środa, 27 marca 2013

Rozdział 29

Tydzień bez chłopaków wbrew pozorom dobrze mi zrobił. Zachowałam oczywiście z każdym z nich kontakt telefoniczny, jednak to oczywiście nie to samo. Udało mi się również umówić na rozmowę kwalifikacyjną w pewnym magazynie plotkarskim. Miałam nadzieję, że wszystko się uda i dostanę tę pracę.
Stukałam i podziwiałam nijaką pogodę Londynu. Uwielbiałam to, że jest tu tak mroczno, klimatycznie i można się poczuć jak w jakieś opowieści. Niestety Anglia słynie również z niespodziewanych ulew, i właśnie zaczął padać rzęsisty deszcz. Naciągnęłam kaptur na głowę i zaczęłam biec w stronę metra.
-Może będę mógł posłużyć pięknej pani parasolką?- Usłyszałam znajomy głos. Gwałtownie odwróciłam się i ujrzałam stojącego pod żółtą parasolką Jaya.
-O mój Boże. Co ty tu robisz?- Rzuciłam mu się na szyję.
-Chciałem Ci zrobić niespodziankę i jak widzę udało mi się to.- Uśmiechnął się zabójczo, objął mnie ramieniem i poszliśmy do samochodu, którym zawiózł mnie pod budynek, gdzie miałam rozmowę.
-Powodzenia.-Szepnął mi do ucha, w ten sposób, że po moim całym ciele przebiegły dreszcze. To co zaczynało znikać między nami jeszcze tydzień temu, teraz wróciło ze zdwojoną siłą.
Wysiadłam z samochodu i udałam się w głąb siedziby gazety. W holu siedziało już kilka osób. Zajęłam miejsce na skórzanej czerwonej kanapie i czekałam, aż wywołają moje nazwisko. Kilka minut później dostałam smsa.
„Wróciliśmy już, mam nadzieję, że niebawem się spotkamy xoxox”.
Oczywiście był od Toma. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Długo zastanawiałam się nad tym co odpisać. A potem rozmyślałam nad tym, co ja właściwie wyrabiam. Jednak chęć sprawdzenia go była silniejsza niż moja moralność i wystukałam na klawiaturce.
„Wiem. Też nie mogę się doczekać. Dzisiaj o 19?”. Kliknęłam wyślij, a moje serce zaczęło bić jak szalone.
-Olga Lowe.- Podniosłam głowę i zobaczyłam elegancko ubraną kobietę, która stała w progu drzwi gabinetu. Była wysoką, bardzo szczupłą blondynką. Włosy miała upięte w ścisłego koka w ten sposób, że żaden pojedynczy włosek nie odstawał.
Podniosłam się z siedzenia i weszłam do środka. Ona wdzięcznym ruchem ręki wskazała fotel. Usiadłam na nim i czekałam, aż kobieta zacznie rozmowę.
-Więc... nazywa się pani Olga Lowe ma 18 lat, pochodzi z Polski i przez trzy miesiące pani pracowała tutaj w konkurencyjnym magazynie na posadzie kierowniczej.
-Tak.
-Nie ma pani również najmniejszego wykształcenia w tym kierunku.- Kiwnęłam głową, a ona bacznie zaczęła mi się przyglądać. -Nie wiem czemu miała bym cię zatrudnić, mam setki lepszych kandydatek niż ty, jednak coś w tobie jest. Coś co sprawia, że ci ufam.- Byłam zestresowana, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. - Przyjmę cię na okres próby trwający miesiąc, będziesz pracowała z innymi dziewczynami, które chcą tej posady tak samo jak ty. Będziesz na każdy mój telefon w nocy o północy, jasne?- Wszystkie emocje we mnie buzowały, nie wiedziałam czy się zgodzić czy nie. Z jednej strony potrzebowałam pracy, z drugiej ta baba była kompletną zołzą.- Pośpiesz się nie mamy całego dnia.
-Tak- Odpowiedziałam jednym tchem. Dała mi kilka kartek do podpisania, zrobiłam to i podniosłam się z miejsca.
-Jutro o 8:30 pod tym gabinetem, masz mieć dużą late bez cukru, a teraz do widzenia.- Ciągle lekko wzburzona jej postawą wyszłam z gabinetu. Na parkingu wciąż czekał na mnie Jay. Wsiadłam do samochodu.
-Hej, jak poszło?- Zapytał się przejęty.
-Dostałam się na okres próbny.- Uśmiechnęłam się do niego, a po chwili go pocałowałam.
-To wspaniale, ale jak już wcześniej wspominałem nie musisz pracować.
-Jak już wcześniej wspominałam, chcę pracować.
Pojechaliśmy do domu. Jay wtachał swoją walizkę, którą przywiózł z trasu położył ją w przedpokoju i oboje poszliśmy przygotować coś w kuchni.
Zjedliśmy obiad i usiedliśmy w salonie.
-Jay wychodzę dzisiaj o 19:00 spotkać się z Victorią.- Spojrzał się na mnie i uśmiechnął.
-Cieszę się, że znalazłaś sobie nową przyjaciółkę, baw się dobrze.- Pocałował mnie w policzek i do oglądaliśmy milionerów.
Gdy skończyłam poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w leginsy i ładną tunikę. Spryskałam się perfumami i zrobiłam makijaż. Dobrałam torebkę i wyszłam z mieszkania. Tom przesłał mi adres swojego nowego domu. Wsiadłam do taksówki i pojechałam pod wskazany adres.
Podeszłam pod furtkę i zadzwoniłam dzwonkiem, po chwili pojawił się on.
-A już myślałem, że nie przyjdziesz.- Wpuścił mnie do środka i zaprowadził do salonu. Podał szklankę z sokiem i usiadł obok mnie na kanapie.- Wyglądasz pięknie.- Złapał mnie za rękę i wtedy upuściłam szklankę. Z hukiem rozbiła się o podłogę.
-Boże, co ja tu robię?- Poderwałam się z miejsca.
-Hej Olga, czy ja zrobiłem coś nie tak?- Chciałam go wyminąć i wyjść jednak zagrodził mi wyjście.- Powiedz mi! Nie odchodź tak bez słowa.- Spojrzałam się w jego oczy i zastygłam.
-Nie widzisz, że to co robię jest złe? Oszukuję Jaya.
-To zerwij z nim.
-Kocham go.
-Ale przecież mnie też.
-I w ten oto sposób wracamy do punktu wyjścia.- Głośno odetchnęłam. Nie czekał już na żadną reakcję tylko mnie pocałował. Od razu odwzajemniłam go. Potem oplotłam go nogami w pasie. Zaczął kierować nas w stronę sypialni. Gdy tam się znaleźliśmy rzucił mnie na łóżko i zaczął całować po dekolcie. Połowa mnie krzyczała, żebym jak najszybciej stąd zwiewała, a druga kazała mi zostać. I ostatecznie zostałam. Tego wieczoru kochałam się z Tomem. Gdy było po wszystkim on zasnął, a ja udawała, że śpię. Łzy cały czas spływały po moich policzkach.
