piątek, 15 marca 2013

Rozdział 26

Ten tydzień był dla mnie ciężki. Poszukiwanie pracy nie szło mi najlepiej, a w końcu musiałam ją znaleźć. Jay zaczął mieć humorki. Może nie powinnam była tego tak nazwać, zaczął być strasznie zazdrosny jeżeli chodzi o Toma. Zawsze gdy chciałam się spotkać z kimś on upierał się żeby mi towarzyszyć, jednocześnie wymagał żebym ja nie oczekiwała, że on wszędzie będzie mnie ze sobą zabierał.
Zapewne gdyby nie Josh zwariowałabym. On był takim lekkoduchem, potrafił poprawić humor każdego bez wyjątku.
Właśnie szykowałam się na kolejną rozmowę o pracę, Jay był w studiu nagraniowym, a Josh jeszcze spał w pokoju gościnnym.
-Dzień dobry- powiedział wchodząc do kuchni.
-Cześć- Odpowiedziałam mu i promiennie się uśmiechnęłam. Nałożyłam na talerz dwa tosty i posmarowałam dżemem. Podsunęłam chłopkowi pod nos.
-Och dziękuję, ty wiesz czego prawdziwy facet potrzebuje z rana.- Zrobił śmieszną minę.-Kolejna rozmowa o pracę?- Skinęłam głową.- Olej to możesz pracować dla mnie.
-To by oznaczało przeprowadzkę do L.A, a ja nie chcę zostawiać Jaya.
-To teraz światowe gwiazdy, co chwilę będą się tam pojawiać, a bycie moim menagerem prasowym to sama przyjemność.
-A tak właściwie to ile ty tych menagerów masz?- Spojrzałam się na niego.
-Na razie trzech, ale nie lubię nieparzystych liczb więc potrzebuję jeszcze jednej osoby.
Nasza pogawędka nie doprowadziła do niczego, tak samo jak rozmowa o pracę. Nikt nie chcę zatrudnić kogoś o minimalnym doświadczeniu. Zrezygnowana wyszłam z budynku. Spokojnie stukając obcasami o nierówny chodnik przemierzałam ulice Londynu. Szłam w kierunku domu jednak coś mnie pokusiło i zboczyłam. Weszłam do parku. Ciągle był styczeń więc stosunkowo było chłodno, ale o dziwo mi to nie przeszkadzało. Idąc tak spokojnie krętymi uliczkami czułam się taka wolna.
-Czy mnie moje oczy nie mylą?- Usłyszałam głos za sobą, odwróciłam się i zobaczyłam Annę.
-Powiedz co widzisz, to wtedy ewentualnie odpowiem ci na to pytanie- Zwróciłam się do niej.
-Uuuu... czyżby urosły ci pazurki.- Powiedziała drwiąco.- Jak tam się ma Jay?
-Trzymaj się od niego z daleka.- Wydusiłam z siebie przez zęby a ręce same zacisnęły mi się w pięść.
-A to jeszcze z niego nie przerzuciłaś się na Toma.
-Nie wiem o czym mówisz.- Udawałam głupią. Nie miałam pojęcia skąd ona to wszystko wie.
-Jasne, jasne. Tylko uważaj złotko, ludzie gadają.
-Ludzie czyli ty?
-Oj naprawdę wolałam cię w wersji „sierotka Marysia”, widać że związek ci służy. Szkoda, ze powinnaś go zakończyć.
-Bo co? Bo ty mi każesz?
-Dokładnie tak, nie chcesz mieć we mnie wroga.
-A to my nie jesteśmy wrogami? Wybacz zaczynam się w tym wszystkim gubić.- Wyprowadzałam ją z równowagi. Była chyba lekko zszokowana moją postawą. Więcej ja sama byłam nią zszokowana. Jednak to nie była zasługa Jaya, tylko Josha. Przez ten tydzień zmieniłam się przy nim. Co on dokładnie zrobił to nie wiem. Wiem że jestem mu za to wdzięczna.
Dziewczyna zrobiła kilka kroków w moją stronę. Dzieliły nas milimetry.
-Nie igraj ze mną.-Wysyczała.
-Jakże bym śmiała.- I wtedy poczułam uderzenie. Zachwiałam się na obcasach i upadłam na ziemie. Nie wiedziałam jak się zachować, wszystkie moje wspomnienia wróciły i znów poczułam się bezbronną dziewczynką, od której cały czas nagminnie uciekam.
-Nie wstawaj, twoje miejsce jest dokładnie tam, na dnie.
Gdy odeszłam podniosłam się powoli. Szłam do domu cały czas płacząc. CO ja właściwie robię. Ja muszę... sama nie wiedziałam co zrobić.
-Hej wszystko w porządku?- Zapytała się mnie jakaś dziewczyna. Rozpoznałam ją to była ta dziewczyna, która kiedyś była u nas w starym domu z Nathanem.
-Tak... nie... nie wiem- Zaczęłam się miotać.
-Jesteś Olga prawda? Dziewczyna Jaya?- Kiwnęłam głową- Choć podwiozę cię do domu.
Pojechałam z dziewczyną. Gdy wysiadłam od razu pognałam na górę i zamknęłam się w łazience. Po chwili usłyszałam walenie.
-Co się stało- był to mój chłopak.
-Nic, zostaw mnie!!!
-Chyba śnisz, że cię zostawię! Będę siedział pod tymi drzwiami tak długo, aż mi otworzysz.- Nie odpowiedziałam mu więcej. Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Potem do błagań o otworzenie drzwi dołączył Josh, a za nim Max, Nathan, Siva, Tom i Nareesha. W końcu dałam za wygraną i opuściłam łazienkę.
-Powiesz nam co się stało?- pokręciłam przecząco głową. Jay otarł moje łzy.- Posiedzisz z nami w salonie?- Chciałam powiedzieć nie, ale zostałam namówiona przez resztę.
