili pojawiły się szklanki z wodą i wyglądało na to, że ojciec Victori chce zacząć rozmowę. Odetchnęłam głęboko i wyprostowałam się. Na mojej twarzy dodatkowa zagościł sztuczny uśmiech.
-Więc Olgo, jak poznałaś sięz moją córką?
-Jestem dziewczyną Jaya McGuinessa.
-A kolega z zespołu Nathana Sykesa.
-Dokładnie tak.- Pokiwałam głową by dodatkowo podkreślić szczerość moich słów. Nie wiem czemu, ale cały czas czułam, że nie mogę w stosunku do niego okazać najmniejszej słabości. Musiałam być piekielnie pewna siebie.
-A czym się zajmujesz?
-Ogólnie interesuję się dziennikarstwem, jednak chwilowo jestem bezrobotna.
-A co się stało, że nie pracujesz?
-Tato nie przeprowadzaj przesłuchania.
-Kochanie nie wtrącaj się.- Tak jak podejrzewałam Victoria już nie odezwała się ani słowem. Skrzyżowałam nogi w kostkach pod stołem i przygotowałam się psychicznie na kolejna serię pytań, oraz odpowiedź na to.
-Miałam wypadek i nie było mnie przez długi czas w pracy.
-Aha rozumiem.- Cały czas wnikliwie mi się przyglądał. Starłam się jednak by nie zauważył jak bardzo mnie to krępuje.
Podano lunch, który składał się z naleśników ze świeżymi owocami. Mężczyzna nawet wtedy nie odpuszczał z pytaniami.
-A kim są twoi rodzice?
-Nie chcę o nich rozmawiać.
-Wiesz chociaż co się z nimi dzieje?
-Zostawiłam ich pół roku temu w Polsce, nie mam zamiaru tego sprawdzać.
-Niezbyt ładna postawa wobec ludzi, którzy cię wychowali.
-Oni bijąc mnie i okaleczając, też nie prezentowali ładnej postawy.- Zamknęłam mu usta, sama się zdziwiłam, ale on autentycznie nie wiedział co powiedzieć. W utwierdzeniu mnie w przekonaniu, że to często się nie zdarza była mina jego córki.
-Przykro mi.- Powiedział w końcu.
-Całkowicie niepotrzebnie.- W ciszy zjadałam swoją porcję i grzecznie po cichu czekałam, aż oni zrobią to samo.
-Victoria idź na górę i znajdź rodzinny album.- Wydał polecenie gdy tylko skończył posiłek.
-Ale tato, jest Olga...
-Nie dyskutuj ze mną.- Posłusznie wstała i zniknęła mi po chwili z oczu.
-Posłuchaj mnie uważnie, nie mam nic przeciwko tobie, ale nie mam ochoty by moja córka spotykała się z tym całym Nathanem.
-Czemu?
-Bo jest rozpieszczoną gwiazdą, na pewno się po prostu chce z nią zabawić, a potem znajdzie sobie inną nie pozwolę na to, by ona zadawała się z kimś takim.
-Nie ma obaw Nath taki nie jest i wygląda na to, że on naprawdę ją kocha. Zresztą Victoria odwzajemnia jego uczucia.- Starałam się być przekonywująca. Po części czułam się jak psycholog, który przekonuje rodzica, ze robi coś głupiego.
-Nie pozwolę na to by się spotykali! Chociaż miał by ją zamknąć i nie wypuszczać z tego domu!- Zrobił się cały czerwony i zacisnął ręce w pięści.
-Proszę nie zapominać, ze Victoria za trzy miesiące kończy osiemnaście lat i wtedy już je pan nie zatrzyma. Wręcz przeciwnie może pan ją stracić, nikt nie będzie trwał przy despotycznych rodzicach mając możliwość przeżycia prawdziwej miłości.- Może moje wrażenie było obłudne, ale chyba do niego coś dotarło. Usiadł jakby zmęczony i zaczął nad czymś rozmyślać. Cierpliwie czekałam na wypowiedź z jego strony.
-Ale ja chcę ją tylko chronić.
-Czasami trzeba odpuścić, bo broniąc jej z każdej strony przed złem, nie pozawala pan też jej zaznać prawdziwego szczęścia.
-Boże skąd ty gówniaro masz takie mądrości życiowe.- Uśmiech na jego twarzy sugerował, że to komplement.