Zadzwonił Jay i pytał się kiedy będę. Odpowiedziałam, że jestem już w drodze. Zadzwoniłam po taksówkę i dwadzieścia minut później byłam w domu. Szybko pobiegłam do łazienki się ogarnąć by mój chłopak nic po mnie nie poznał. Zmyłam rozmazany makijaż, uczesałam włosy i poprawiłam ubranie.
-Wszystko w porządku?- Zapukał do drzwi.
-Tak.- Wyszłam i wymusiłam uśmiech.
-To się cieszę.- Pocałował mnie i poszliśmy do sypialni. Od razu położyłam się spać, a rano obudził mnie dźwięk budzika.
Szybko się zerwałam wzięłam prysznic, ubrałam, umalowałam, zjadłam śniadanie i wbiegłam z domu jak oparzona. Nie mogłam się spóźnić pierwszego dnia do pracy. Wsiadłam w metro i dwadzieścia minut później byłam już w redakcji. Po drodze oczywiście kupiłam kawę. Byłam bardzo roztrzepana przez to co się stało wczoraj. Jednak odsuwałam te myśli jak najdalej od siebie.
Przed gabinetem mojej pracodawczyni siedziało mnóstwo innych dziewczyn, również z kawą w ręku. Chyba ona naprawdę poważnie mówiła o tej zaciekłej rywalizacji na okresie próbnym.
-Gdzie moja kawa?- Zapytała się kobieta na wejściu. Swoich wysokich czerwonych szpikach i kremowej obcisłej sukience wyglądałam zniewalająco. Wzięła kubek od pierwszej lepszej i zamknęła się w gabinecie. Wszystkie tak siedziałyśmy i nie bardzo wiedziałyśmy co robić, więc zaczęło się plotkowanie. W międzyczasie na przemian wydzwaniał do mnie to Jay, to Tom. W końcu miałam tego dość i wyłączyłam telefon. Zrozumiałam, że jestem na nich zła,ale kompletnie nie wiem czemu. Przecież żaden z nich nic złego mi nie zrobił.
Na stażu byłam równo dwa tygodnie. Codziennie byłam na zachcianki mojej szefowej. Męczyło mnie to, ale sam fakt posiadania jakiejkolwiek pracy był pocieszający. Ukrywanie sprzed Jayem romansu z Tomem, który ciągnęłam nie było łatwe.Chba zaczął zauważać, że coś jest nie tak, bo znacznie nasze stosunki się ochłodziły.
Teraz siedziałam w biurze i czekałam na szefową.
-Jesteś zwolniona.- Podeszła kobieta do mnie.
-Co jak? Ale dlaczego?
-Nie potrzebuję tu celebrytek nie mówiłaś, że spotykasz się z tym... no... jak mu tam? JJ?
-Jay.- Poprawiłam ją.
-Nie ważne, zabieraj swój tyłek i już cię tu nie ma. Byliście na okładce innego magazynu.-
Jeszcze bardziej zdenerwowana wyszłam z pracy. Powolnym krokiem wracałam na piechotę do domu. Darowałam sobie nawet metro by wydłużyć drogę.
Gdy przekroczyłam jego próg usłyszałam kobiecy śmiech, lekko mnie to zszokowało jednak zachowywałam na razie spokój. Zdjęłam hałasujące szpilki i na palcach udałam się do salonu, z którego dochodziły dźwięki.
-He...- Chciałam dokończyć, ale zobaczyłam Annę. Spojrzałam na Jaya, który wyglądał na lekko spanikowanego.
-Co ty tu robisz?-Spytał.
-Mieszkam.- Zmierzyłam go wzrokiem.
-Przecież miałaś być w pracy.
-Zwolnili mnie.
-Już ,tak szybko?
-Nie ważne, co ona tu robi?!- Podniosłam głos. Kipiało we mnie i nie wiedziałam już jak powinnam się zachować.
-Spokojnie tylko się spotkaliśmy, tak po koleżeńsku.
-Tak po koleżeńsku? Nie mogę w to uwierzyć. Groziła mi, zaatakowała, usunęła ciąże, a ty od tak po prostu się z nią spotykasz.- Zacisnęłam ręce w pięść. Moje serce zaczynało bić jak szalone, a do oczu napłynęły mi łzy.
-Nic się nie wydarzyło.- Podszedł do mnie i chciał pocałować, jednak się odsunęłam, Odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z domu. Nawet nie pofatygował się by pobiec za mną, wyjść czy chociażby zrobić cokolwiek. Olał mnie kompletnie.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Toma.
-Halo- Usłyszałam w słuchawce.
-Cześć To...- Nie dałam rady powiedzieć bo mi przerwał.
-Mam dość, ukrywania się, tego że mnie wykorzystujesz. Koniec z tym rozumiesz? Nie dzwoń do mnie więcej.- Zakończył rozmowę.
Z dwóch facetów którzy byli gotowi zrobić dla mnie wszystko zrobiło się zero. Poczułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy i jedyne co mi przyszło na myśl to telefon do Josha, jeżeli ktoś miał mi pomóc to właśnie on.
-Olga coś się stało? U mnie jest środek nocy.
-Ja... ja...- Zaczęłam się jąkać i głośno płakać do słuchawki.
-Hej spokojnie.- Ludzie na ulicy dziwnie się na mnie patrzyli, lecz przestałam zwracać na to jakąkolwiek uwagę.
-Mogę zatrzymać się u ciebie w Ameryce na jakiś czas?
-Oczywiście, przylatuj kiedy chcesz.
Wróciłam jeszcze tylko po swoje rzeczy. Na szczęście Jaya nie było. Wrzuciłam wszystko do walizki i pognałam na lotnisko. Lot miałam dopiero za sześć godzin, ale wolałam je przeczekać tu.
Usiadłam na wygodnym krześle, odchyliłam głowę do tyłu i zasnęłam.
-Olga, Olga.- Poczułam szturchanie w ramię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jaya z kwiatami.- Niespodzianka, wróciłem wcześniej z trasy.- Pocałował mnie. Byłam zdezorientowana, czyżby to wszystko było snem? Leżałam w swoim łóżku, a wszystkie moje rzeczy znajdowały się na miejscu.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Wyskoczyłam jak szalona rzuciłam mu się na szyję .
-Kocham takie powitania.- Przytulił mnie.
-Ale lepiej się pospiesz bo przecież masz dzisiaj tę rozmowę o pracę.
-Tak już lecę.- Pobiegłam do łazienki i głośno westchnęłam.. Ten sen był taki realistyczny. Niby nic z tego nie musiało się wydarzyć, ale musiałam dokonać w końcu wyboru. Bo trzymając ich ciągle tak, doprowadzę do tego, że stracę obu.
Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za ten rozdział. Powiem szczerze, że pomysł na taki obrót sytuacji przyszedł w trakcie pisania go.
Dziękuję za ponad 8000 wyświetleń, to jest niesamowite.
Dziękuję za komentarze i do następnego.