Usiedliśmy na kanapach. Zajęłam miejsce obok Jaya. Wszyscy zaczęli rozmawiać, aż w końcu i ja mimowolnie do tej rozmowy się przyłączyłam.
-Nie, nie będę wam opowiadał o moim życiu seksualnym!!!- Krzyknął Nathan.
-Pewnie, twoja ręka twoja sprawa- Powiedziałam i wszyscy wybuchnęli śmiechem, włącznie ze mną. Później otworzyliśmy piwo i zrobiło się jeszcze luźniej. Zaczęłam nawet zapominać o tej całej sprawie z Anną.
-Boże jaki ja mam cellulit- Powiedziała Nareesha.- W ogóle jestem brzydka. -Dziewczyna zaczęła się nad sobą użalać.
-Nie przejmuj się- Zwrócił się do dziewczyny Max- Wszystkie kobiety są ładne, nawet ty- Oberwał za to poduszką. Ale dopiero po długim tłumaczeniu zrozumiał co zrobił źle.
Długo już razem nie siedzieliśmy, wszyscy zaczęli rozchodzić się do domów. Mieszkanie razem było jednak o wiele praktyczniejsze.
-To powiesz mi co się wydarzyło?- Spytał się mój chłopak. Wyglądał na naprawdę przejętego. I zapewne był. Zaczęłam sprzątać, po pseudo imprezie.
-Spotkałam Annę.
-I nią się tak przejęłaś?- Podszedł i mnie przytulił.
-Ona mi groziła!!! A potem mnie uderzyła!!! A ty to sobie bagatelizujesz- Ponownie zaczęłam płakać.
-Co zrobiła?!- Po chwili nie było go w mieszkaniu, zostałam sama bo Josh gdzieś wybył. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Rano w łóżku byłam sama. To rzadko się zdarzało więc przejęłam się odrobinę i podniosłam z łóżka. Poszłam sprawdzić czy nie ma go w reszcie mieszkania. Znalazłam go w salonie z pustą butelką wódki w ręku.
-Jay co się stało?
-Co się stało?!!! Ty śmiesz się mnie pytać co się stało ?!!! Ty myślałaś, że zdradziłaś mnie z Tomem, i mi nic nie powiedziałaś!!! Mieliśmy sobie ufać i mówić o takich sprawach. A ta szmata usunęła dziecko!!! Możliwe, że moje!!! Jak można być tak bez serca i zabić niewinne stworzenie- Zaczął płakać niemiłosiernie. Jedyne co mi przyszło przez myśl to przytulenie go i to też zrobiłam. Objęłam go ramieniem. On wtulił się we mnie i zaczął już ciszej szlochać.
-Czemu mi nie powiedziałaś, że Tom ci wmawia, że wtedy po imprezie spędziłaś z nim noc?
-Jay ja nic nie pamiętałam, nie wierzyłam w to!!! Nie chciałam by coś takiego nas podzieliło. Kocham cie najbardziej na świecie, nikogo bardziej od ciebie.
-Kochasz Toma?- Zapytał się. Skłamać czy nie skłamać? Byłam rozdarta.
-Nie...- W jego oczach pojawiły się iskierki nadziei. Szkoda, że były one wywołane kłamstwem.
Był porządnie pijany . Pomogłam mu pójść do sypialni i położyć się w łóżku.
-Kocham cię.- Szepnął mi do ucha Jay.
-Zdecyduj się co robi...- Zamknął moje usta pocałunkiem. Byłam skołowana. Położył mnie na łóżku i zaczął całować po szyi schodząc w dół. Sama długo nie pozostałam mu dłużna i później oboje zmęczeni leżeliśmy na łóżku i zasnęliśmy.
Obudziłam się w okolicach siedemnastej. Jay uważnie mi się przyglądał.
-Czy my kiedyś będziemy zachowywać się jak normalna para?
-Trzeba wierzyć w cuda.- Odpowiedziałam i pocałowałam.
_________________________________________________________________________
Kolejny rozdział za nami. Jest odrobinę pogmatwany, ale wszystko się wyjaśni prędzej czy później. 
Ogólnie jestem jusz w domu, więc pewnie rozdziały będą częściej, o ile dopisze mi wena. :)
Dziękuję za tyle wyświetleń i za wszystkie pochlebne komentarze.
Anonimie~ zdaję sobie sprawę że mój styl pisania nie jest idealny. Jednak cały czas się uczę i rozwijam. Jeżeli Ci blog się nie podoba to po prostu tu nie zaglądaj. :) 
A tak na osłodę macie gifa z Jayem.

3 komentarze:

  1. haha, więc w końcu między nimi okej ?
    Co oni jeszcze przejdą..
    Ah, słodki Jay <2
    Zapraszam do mnie :
    http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział!!!
    Chciałabym żeby Tom wmieszał się jeszcze raz do związku Jay'a i Olgi :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzięłam się dziś za czytanie twojego bloga. Rozdziały są dosyć długie więc trochę mi to zajęło ale oj tam, oj tam. Nie chciałam pisać osobnych komentarzy w każdym rozdziale więc piszę jeden tutaj. A więc jedyne co mogę powiedzieć całe opowiadanie jest świetne! Rozdziały są dosyć długie, ale baardzo, baardzo ciekawe. Twoje opowiadanie czyta się z wielką przyjemnośćią. Masz niesamowity talent! Życzę weny i czekam na kolejny rozdział :D
    Poza tym, słodki Jay *.*

    OdpowiedzUsuń