-Miałam przyśpieszony kurs.
-Może przejdźmy na ty, jestem Louise.
-Olga.
Wymieniliśmy już kilka cieplejszych słów, teraz już nie wydawał się być taki straszymy. Chwilę później wróciła Victoria i wręczyła album ojcu.
-Olga idź pooglądaj sobie zdjęcia do salonu, a ja porozmawiam z córką.- Uśmiechnęłam się i wyszłam na korytarz. Gosposia która zobaczyła, że po nim błądzę zaprowadziła mnie do odpowiedniego pomieszczenia.
Usiadłam na czarnej skórzanej kanapie i zaczęłam oglądać zdjęcia. Wszystkie były piękne, niektóre wzruszające, niektóre przekomiczne. Nawet nie zauważyłam jak Victoria wbiegła i rzuciła mi się na szyję.
-Dziękuję Dziękuję! Dziękuję!- Poczułam jej usta na policzku i się uśmiechnęłam.
-Co się stało?
-Ojciec pozwolił umawiać mi się z Nathanem! I to dzięki rozmowie z tobą, nie wiem co ty mu tam nagadałaś, ale w każdym bądź razie zadziałało!
-Nie ma za co, powiedziałam tylko prawdę.
Dzień niespodziewanie minął mi bardzo szybko, potem przez prywatnego kierowcę zostałam odwieziona pod dom, do którego zaszłam po dwudziestej drugiej.
Weszłam do mieszkania i od razu rzuciłam buty w kąt. Zauważyłam buty Jaya więc musieli już wrócić. Udałam się do kuchni i kiedy przechodziłam przez salon zobaczyłam go śpiącego na kanapie. Wyglądał tak słodko, podeszłam, pocałował go w policzek i przykryłam go kocem.
Udałam się do kuchni i nalałam sobie szklanki wody. Chwilę później dostałam smsa od Nathana.
„Kocham Cię. Mam u Ciebie dług”
Uśmiechnęłam się pod nosem i ucieszyłam, że przynajmniej czyjeś problemy mogłam rozwiązać.
Niecałą godzinę później Josh poinformował mnie, że znów wpadnie z wizytą, a Jay gdy się obudził oświadczył, że wraz z chłopakami lecą do Ameryki na miesiąc i nie mają możliwości mnie zabrać. Nie powiem zrobiło mi się smutno z tego powodu, nawet bardzo, ale wszystko wskazywało na to, że to będzie wielkie odpoczęcie od mojego dotychczasowego życia w Londynie.
Chciałam was przeprosić za tak długą przerwę, ale najzwyczajniej w świecie nie mogłam napisać tego rozdziału. Wszystko było spowodowane tym, że wreszcie wróciłam do domu i byłam tak tym podniecona, że nie mogłam zebrać myśli. Przepraszam również za to, ze wyszedł taki drewniany.
Dzisiaj podjęłam też ostateczną decyzję kogo Olga wybierze, bo któregoś z tej naszej nieszczęsnej dwójki wybierze.
Pozdrawiam i do następnego. :)
P.S Postaram się  w weekend nadrobić wasze blogi.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 30

Gdy skończyłam się kąpać założyłam strój, który wybrałam dzień wcześniej. Składał się on z czarnej ołówkowej spódnicy, która kończyła się tuż przed kolanami oraz czerwonej koszulowej bluzki. Zrobiłam dość mocny jak na mnie makijaż, ale ostatnio w takim właśnie wydaniu lubiłam siebie najbardziej.
Dobrałam kolczyki, naszyjnik i kilka bransoletek. Przeczesałam jeszcze palami włosy przed lustrem i wyszłam na korytarz. Szybko zarzuciłam na siebie czarny dopasowany płaszcz oraz czerwone szpilki.
-Wow- Usłyszałam mojego chłopaka. Uśmiechnęłam się uwodzicielsko i przygryzłam dolną wargę.
-Podobam ci się?- Podeszłam bliżej i zaczęłam z nim flirtować. Czułam jak rośnie we mnie ekscytacja, czyli od niedawna moje ulubione uczucie.
-To mało powiedziane.
-Och wybacz ale na to- Wskazałam teatralnie swoje ciało.-będziesz musiał poczekać, aż wrócę z rozmowy.
-O nie moje droga, nie mam zamiaru czekać.