sobota, 23 marca 2013

Rozdział 28

Dzisiaj obudziłam się w południe. Tę imprezę odsypiałam prawie dwa dni. Naprawdę żałowałam, że całej nie pamiętałam bo musiałam się niesamowicie bawić, albo niesamowicie narozrabiać, są dwie opcje.
Leniwie podniosłam się z łóżka i przetarłam oczy. Zarzuciłam na siebie szlafrok i pognałam do kuchni z, której dochodziły hałasy z pewnością nie wywołane przez jedną osobę.
-Śpiąca królewna wstała.- Krzyknął Max. Cała piątka przesiadywała w naszej kuchni i właśnie gapiła się na mnie.
-No widzisz, czekam na pokłony.- Uśmiechnęłam się i dosiadłam się do stołu. Chwilę później obok mnie siedział Jay i złożył na moich ustach pocałunek.
-Idźcie do hotelu.- Wtrącił Nath.
-Matole jesteśmy u siebie w domu.- Odpowiedział mu mój chłopak.
Zaczęłam jeść przygotowane na śniadanie przez nich kanapki. Co najważniejsze nie wszystkie były wegetariańskie. Bogu dzięki już dawno brakowało białka w moim organizmie.
Gdy skończyliśmy nikt nie rwał się do sprzątania bałaganu. I w ostateczności zostawiliśmy usyfioną kuchnię i przenieśliśmy się do salonu.
Usiadłam na kolanach Jaya i zaczęłam bawić się jego kręconymi włosami. Hihotaliśmy i gadaliśmy między sobą o głupotach. Zapowiadał się ciekawy dzień.
-To co was tak właściwie wszystkich dzisiaj tu sprowadza?- Zapytałam się po chwili.
-Właściwie to nic szczególnego, chcieliśmy się spotkać i pogadać, a nie byliśmy pewni czy po ostatniej imprezie dasz radę się gdzieś ruszyć i dlatego zebraliśmy się tutaj.- Tom bezczelnie wyszczerzył w moją stronę zęby.
-Bardzo śmieszne.- Powiedziałam.
-Masz racje, ty leżąca na parkiecie to jeden z najzabawniejszych widoków jakie kiedykolwiek widziałem.- Zaśmiał się Siv.
-Normalnie po takim zgonie naprawdę zaczynam wierzyć, że ty i Jay pasujecie do siebie jak ulał.- Przez co najmniej piętnaście minut, opowiadali mi co ja wyczyniałam. Nie we wszystko chciało mi się wierzyć, na przykład w to, że chciałam grać w butelkę na rozbieranki, czy pojechać wziąć poligamiczny ślub z całą siódemką, która towarzyszyła mi tamtej nocy. Ich śmiechy tylko potwierdzały moje przypuszczenia, że mnie nabierają.
-Z pewnością.- Odezwałam się i puknęłam się kilka razy w czoło patrząc w ich stronę.
-Każdy świr pokazuje gdzie go boli.- Wybuchł śmiechem mój chłopak. Po chwili dźgnęłam go dwoma palcami i nie było mu już tak do śmiechu.
-My tu chcemy cię uświadomić co robiłaś wtedy, a ty nam dokuczasz.- Strzelił udawanego focha Max.
-Jasne, jasne.
Chcieli jeszcze coś powiedzieć, ale rozległ się dzwonek do drzwi. Nie miałam pojęcia kto to może być. Ponieważ chciałam się choć na chwilę wyrwać z tego towarzystwa, skoczyłam otworzyć drzwi. Ku mojemu zdziwieniu za drzwiami stał zapłakany Josh.
-O mój Boże, co się stało?- Podeszłam i przytuliłam chłopaka.
-Vanessa...- Odpowiedział łamiącym się głosem.
-Co zrobiła?
-Zdradziła mnie, kolejna...- Poczułam od niego alkohol. Zaprowadziłam go do sypialni gościnnej, w której jeszcze do niedawna pomieszkiwał i usiadłam obok niego.
-Nie przejmuj się nią.- Położyłam chłopakowi rękę na ramieniu.
-Czemu wszystkie kobiety mnie zostawiają? Czemu?! Co jest ze mną nie tak?!- Zaczynał wpadać w histerie. Serce mi się krajało jak patrzyłam, na tego cudownego blondyna w takim stanie.
-Z tobą nic, to inne dziewczyny nie potrafią docenić tak wspaniałego mężczyzny.
-Z pewnością.
Rozmową starałam się go uspokoić, jednak zauważyłam, że to nie ma większego sensu. Pozwoliłam mu się do siebie przytulić i po prostu przy nim byłam.
Chłopcy musieli się zastanawiać, co się stało, bo wysłali Maxa na zwiady.
-Hej wszystko w porządku?- Zapytał się wchodząc. Josh tylko przecząco pokręcił głową.
-Dziewczyna?
-Tsa
-Nie ma co się chłopie załamywać, właśnie gadamy o wyjściu do klubu.- Uśmiechał się promiennie łysy i spojrzał się z głupim uśmieszkiem w moją stronę. Ja by nic nie mówić tylko pokazałam mu język.
-Nie wiem czy zauważyłeś, ale nie jestem w nastroju.
-Dawaj, nic tak nie poprawia nastroju jak sex z pięknymi kobietami.
Po takim dwudziesto minutowym gadaniu chłopaka, Josh w końcu się zgodził. Co oznaczało tylko jedno, że dzisiaj też zawitam w klubie. Jednak dzisiaj postanowiłam nie pić, by ponownie nie zrobić z siebie idiotki.
Każdy zaczął jak oparzony się szykować. Chłopcy porozrzedzali się do domów w celu wystrojenia się. Ja postawiłam dzisiaj na niższe szpilki niż ostatnio i różową sukienkę do kolan. Zrobiłam makijaż i po godzinie byłam gotowa do wyjścia. Mimo, że chłopy o dziwo się odstroili, to Josh dalej miał policzki mokre od łez. Wzruszyło mnie to jaki on jest delikatny. Ach te artystyczne dusze.
Zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy pod jakiś nowo otwarty klub „Sea”. Znajdował się on na ostatnim piętrze drapacza chmur.
Wjechanie windą trwało z pięć minut, w tym czasie Jay nakręcał Josha, a ja przysłuchiwałam się tej bezsensownej rozmowie.
-Dobra, dobra. Przestań mi tak go deprawować.- Rzuciłam w końcu.
-Oczywiście, lepiej żeby użalał się nad sobą.
-No nie...
-Więc siedź cicho kobieto i daj pracować profesjonalistom.- Kończąc to zdanie puścił mi oczko. Zaśmiałam się mimowolnie.
Weszliśmy do pięknie wystrojonego klubu. Prawie wszystko było zrobione ze szkła. Bar to było jedno wielkie akwarium, podobnie jak część stolików.
Zajęliśmy miejsce w samym kącie i czekaliśmy na przyjazd reszty. Chłopaki zamówili drinki, ja tym razem postawiłam na sok pomarańczowy.
-Co tak dzisiaj cienko?
-Po ostatnim razie mam nauczkę.
Kolejno dokańczali do nas Siv z Nar, Nathan z Vici oraz Max z Tomem. Każdy z nich szybko zaczęli topić się w alkoholu. Długo nie trzeba było czekać, aż Max porwie Josha. Oboje ruszyli na polowanie.
Muzyka zrobiła się strasznie głośna i przyprawiła mnie o ból łowy, więc postanowiłam się przewietrzyć. Mój chłopak chciał mi towarzyszyć, jednak chyba odrobinę przegiął z alkoholem, więc wyszłam w końcu sama. Zjechałam windą na dół i korytarzem wyszłam na taras. Od razu poczułam się lepiej, chłodne powietrze i cisza to aktualnie najlepszy prezent dla mnie.
-Masz przeziębisz się.- Odwróciłam się i ujrzałam Toma. Stał z wyciągniętą w moją stronę marynarką.
-Nie trzeba- Odpowiedziałam, ale on nie miał zamiaru mnie słuchać, po prostu podszedł i zarzucił mi ją na ramiona.
-Teraz za każdym razem jak wyjdę sama będziesz mi towarzyszył?- Spokojni spojrzałam w jego stronę.
-Właściwie to przyszedłem ci powiedzieć, że dam ci spokój.
-Co?- No tak mój pokręcony umysł nie był zadowolony z tego obrotu zdarzeń.
-Nie mam szans ty...- Zamknęłam mu usta pocałunkiem. Na początku był zmieszany i lekko zaskoczony, ale potem szybko go odwzajemnił.
-Przepraszam- powiedziałam gdy się oderwałam od niego.
-Nie trzeba... to miło choć raz być przez ciebie pocałowanym.- Uśmiechnęłam się.
-Tom ja już sama nie wiem co czuję, ty Jay... ja kocham was obu.
-Wiem, ale teraz zamierzam ci dać tyle czasu, ale tylko potrzebujesz, byś mogła do końca zdefiniować swoje uczucia.- Pocałowałam go jeszcze raz. Moje zachwianie zdziwiło mnie, ja nawet teraz nie jestem pijana.
On wrócił do środka, a ja właśnie analizowałam dokładnie co zrobiłam. Nie mam absolutnie żadnej wymówki, nie jestem ani pijana, ani na żadnych prochach. Nic kompletnie nic nie mogłam wymyślić na usprawiedliwienie mego czynu.
Jednak nie czułam się z tym źle, wręcz przeciwnie byłam z tego zadowolona. Postałam jeszcze samotnie pięć minut, a potem wróciłam na salę.
Spojrzałam na parkiet na którym teraz byli prawie wszyscy włącznie z Joshem. Zszokowało mnie jak on dobrze się bawi. Gdy by pomyślał, że sposób Maxa tak dobrze zadziała.
Dosiadłam się do stolika przy, którym siedziała sama Victoria.
-A gdzie Natha zgubiłaś?
-A wygłupia się tam.- Wskazała ręką na robiącego dziwne ruchy chłopka. Była ewidentnie czymś zmartwiona.
-Coś się stało?- Zapytałam.
-Nie...tak..nie- Jej mina i sam fakt, że się waha oznaczało, że coś jest nie tak.
-Możesz mi powiedzieć.- Posłałam dziewczynie najszczerszy uśmiech na jaki było mnie w tym momencie stać.
-Mój ojciec on nigdy ni zaakceptuje Nathana.
-Uwierz mi kiedyś będzie musiał.
-Nie znasz go on potrafi zepsuć wszystko, zawsze jest tak jak on chce.- Widać było na pierwszy rzut oka, że spędza jej to sen z powiek.
Usiadłam bliżej jej i położyłam rękę na jej ramieniu.
-Prawdziwa miłość przetrwa wszystko.
Dawałam jej jeszcze masę porad, jakbym była jakimś ekspertem. Ogólnie już do końca wieczory dziwnie się zachowywałam. Przytlałam się do Jaya, a oczy wlepiałam w Toma.
Wróciłam do domu z Jayem, Joshem oraz jego długonogą towarzyszką.
„Oby nic od niej nie złapał” tylko takie myśli krążyły po mojej głowie.
Wtuliłam się w mojego chłopaka, który o dziwo jako tako trzymał kontakt ze światem. Nie miałam wrażenia, że okłamuję Jaya, że go ranie, przez to co wydarzyło się z Tomem. W tym momencie liczyłam się tylko ja.
Następny tydzień minął bardzo szybko, chłopaki wyjechali w krótką trasę po UK. Spotkałam się kilka razy z Victorią, okazała się być bardzo fajną dziewczyną. Josh zdecydowanie w lepszym nastoju opuścił Anglię i na sam koniec ponownie zaproponował mi pracę.
Więcej nic więcej się nie wydarzyło, jednak zmieniło się wszystko a dokładniej ja. Moje poczucie molarności. Zaczynałam się stawać zupełnie inną osobą, przestawałam być bezbronna, stawałam się coraz to silniejszą kobietą. I spodobało mi się to.
Zaczęła się wcześniej wspominana metamorfoza bohaterów. Nie skończy się ona jedynie na Oldze.
Chciałam was przeprosić za błędy, od kilkunastu lat zmagam się z dysleksją i dysortografią i o ile ortograficzne błędy są zaznaczane, tak pozostałe już nie i nie zawsze je zauważam.
Dziękuję za wszystkie komentarze. :*

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział 27

Nathan zaplanował na dzisiaj dla wszystkich niespodziankę. Tylko ja zostałam wtajemniczona w to co zamierza zrobić. Mianowicie ma nam przedstawić swoją nową dziewczynę Victorię, którą miałam już okazję poznać. Zapowiadała się ciekawa impreza w klubie, bo wymyślił, że jak będziemy sami w domu wszyscy będą zadawać dużo niepotrzebnych pytań.
Tak więc chwilowo ja z Jayem szykowaliśmy się na imprezę. Założyłam czarną sukienkę a do tego dobrałam czerwone szpilki i tego samego koloru kopertówkę. Jako, że to impreza na mieście wykonałam mocniejszy makijaż niż zwykle.
-Wyglądasz cholernie seksownie- powiedział gdy wszedł do łazienki.
-Ty za to wyglądasz... normalnie- W sumie nie wysilił się wybierając ten strój. Zwykła biała bluzka a na to założona pognieciona koszula, wszystko wykończył wytartymi starymi dżinsami oraz trampkami.
-Przecież idziemy do klubu a nie na jakąś galę, nie jestem panienką nie będę się stroił.- Zmierzyłam go wzrokiem i podeszłam.
-Ale koszulę to już mogłeś wyprasować, albo założyć taką, która nie wygląda jak psu z gardła wyjęta.
-Oj tam.
-Nie oj tam, tylko zmień koszulę.-
-Tak.- poruszył śmiesznie brwiami, które o dziwo dało się zauważyć, bo zazwyczaj przykrywa je bujna czupryna chłopaka.- A co ja będę z tego miał?
-Brak obciachu kiedy paparazzi ci zrobią zdjęcie?
-To mało ważne, chcę coś za to co mnie naprawdę uszczęśliwi.- Powiedział i wpił się w moje usta
-Dobra- oderwałam się od niego.- Zmień koszulę i idziemy o dziewiętnastej mieliśmy być na miejscu, zostało nam pół godziny.
Szybko zapakowaliśmy się do samochodu i podjechaliśmy pod klub „Rolly”. Weszliśmy do środka i zobaczyliśmy masę ludzi. Zaczęliśmy wypatrywać któregoś z chłopaków lecz na razie bez skutku.
Biegaliśmy po sali, aż w końcu mądra ja wpadłam na pomysł żeby do nich zadzwonić. Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer do Nathana.
-Halo?
-Hej gdzie wy do cholery jesteście?
-No w Rolly
-Fajnie tylko gdzie?
-W sekcji dla vipów- Mogliśmy na to wpaść. Właściwie to dziwnie by było gdyby siedzieli w normalnej części klubu. Wsadziłam telefon z powrotem do torebki i pognaliśmy przed bramkę. Sektor dla gwiazd znajdował się piętro wyżej i tak jakby trochę bardziej z tyłu. Wszystko zrobione było w ten sposób, że bawiący się na dole mogli stamtąd przez szybę podziwiać zabawę celebrytów.
Na górze było trochę ciszej. Zauważyliśmy resztę i udaliśmy się do nich. Chodzenie w szpilkach po włochatym dywanie jest bardzo trudne i robiąc zaledwie trzeci krok wywinęłam pięknego orła i jak długa wylądowałam na ziemi.
-O mój Boże nic ci nie jest?- Zapytał się przerażony Jay i pomógł mi wstać.
-Nie jest ok- Teatralnie poprawiłam sukienkę i wtedy zauważyłam, ze w rajstopach poszło mi oczko. Przeprosiłam wszystkich i poszłam do toalety je zdjąć. Już wolę siedzieć z gołymi nogami, niż w dziurawych rajstopach. Przed lustrem poprawiłam jeszcze makijaż i wróciłam do towarzystwa.
-To było wejście w stylu smoka!-Krzyknął Max gdy mnie zobaczył.
-Chyba kulawego.- Wtrącił Siva, ale za tę uwagę dostał kuksańca w bok od Nareeshy.
-Każdemu może się zażyć- Uśmiechnęła się do mnie promiennie dziewczyna, co szczerze mówiąc sprawiło, że poczułam się swobodniej.
-Więc Olga poznaj Victorię, Victoria poznaj Olgę.
-Nathan, ale my się znamy.- Powiedziałam.
-No właśnie.-Przytaknęła mi dziewczyna.
Zaczęliśmy rozmawiać o głupotach. Chłopaki wypytywali się o jakieś dziwne szczegóły z ich związku, ale tamci postanowili takie pytania ignorować. Ogólnie wydawali się fajną parą, zgraną przede wszystkim.
-Zatańczymy- Zapytał się mnie Jay.
-Z przyjemnością- Oboje wstaliśmy z miejsca. W nasze ślady poszła Nareesha z Sivem.
Na parkiecie całkiem nieźle nam szło. Jednak po kilku numerach moje nogi przez te diabelskie szpilki zaczęły odmawiać posłuszeństwa i poprosiłam Jaya żebyśmy wrócili do stolika.
-Trzeba było wziąć przykład ze mnie i ubrać się normalnie.
-Przynajmniej jestem ubrana stosownie do tego miejsca.- Chciałam mu się odgryźć, ale nie wychodziło mi to najlepiej.
-Tak, tak, ale to nie mnie bolą nogi po spędzeniu pięciu minut na parkiecie.
Zignorowałam jego uwagi i zawołałam kelnera.
-Malibu z mlekiem.- Powiedziałam do mężczyzny.
-Oczywiście coś jeszcze dla państwa?- Wszyscy prócz Jaya zamówili dla siebie po kilka kieliszków wódki by nie ganiać faceta.
-A ty co dzisiaj nie pijesz?- Zapytał się go podejrzliwie Nathan.
-Dzisiaj sobie odpuszczę.
Wypiłam drinka, potem kolejnego i to dało się we znaki i po chwili byłam w drodze do toalety. Nie byłam pijana, ale pierwsze hamulce zaczynały puszczać.
Żadna z dziewczyn nie chciała mi towarzyszyć podczas tej wyprawy, wiec chcąc nie chcąc poszłam sama. Już miałam wchodzić do toalety kiedy poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię i zaciąga do schowka na miotły. Szybko zorientowałam się, że to nie kto inny jak Tom. Zaczęłam się zastanawiać czy on kiedykolwiek da mi spokój. Poczułam jak przybliża swoje usta do moich i składa na nich pocałunek. Nie byłam pijana na tyle by dać się temu ponieść i po chwili porządnie go spoliczkowałam.