Przysunął się do mnie i rękoma objął w pasie. Potem wpił się w moje usta. Jedną rękę położyłam na jego karku, a drugą wplotłam we włosy. Jay w końcu zaczął całować mnie po szyi, ale mu przerwałam.
-Ja naprawdę muszę iść na tę rozmowę.- Starałam się zachowywać resztki rozsądku jednak on na to mi nie pozwalał.
-Nic nie musisz, ty możesz.- Wyszeptał mi do ucha i już po chwili namiętnie mnie pocałował. I wtedy zapomniałam o Bożym świecie. Oddałam się mu całkowicie i godzinę później oboje wyczerpani leżeliśmy w łóżku.
Przewróciłam się gwałtownie na drugą stronę i ręką uderzyłam go w ramię.
-Ała, a to za co?
-Za to, że przez ciebie opuściłam rozmowę kwalifikacyjną.
-Daj spokój, mówiłem ci, że nie musisz pracować.
-Mówiłam ci, że chcę być samowystarczalna.
Sprzeczaliśmy się jeszcze krótką chwilę, a potem wybraliśmy się na umówione spotkanie z chłopakami. Miały być też dziewczyny, więc miałam nadzieję, że rozmowy nie skończą się na samochodach i piłce nożnej.
Wyszliśmy z domu około siedemnastej i pół godziny później byliśmy pod domem Toma. On jako jedyny zaszalał i nie kupił sobie mieszkania w bloku. Chłopak dysponował pięcioma sypialniami, trzema łazienkami wielkim ogrodem i basenem.
Weszliśmy do środka i pierwsze co we mnie uderzyło to obrzydliwy zapach spalenizny.
-Co tu się stało?- Zapytałam.
-O cześć fajnie, że już jesteście- Powiedział wchodzący Tom- Robiłem obiad, ale w międzyczasie zasnąłem i trochę się przypaliło, ale nic nie szkodzi zamówiłem pizze.
-I dobrze bo byśmy głodowali.
Weszliśmy do ładnie urządzonego salonu. Usiadłam na kanapie obok Maxa, który cały czas bawił się moich uchem.
-Czy mógłbyś przestać?- Spojrzałam się na niego.
-Nie moja wina, że masz takie fajne uszy.
-Ale twoja, że je obmacujesz.
-To mnie kręci.
-To niech lepiej moja dziewczyna cię przestanie kręcić.- Wtrącił Jay.
-Mnie nie kręci ona , tylko jej uszy.
Ta rozmowa jeszcze chwilę trwała, ale dołączyli Nathan i Victoria i całe zainteresowanie przeniosło się na nich. Są cały czas świeżą parą, w dodatku jej rodzice nie lubią Nathana, więc nie schodzą z języków, zarówno naszych jak i fanów zespołu.
-I jak jej ojciec jeszcze łba ci nie odstrzelił?- Zaczął śmiać się Tom. Jay w tym czasie zaczął jeździć ręką po moim kolanie. Skrępowało mnie to głównie dlatego, że wiedziałam, że Tom to widzi. Nie chciałam go na razie ranić, przynajmniej do puki nie zdecyduję, co zrobic.
-Wiesz co prędzej tobie ktoś łeb odstrzeli.- Starał się najmłodszy członek zespołu jakkolwiek odgryźć.
-Woooo... jaki ty pyskaty się zrobiłeś. Victoria ty weź hamuj tego swojego chłopaka.- Max dołączył się do naśmiewania z Nathana, co szczerzę mówiąc nie bardzo mi się podobało, bo w ostatnim czasie bardzo się do niego zbliżyłam.
-Dobra skończcie tą przepychankę słowną dzieci.- Zwróciłam się do zrażających się ze śmiechu chłopaków.
-O Olga się odezwała, obrończyni nieporadnych niewiast.- Dalej mieli ze wszystkiego niezłą polewkę. Rzuciłam ich poduszką trafiłam idealnie w obydwu.
-To było na pięć.- Wyciągnął w górę rękę Jay a ja przybiłam mu piątkę.
-Ty pantoflarzu to się nie odzywaj.- Max chyba był już pijany, bo nigdy nie widziałam, żeby zachowywał się tak na trzeźwo.