-Ała- syknął
- Co Ty sobie w ogóle wyobrażasz?- Zezłoszczona zapytałam się go.
- Ciebie pod prysznicem.- Odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem.
-Czy masz ochotę oberwać w drugi policzek? Tak dla równowagi.- Był skołowany i udawał pijanego mimo że wcale taki nie był.
-Kocham cię- Powiedział i chciał jeszcze raz do się do mnie „przyssać” ale go odepchnęłam. Niefortunnie bo poleciał na półki które z hukiem przewróciły się na podłogę.- I co żeś zrobiła?-No tak nagle wytrzeźwiał.
-Ja? To ty się do mnie kleisz- Chciałam odeprzeć wszystkie jego oskarżenia. -Wychodzę stąd
- Powiedziałam i zaczęłam omijać połamane półki. Znalazłam się z powrotem na korytarzu jednak tym razem dotarłam do toalety. Jestem wściekła nie na Toma a na siebie, bo w głębi duszy chciałam żeby to zrobił. Jednak mój zdrowy, albo i nie, rozsadek podpowiada mi, że powinnam się trzymać od niego z daleka.
Po załatwieniu wszystkich potrzeb fizjologicznych wróciłam do stolika przy którym siedział tylko Max bo reszta była na parkiecie.
-Co słychać?- Zapytał się mnie.
-A wiesz jak to bywa, raz lepiej, raz gorzej.
-Ta doskonale wiem o czym mówisz.- Chłopak skinieniem ręki zamówił dla nas wódkę. Zaczęliśmy ja nalewać do kieliszków tak jeden za drugim.
-Spokojnie to, ze ty masz dwóch adoratorów to nic, ja miałem taką jedną narzeczoną Michelle , która była tak we mnie zakochana, że dwa tygodnie po rozstaniu znalazła sobie kogoś innego.
-Tak? Jesteś pewien że masz gorzej?- Porządnie podpici licytowaliśmy się kto ma gorsze życie.- To że dwaj faceci są zakochani we mnie to nic, gorzej, ze ja jest zakochana w nich obojgu- Dopiero gdy powiedziałam to na głos dotarło to do mnie.
Z Maxem gadaliśmy sobie tak od serca jeszcze pięć minut. We dwójkę wypiliśmy butelkę wódki i mój świat zaczynał nabierać różowych barw do tego stopnia, że zaczęłam rozmawiać z nimi w języku Polskim. Oni oczywiście nie wiedzieli o co chodzi w szczególności mój chłopak, który był w stu procentach trzeźwy.
Podniosłam nogę, wskazałam na nią ręką i powiedziałam w swoim ojczystym języku.
-Patrz nie mam rajtuz.- Zaczęłam się strasznie głośno śmiać razem z moim dzisiejszym łysym przyjacielem od kieliszka. Reszta nie miała pojęci o co mi chodzi.
-Chyba za dużo wypiłaś, wracajmy do domu.- Powiedział mój chłopak, jednak ja nie byłam w takim nastroju. Kontynuując mówienie w moim ojczystym języku stanęłam na kanapie i wydarłam się.
-Nie ma opcji, ja idę tańczyć.- Zdjęłam uciskające buty i rzuciłam gdzieś w kąt. Chwilę później znajdowałam się na parkiecie tańcząc do kompletnie obcej mi piosenki. To musiało śmiesznie wyglądać bo w ogóle nie przejmowałam się czy piosenka jest wolna czy szybka wyginałam się w tym samym tempie. Na sam koniec piosenki chciałam się popisać i zrobić jakąś figurę rodem ze „Step up”, ale skończyło się tym, że wylądowałam leżąc na parkiecie. Podłoga była taka wygodna, że zamknąłem oczy.
-Olga do domu już, wstawaj- Usłyszałam głos swojego chłopaka.
-Ja będę tańczyć- Powiedziałam dalej nie ruszając się z miejsca. Chyba się poddał i wziął mnie na ręce. Wtuliłam się w niego i zasnęłam jak dziecko.
Rano ból głowy był niemiłosierny. Chciałam się podnieść, albo chociaż otworzyć oczy, ale byłam na to za ciężka.
-Czy nie można zasłonić tych okien?- Zapytałam się zachrypniętym głosem.
-O widzę, że się obudziłaś, wreszcie jest południe- Powiedział i cmoknął mnie w czoło.- Masz tabletka i kawa.- Wzięłam od chłopaka i dalej leżałam bez ruchu zasłaniając oczy ręką.
-Picie to życie, ale trzeźwienie to cierpienie.
-Nic mi lepiej nie mów.
-A pamiętasz to coś w ogóle z wczoraj?
-Niezbyt wiele...- W głowie od ką wróciłam z łazienki miałam kompletną pustkę.
-Dziewczyno co ty robiłaś- zaczął w niedowierzaniu kręcić głową.
-I pewnie gadałam głupoty.
-Pewnie tak, ale po Polsku więc ni za wiele zrozumieliśmy.- Chociaż tym się nie ośmieszyłam. Podniosłam się z łóżka, ale chwilę potem przywitałam się z moją przyjaciółką muszlą klozetową. Jay wiernie siedział przy mnie i trzymał mi włosy. Gdy już byłam w stanie stać o własnych nogach wypiłam hektolitry wody umyłam zęby i ponownie poszłam spać.
Mamy kolejny rozdział :) Z którego kompletnie nie jestem zadowolona. Ogólnie ciężko mi się go pisało. :)
Chciałam podziękować za 21 obserwujących oraz ponad 7550 wyświetleń. To jest niesamowite sprawiacie że mam ochotę dalej pisać. :)
Alejandra Shadowhunters – oczywiście zajrzę na twojego bloga :)
Anonimowy- Dziękuję Miałabym prośbę żebyś podpisywała bym mogła was odróżnić :)
Dominika Pastuszka – Dziękuję że nadrobiłaś 26 rozdziałów, cieszę się, że Ci się podoba i mam nadzieję, ze zostaniesz z nami na dłużej.
Przy okazji polecam bloga, który mnie ostatnio wciągnął http://odpierwszegowejzenia.blogspot.com/

piątek, 15 marca 2013

Rozdział 26

Ten tydzień był dla mnie ciężki. Poszukiwanie pracy nie szło mi najlepiej, a w końcu musiałam ją znaleźć. Jay zaczął mieć humorki. Może nie powinnam była tego tak nazwać, zaczął być strasznie zazdrosny jeżeli chodzi o Toma. Zawsze gdy chciałam się spotkać z kimś on upierał się żeby mi towarzyszyć, jednocześnie wymagał żebym ja nie oczekiwała, że on wszędzie będzie mnie ze sobą zabierał.
Zapewne gdyby nie Josh zwariowałabym. On był takim lekkoduchem, potrafił poprawić humor każdego bez wyjątku.
Właśnie szykowałam się na kolejną rozmowę o pracę, Jay był w studiu nagraniowym, a Josh jeszcze spał w pokoju gościnnym.
-Dzień dobry- powiedział wchodząc do kuchni.
-Cześć- Odpowiedziałam mu i promiennie się uśmiechnęłam. Nałożyłam na talerz dwa tosty i posmarowałam dżemem. Podsunęłam chłopkowi pod nos.
-Och dziękuję, ty wiesz czego prawdziwy facet potrzebuje z rana.- Zrobił śmieszną minę.-Kolejna rozmowa o pracę?- Skinęłam głową.- Olej to możesz pracować dla mnie.
-To by oznaczało przeprowadzkę do L.A, a ja nie chcę zostawiać Jaya.
-To teraz światowe gwiazdy, co chwilę będą się tam pojawiać, a bycie moim menagerem prasowym to sama przyjemność.
-A tak właściwie to ile ty tych menagerów masz?- Spojrzałam się na niego.
-Na razie trzech, ale nie lubię nieparzystych liczb więc potrzebuję jeszcze jednej osoby.
Nasza pogawędka nie doprowadziła do niczego, tak samo jak rozmowa o pracę. Nikt nie chcę zatrudnić kogoś o minimalnym doświadczeniu. Zrezygnowana wyszłam z budynku. Spokojnie stukając obcasami o nierówny chodnik przemierzałam ulice Londynu. Szłam w kierunku domu jednak coś mnie pokusiło i zboczyłam. Weszłam do parku. Ciągle był styczeń więc stosunkowo było chłodno, ale o dziwo mi to nie przeszkadzało. Idąc tak spokojnie krętymi uliczkami czułam się taka wolna.
-Czy mnie moje oczy nie mylą?- Usłyszałam głos za sobą, odwróciłam się i zobaczyłam Annę.
-Powiedz co widzisz, to wtedy ewentualnie odpowiem ci na to pytanie- Zwróciłam się do niej.
-Uuuu... czyżby urosły ci pazurki.- Powiedziała drwiąco.- Jak tam się ma Jay?
-Trzymaj się od niego z daleka.- Wydusiłam z siebie przez zęby a ręce same zacisnęły mi się w pięść.
-A to jeszcze z niego nie przerzuciłaś się na Toma.
-Nie wiem o czym mówisz.- Udawałam głupią. Nie miałam pojęcia skąd ona to wszystko wie.
-Jasne, jasne. Tylko uważaj złotko, ludzie gadają.
-Ludzie czyli ty?
-Oj naprawdę wolałam cię w wersji „sierotka Marysia”, widać że związek ci służy. Szkoda, ze powinnaś go zakończyć.
-Bo co? Bo ty mi każesz?
-Dokładnie tak, nie chcesz mieć we mnie wroga.
-A to my nie jesteśmy wrogami? Wybacz zaczynam się w tym wszystkim gubić.- Wyprowadzałam ją z równowagi. Była chyba lekko zszokowana moją postawą. Więcej ja sama byłam nią zszokowana. Jednak to nie była zasługa Jaya, tylko Josha. Przez ten tydzień zmieniłam się przy nim. Co on dokładnie zrobił to nie wiem. Wiem że jestem mu za to wdzięczna.
Dziewczyna zrobiła kilka kroków w moją stronę. Dzieliły nas milimetry.
-Nie igraj ze mną.-Wysyczała.
-Jakże bym śmiała.- I wtedy poczułam uderzenie. Zachwiałam się na obcasach i upadłam na ziemie. Nie wiedziałam jak się zachować, wszystkie moje wspomnienia wróciły i znów poczułam się bezbronną dziewczynką, od której cały czas nagminnie uciekam.
-Nie wstawaj, twoje miejsce jest dokładnie tam, na dnie.
Gdy odeszłam podniosłam się powoli. Szłam do domu cały czas płacząc. CO ja właściwie robię. Ja muszę... sama nie wiedziałam co zrobić.
-Hej wszystko w porządku?- Zapytała się mnie jakaś dziewczyna. Rozpoznałam ją to była ta dziewczyna, która kiedyś była u nas w starym domu z Nathanem.
-Tak... nie... nie wiem- Zaczęłam się miotać.
-Jesteś Olga prawda? Dziewczyna Jaya?- Kiwnęłam głową- Choć podwiozę cię do domu.
Pojechałam z dziewczyną. Gdy wysiadłam od razu pognałam na górę i zamknęłam się w łazience. Po chwili usłyszałam walenie.
-Co się stało- był to mój chłopak.
-Nic, zostaw mnie!!!
-Chyba śnisz, że cię zostawię! Będę siedział pod tymi drzwiami tak długo, aż mi otworzysz.- Nie odpowiedziałam mu więcej. Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Potem do błagań o otworzenie drzwi dołączył Josh, a za nim Max, Nathan, Siva, Tom i Nareesha. W końcu dałam za wygraną i opuściłam łazienkę.
-Powiesz nam co się stało?- pokręciłam przecząco głową. Jay otarł moje łzy.- Posiedzisz z nami w salonie?- Chciałam powiedzieć nie, ale zostałam namówiona przez resztę.
Usiedliśmy na kanapach. Zajęłam miejsce obok Jaya. Wszyscy zaczęli rozmawiać, aż w końcu i ja mimowolnie do tej rozmowy się przyłączyłam.
-Nie, nie będę wam opowiadał o moim życiu seksualnym!!!- Krzyknął Nathan.
-Pewnie, twoja ręka twoja sprawa- Powiedziałam i wszyscy wybuchnęli śmiechem, włącznie ze mną. Później otworzyliśmy piwo i zrobiło się jeszcze luźniej. Zaczęłam nawet zapominać o tej całej sprawie z Anną.
-Boże jaki ja mam cellulit- Powiedziała Nareesha.- W ogóle jestem brzydka. -Dziewczyna zaczęła się nad sobą użalać.
-Nie przejmuj się- Zwrócił się do dziewczyny Max- Wszystkie kobiety są ładne, nawet ty- Oberwał za to poduszką. Ale dopiero po długim tłumaczeniu zrozumiał co zrobił źle.
Długo już razem nie siedzieliśmy, wszyscy zaczęli rozchodzić się do domów. Mieszkanie razem było jednak o wiele praktyczniejsze.
-To powiesz mi co się wydarzyło?- Spytał się mój chłopak. Wyglądał na naprawdę przejętego. I zapewne był. Zaczęłam sprzątać, po pseudo imprezie.
-Spotkałam Annę.
-I nią się tak przejęłaś?- Podszedł i mnie przytulił.
-Ona mi groziła!!! A potem mnie uderzyła!!! A ty to sobie bagatelizujesz- Ponownie zaczęłam płakać.
-Co zrobiła?!- Po chwili nie było go w mieszkaniu, zostałam sama bo Josh gdzieś wybył. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Rano w łóżku byłam sama. To rzadko się zdarzało więc przejęłam się odrobinę i podniosłam z łóżka. Poszłam sprawdzić czy nie ma go w reszcie mieszkania. Znalazłam go w salonie z pustą butelką wódki w ręku.
-Jay co się stało?
-Co się stało?!!! Ty śmiesz się mnie pytać co się stało ?!!! Ty myślałaś, że zdradziłaś mnie z Tomem, i mi nic nie powiedziałaś!!! Mieliśmy sobie ufać i mówić o takich sprawach. A ta szmata usunęła dziecko!!! Możliwe, że moje!!! Jak można być tak bez serca i zabić niewinne stworzenie- Zaczął płakać niemiłosiernie. Jedyne co mi przyszło przez myśl to przytulenie go i to też zrobiłam. Objęłam go ramieniem. On wtulił się we mnie i zaczął już ciszej szlochać.
-Czemu mi nie powiedziałaś, że Tom ci wmawia, że wtedy po imprezie spędziłaś z nim noc?
-Jay ja nic nie pamiętałam, nie wierzyłam w to!!! Nie chciałam by coś takiego nas podzieliło. Kocham cie najbardziej na świecie, nikogo bardziej od ciebie.
-Kochasz Toma?- Zapytał się. Skłamać czy nie skłamać? Byłam rozdarta.
-Nie...- W jego oczach pojawiły się iskierki nadziei. Szkoda, że były one wywołane kłamstwem.
Był porządnie pijany . Pomogłam mu pójść do sypialni i położyć się w łóżku.
-Kocham cię.- Szepnął mi do ucha Jay.
-Zdecyduj się co robi...- Zamknął moje usta pocałunkiem. Byłam skołowana. Położył mnie na łóżku i zaczął całować po szyi schodząc w dół. Sama długo nie pozostałam mu dłużna i później oboje zmęczeni leżeliśmy na łóżku i zasnęliśmy.
Obudziłam się w okolicach siedemnastej. Jay uważnie mi się przyglądał.
-Czy my kiedyś będziemy zachowywać się jak normalna para?
-Trzeba wierzyć w cuda.- Odpowiedziałam i pocałowałam.
_________________________________________________________________________
Kolejny rozdział za nami. Jest odrobinę pogmatwany, ale wszystko się wyjaśni prędzej czy później. 
Ogólnie jestem jusz w domu, więc pewnie rozdziały będą częściej, o ile dopisze mi wena. :)
Dziękuję za tyle wyświetleń i za wszystkie pochlebne komentarze.
Anonimie~ zdaję sobie sprawę że mój styl pisania nie jest idealny. Jednak cały czas się uczę i rozwijam. Jeżeli Ci blog się nie podoba to po prostu tu nie zaglądaj. :) 
A tak na osłodę macie gifa z Jayem.

wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 25


Wybiegłam z domu, ale po chwili zostałam zatrzymana przez Nathana.
-Hej co się stało?- Zapytał się troskliwie. Ostatnio gdy za mną gonił wyrzucił mnie z domu, może i teraz by to zrobił gdybym z nim mieszkała.
-Tom, Jay... nie ważne- Chciałam się odwrócić i iść dalej przed siebie, bo nie pamiętałam drogi do domu, ale wtedy zrozumiałam jak bezsensowne są moje zamiary.
-Jeżeli chcesz to pójdziemy do mnie i porozmawiamy na spokojnie.- Przytaknęłam głową i udałam się za chłopakiem. Szłam w niewygodnych butach, byłam cało rozczochrana i rozmazana. Miałam wrażenie, że każdy człowiek się na mnie gapi.
Stanęliśmy przed wielkim apartamentowcem w samym centrum Londynu.
-Nie oszczędzałeś na mieszkaniu- powiedziałam a on się uśmiechnął.
-Trzeba było choć raz zaszaleć.
Weszliśmy do budynku i pojechaliśmy na siódme piętro. Nath odtworzył drzwi i weszliśmy do pięknie urządzonego mieszkania. Wszystko było w nowoczesnym stylu, jak na mój gust aż za.
-Rozgość się.- Wskazał na białą kanapę przy której stał wielki szklany stolik do kawy. Zajęłam miejsce na meblu i po chwili piłam sok podany przez chłopaka.
Zaczęliśmy rozmawiać zaczynając od pierdół kończąc na moim teraźniejszym dylemacie. Nathan wyglądał na naprawdę zainteresowanego, już miał wypowiadać kolejną swoją złotą myśl kiedy usłyszał dzwonek do drzwi.
-Przepraszam- Wstał i udał się otworzyć.
-Gówniarzu zostaw moją córkę w spokoju!- Usłyszałam krzyki dobiegające z przedpokoju.
-Ale ja...- Nathan próbował się tłumaczyć, ale tamten mężczyzna nie dał mu dojść do słowa.
-Ona ma dopiero siedemnaście lat! Ja za młoda na chłopka! Odwal się od niej ty gwiazdeczko, albo zobaczysz co cię spotka.
-Proszę mnie nie straszyć.
-Od straszenia takich jak ty to jest baba jaga w dobranocce, zostaw moja córkę!!!- Dochodziły coraz głośniejsze krzyki. Czyli on ma dziewczynę, którą nikomu nie raczył się pochwalić. W sumie to by się zgadzało chodził ostatnio jakiś rozkojarzony. Dobiegło jeszcze parę wyzwisk i Nath wrócił do salonu.
-Czyżbyś zapomniał nam o czymś powiedzieć?
-To nic poważnego- Odpowiedział
-Jej ojciec chyba tak nie uważa.
-Dobra nie rozmawiajmy o mnie, rozmawiajmy o tobie i Tomie.- Czemu ja nie mogę o nim po prostu zapomnieć.
-Nie ma mnie i Toma.- Wzięłam szklankę.
-Kochasz go, tak przynajmniej mówiłaś
-Kocham Jaya.- Wlepiałam wzrok w podłogę.
-Musisz uporządkować uczucia.- Objął mnie ramieniem.
-Błagam cię Nath, powiedz mi coś czego nie wiem.
Siedziałam chłopaka jeszcze godzinę, potem zamówił mi taksówkę za którą zapłacił. Było mi głupio z tego powodu, ale moje fundusze się skończyły, a głupio mi było prosić Jaya o gotówkę.
Mojego chłopka jeszcze w domu nie było, przynajmniej dzięki mojemu porannemu wybawcy dowiedziałam się, że jest u rodziców, a nie obraził się na mnie przez to, że miziałam się z Tomem. Boże a wracając do tego jak ja mogłam być taka głupia? Nigdy więcej nie wypiję tyle alkoholu.
Wzięłam prysznic i przebrałam się w inne ubrania. Wzięłam telefon i wysłałam smsa do Josha.
„Masz czas?” Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. „Dla ciebie zawsze, za półgodziny jestem u ciebie”. Z nim też miałam zamiar podzielić się swoimi obawami. Zadzwoniłam również do Jaya. Odebrał i powiedział, że w domu jest sytuacja kryzysowa i wróci dopiero jutro na wieczór.
Josh pojawił się chwilę później i wręczył mi kwiaty. Zrobiło mi się miło. Z nim też przewałkowałam ten sam temat tylko, że on udzielił nie tyle rady co rozkazu.
-Masz natychmiast jechać i porozmawiać z Tomem.
-Ja nie chcę...
-Ale musisz.- Zamówił taksówkę i godzinę później byliśmy pod domem chłopka- Wejść z tobą?- Pokręciłam przecząco głową i udałam się na górę, zapukałam do drzwi i chwlę później odworzył mi półnagi Tom.
-O hej- Uśmiechnął się- Co cię sprowadza w mojej skromne progi?
-Mogę wejść- Ręką teatralnie wskazał, żebym weszła i po chwili oboje siedzieliśmy w jego pokoju.
-Tom ja...
-Daj spokój nie musisz nic mówić, po tej nocy wszystko jest dla mnie jasne- Po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Nie wiedziałam co zrobić, co powiedzieć. Uciekałam tylko od jego spojrzenia.
-Byłam pijana...
-I wreszcie odważyłaś się powiedzieć prawdę.
-Ja wcale nie chciałam...
-Zróbmy tak pocałuję cię jeżeli nic nie poczujesz dam ci spokój, zgoda?- Chwilę się wahałam czy to aby na pewno dobry pomysł, ale w ostateczności się zgodziłam. On zbliżył swoją twarz do mojej, delikatnie musnął moje usta, by za chwilę zrobić to mocniej i pewniej. Odwzajemniłam pocałunek i czy ja poczułam motylki w brzuchu? Oderwałam się od niego gwałtownie.
-Poczułaś coś, prawda?- Chciałam skłamać, ale on by to zauważył.
-To było nic w porównaniu co czuję gdy całuję się z Jayem.
-Mi na razie wystarczy tyle, więcej nie potrzebuję.
-To nie tak miało być! Ja miałam z tobą wszystko wyjaśnić, a nie jeszcze bardziej pokomplikować wszystko!!!- Poderwałam się z miejsca i patrzyłam na chłopaka oczami pełnymi wyrzutów.
-Nie krzycz przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy.
-Nie w ten sposób w jaki chciałam.
-Nie zawsze mamy to czego chcemy.
-Więc pogódź się z tym, że mnie nigdy nie będziesz miał.
-Ale ja cie nie chcę, ja cię potrzebuję.- Nie wiedziałam już co dodać do tej bezsensownej wymiany zdań. Odwróciłam si na pięcie i wyszłam, a raczej wybiegłam z mieszkania i wsiadłam do taksówki w której wciąż czekał Josh.
Widząc jaka jestem roztrzęsiona nic więcej nie powiedział, tylko mnie przytulił. Wróciliśmy do domu i położyliśmy się spać.
Następnego dnia rano razem poszliśmy na zakupy, bo lodówka świeciła pustkami. Gdy przechodziliśmy obok kiosku zobaczyłam siebie i Jaya na okładce. Chwyciłam gazetę i zaczęłam czytać artykuł.
Czyżby koniec wielkiej miłości? Wczoraj Olga Lowe była widziana jak opuszcza dom innego członka The Wanted. Dziewczyna była ubrana w to samo w co dzień wcześniej. Potem na wieczór wróciła do jego domu. Czyżby znalazła sobie nowy obiekt westchnień?
A pan McGuiness był widziany wczoraj z blondynką w sklepie w swoim rodzinnym mieście. Czyżby oboje sobie odpuścili?”
Byłam zła na wszystko do końca dnia. Wyzywałam się przy tym trochę na Joshu, ale on na szczęście mnie rozumiał i nie obraził się na mnie na szczęście.
Z samego rana do domu wpadł Jay.
-Hej, tęskniłem- pocałował mnie na przywitanie.
-Witaj- Odpowiedziałam bez entuzjazmu.
-Coś się stało?- Zapytał się mnie.
-Kim była ta blondynka?
-Nie mów, że uwierzyłaś w plotki? Jeżeli ja bym w nie uwierzył oskarżałbym cię o romans z Tomem- Oj chyba akurat powinieneś.
-Nie wiem co mam myśleć, miałeś opiekować się rodziną.
-I właśnie to robiłem, to dziewczyna Toma poszliśmy razem na zakupy, nic się nie wydarzyło- Uwierzyłam mu. Czy słusznie? Tego nie wiem, Resztę dnia spędziliśmy razem. Męczyły mnie wyrzuty sumienia. Ostatecznie nic mu nie powiedziałam. Udawałam, że nic się nie stało.
********************************************************************************
Kolejny rozdział za nami. Zbliżamy się do okresu gdzie głowni bohaterowie zaczną się drastycznie zmieniać i sprawy się pokomplikują jeszcze bardziej.
Będzie więcej Nathana oraz Victori w najbliższym czasie. Chba nic więcej wam zdradzić nie mogę.