-Powiedział facet, którego wymagania kończą się na Lindsay Lohan.- Czyżby go to zabolało. Bo chłopak momentalnie zamilkł i przestał być w nastroju na wygłupy. Teraz po głowie krążyło mi pytanie, czy on lubi Lindsay i dlatego się obraził? Czy obraził się dlatego, że ktoś mu wypomina, że tak nisko mierzy?
Dalsza część spotkania była tylko dziwniejsza. Gdy wreszcie dołączyli do nas Siva i Nareesha, miałam nadzieję, że zrobi się normalniej, jednak strasznie się myliłam.
Para była pokłócona. Ani ja, ani ktokolwiek inny nie miał pojęcia o co poszło. Byłam tym lekko zszokowana bo dla mnie byli wzorem idealnej pary, jednak nawet tam jak widać zdarzają się kłótnie.
-Ale wy wszyscy dzisiaj nudni jesteście.- Powiedział Tom, na co reszta spojrzała się na niego wrogim wzrokiem.
-Kto z kim przystaje takim się staje.- Odgryzł się Siva, jednak Tom jeszcze szybciej go zgasił.
-No właśnie za dużo czasu z tobą spędzamy.
-Dobra, dobra wy się nie przedrzeźniajcie, tylko wymyślajcie prezent, na moje urodziny. Są równo za dwadzieścia dni.- Odezwał się Nathan.
-Masz urodziny 18 marca?- Zapytałam.
-Tak, a co?
-Urodziliśmy się tego samego dnia.
-O no to jeszcze lepiej szykujcie podwójną imprezę niespodziankę.- zaczął cieszyć się chłopak.
-Czemu ja nie wiedziałem kiedy masz urodziny?- Tom i Jay zapytali jednocześnie. Oboje dziwnie się na siebie spojrzeli, a potem ich wzrok z powrotem wrócił na mnie.
-A pytał się mnie ktoś?
-W sumie to ma rację, co miała tak ni z tego, ni z owego wyskoczyć, że ma urodziny?- Max odezwał się po raz pierwszy od uszczypliwej uwagi na temat jego gustu.
-Nie, lepiej by było gdybyśmy przepili jej urodziny.- Skomentował mój chłopak.
-Tsa fanka kiedyś tweetnęła „Sto lat Max” i ty złożyłeś mi życzenia i dałeś prezent.
-Skąd mogłem wiedzieć, że już nawet na fankach nie mogę polegać?
-Taki z ciebie przyjaciel.
-Ej dobra ok skończcie! Może obejrzyjmy coś bo dzisiaj gadka zdecydowanie się nam nie klei.
Wszyscy przystanęli na moją propozycję. Siva wybrał film o tytule „Pamiętnik”. Był to pretekst do pogodzenia się z Nar, bo każda uczuciowa kobieta przy tego typu filmie uroniła choć jedną łzę.
Film jednak nie zainteresował większości naszych chłopców. Co chwila trzeba było ich uciszać, bo zaczynali dość głośno rozmawiać.
-Boże co za nudny film.- Podsumował po seansie Max.
-Nie znasz się.- Wzięłam chusteczkę i zaczęłam wycierać łzy.
-Rozmazałaś się.- Usłyszałam głos Toma. Szybko zrozumiałam, że to pretekst bym poszła do łazienki.
-Pójdę poprawić makijaż. Gdzie tak właściwie jest łazienka?
-Zaprowadzę cię.
-Wstałam i udałam się za chłopakiem, gdy tylko znaleźliśmy się poza zasięgiem reszty zaczęła się rozmowa. A raczej sprzeczka.
-Olga zdecyduj się albo on, albo ja. Mam dość czekania w nieskończoność.- Spojrzałam delikatnie zszokowana na chłopaka.
-Ostatni mówiłeś co innego.
-Wiem, ale ja zaczynam wariować gdy widzę jak on cię obejmuje... całuję. Chciałbym być na jego miejscu. Zrozum mnie.- Podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie.- Ja cię tak kocham.
-Tom ja nie wiem co powinnam zrobić.
-Może to ci pomoże.- Poczułam jego wargi na swoich. On całował tak inaczej od Jaya. Robił to w sposób taki delikatny, troskliwy.
-Wróć bo zaczną coś podejrzewać.- Weszłam do łazienki i zamknęła drzwi.
Cały mój problem polegał na tym, że nie potrafiłam dokonać wyboru, to było trudniejsze niż mu się wydawało.
Chwilę później wróciłam do towarzystwa. Dalej zachowywali się jak emeryci. Zastanowiło mnie to, co ma taki wpływ na ich dzisiejsze zachowanie.
Wróciłem na swoje poprzednie miejsce.
-Chyba bez alkoholu się dzisiaj nie obejdzie.- Wstał mój czarnowłosy adorator i po chwili wrócił z kieliszkami i trzema butelkami różnych trunków.
-Po co to wszystko?- Zwróciłam się do niego.
-Zagramy w grę, polega ona na tym, że do trzech kieliszków nalewamy wodę, wódkę i czysty spirytus. Następnie zasłaniamy oczy, zamieniamy kieliszki miejscami i musisz wybrać jeden który wypijesz.
Gra nie wydawała się byś strasznie głupia więc wszyscy na to przystali. W sumie mogło być nawet fajnie.
Wszyscy siedliśmy w kółku i zabawa się rozpoczęła. Ja prawie zawsze trafiałam na wodę. Raz zdarzyło mi się na wódkę. Pozostali nie mieli chyba takiego szczęścia, lub nieszczęścia.
Do północy wszyscy prócz mnie i Nathana byli zalani w trupa. Spirytus dał im się we znaki i ledwo co kontaktowali ze światem. Max już od co najmniej pół godziny leżał w kałuży własnych wymiocin z tyłkiem na wierzchu. Cała reszta snuła się na nogach i gadała głupoty.
-Tak się teraz zastanawiam, czy nie lepiej znieślibyśmy ich na procentach.
-Na pewno, ale pytanie czy chciałbyś się zachowywać jak oni.
-Też fakt.- Ogarnęliśmy ich jako tako, a tak właściwie to tylko dziewczyny, bo chłopaków nie mieliśmy siły taszczyć do sypialni. Im musiały wystraszyć koce i poduszki wsadzone pod głowę.
Sami chwilę później udaliśmy się do sypialni i poszliśmy spać.
Następnego dnia obudziłam się około siódmej. Szybko się ubrałam i zeszłam na dół. Cały salon wyglądał jak pobojowisko. Firanki z karniszami znajdowały się na podłodze. Cały dywan oraz meble znajdując się w sypialni były w wymiocinach. Cała czwórka chłopaków w tym wszystkim w najlepsze spała.
Poszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać lekkie śniadanie, bo prócz mnie i Natha nikt inny nie dał by rady zjeść niczego ciężko strawnego. Zrobiłam więc kilka tostów i jakąś sałatkę z warzyw które znalazłam w lodówce. Ja i mój wczorajszy trzeźwy towarzysz się najedliśmy, a potem oglądaliśmy kolejno przychodzących i ledwo żyjących chłopaków. Każdy z nich pierwsze co robił to szedł do łazienki się umyć. A ponieważ żadne nie miał własnych ubrań, wszyscy skończyli w ubrani w rzeczy Toma. Chłopak jest bardzo szczupły, więc Siva i Jay wyglądali jakby założyli ciuchy po młodszym bracie. Dziewczyny dzięki temu, że Nathan je wczoraj poprzenosił i w miarę ogarnął wyglądały znacznie lepiej.
-Nigdy więcej nie będę pić.- Wystękał Jay i przyłożył sobie do głowy worek z lodem.
-O czyżbyś miał kaca?- Podśmiewałam się z niego trochę tak jak on ostatnio ze mnie.
Chłopaki musieli przyśpieszyć bo za godzinę musieli być w studiu.
Z Victorią pojechaliśmy wsiadłyśmy do taksówki, która miała nas zawieść do domu, ale wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego.
Dzisiaj trzydziesty rozdział więc, chciałam was oficjalnie poinformować, ze jesteśmy na półmetku.
Z okazji tego naprowadzę was odrobinę na to co będzie się działo w kolejnych odcinkach. Na imprezie urodzinowej Olga zostanie zmuszona dokonać wyboru. Na parę rozdziałów pożegnamy się z The Wanted. Olgę dopadną zmory przeszłości. Oraz miejsce będzie miał ślub, który będzie dotyczył głównych bohaterów.
Mam nadzieję, że was zainteresowałam i zostaniecie ze mną na dłużej.
Kolejne pytanie, jak podoba wam się nowy wygląd bloga? Ja osobiście jestem nim zachwycona.
Do następnego :*