sobota, 9 marca 2013

Rozdział 24

Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno. No tak, nie było w nich jeszcze zasłon, więc nic dziwnego. Kolejna rzecz którą na sto procent trzeba kupić.
Przekręciłam się na drugą stronę. Myślałam że zobaczę tam Jaya, ale zastałam tylko puste miejsce. Dziwne nie mówił mi że gdzieś jedzie. Powolnie podniosłam się z łóżka i poszłam do kuchni. Nalałam sobie soku pomarańczowego i wtedy zobaczyłam kartkę na blacie.
Pojechałem do studia z chłopakami. Wrócę wieczorem
Kocham
Jay xoxox”
No tak, zapomniałam, że spotykam się z międzynarodową gwiazdą. Wykonałam poranną toaletę i zrobiłam sobie śniadanie.
Do południa krzątałam się po domu bez większego celu, potem usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć i nie mogłam uwierzyć kogo tam zobaczyłam.
-JOSH!!!- Krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję.
-Niespodzianka- powiedział i pocałował mnie w policzek. Cieszyłam się, że go widzę.
-Co ty robisz w Anglii?- Zapytałam się go i zaprowadziłam do salonu. Nalałam nam soku i oboje wygodnie rozsiedliśmy się na kanapie.
-Mam przerwę, więc postanowiłem cię odwiedzić.
-Tęskniłam za tobą.
-Ja za tobą też, to opowiadaj jak tam ci się powodzi.- Zaczęłam chłopakowi streszczać wszystko co się wydarzyło od tego nieszczęsnego wypadku. Momentami było mu mnie żal, ale za chwilę już sikaliśmy ze śmiechu z powodu innej sytuacji. Dogadywaliśmy się świetnie, brakowało mi go strasznie.
Potem poszliśmy na zakupy i zaczęliśmy gotować obiad. Zrobiliśmy przy tym ogromny bałagan bo nie obyło się bez rzucania w siebie obierkami.
-Kochanie jestem w domu!!!- Krzyknął Jay na wejście. Gdy wszedł do kuchni jego mina była bezcenna.
-O hej Josh- podał chłopakowi rękę, a mnie pocałował.
Całą nasz trójka zasiadła do kolacji, po której sprzątał Jay.
Wieczór nam minął miło przy piwie. Coraz bardziej zaczynałam lubować się w tym trunku. Oglądaliśmy jakieś filmy a potem poszliśmy spać.
Rano Josh już musiał wracać. Mimo wszystko cieszyłam się z tej jego krótkiej wizyty. Plusem też było to, ze on i Jay się świetnie dogadywali. Ogólnie lubiłam wizyty Josha. Nawet kiedy rozmawialiśmy tylko o głupotach czułam się taka odprężona i wyluzowana. Odwieźliśmy go pod studia w którym miał udzielić wywiadu a sami pojechaliśmy pod dom Maxa, w którym aktualnie pomieszkuje z Tomem.
-Cześć krzyknęliśmy na wejściu i po chwili stanął przed nami Max z butelką szampana.
-Chodźcie, chodźcie. Siva już jest opijamy nasze nowe mieszkania. Krzyknął i założył mi papierową czapeczkę na głowę, a z kieszeni wyjął konfetti i rzucił je w naszą stronę.
Z uśmiechem na ustach weszliśmy do małego mieszkania, które było całkiem przytulnie urządzone. Było mnóstwo pięknych fotografii na ścianach. Meble były w kolorze ciemnego brązu, a na ścianach dominował kolor żółty.
-Siadajcie- Wskazał nam miejsce na kanapie, obok jakiejś nieznajomej dziewczyny.
-A tak to jest moja sympatia Mikayla- Zrobiłam się zła. Czyżbym byłą zazdrosna? Nie to nie możliwe. Ja kocham Jaya. Pocałowałam mojego chłopak w nadziei, że mnie to uspokoi, jednak nie doprowadziło to do niczego. Dalej miałam ochotę rozszarpać tę dziewczynę. Tak samo jak kiedyś Kelsey.
Zaczęliśmy pić, najpierw zaczęło się niewinnie od szampana i piwa a jak zwykle skończyło się na wódce. Wlewałam ją dzisiaj w siebie hektolitrami, byłam zła. Zła na to że Tom sobie kogoś znalazł.
Jay zauważył, że jakoś dziwnie się zachowuję, ale z każdym kieliszkiem coraz mniej mu to zaczynało przeszkadzać.
-Jak długo spotykasz się z Jayem- Zapytała się mnie Mikayla.
-Dość długo, a ty z Tomem?
-Od wczoraj- Liczyłam na odpowiedź „nie spotykamy się, jesteśmy tylko przyjaciółmi”. Wściekła chwiejnym krokiem poszłam do łazienki.
-Jesteś zazdrosna- powiedział Tom który szedł za mną.
-Chyba śnisz- stanęłam niebezpiecznie blisko niego i spojrzałam mu się w oczy.
-Oj uwierz mi po raz pierwszy od dłuższego czasu moje marzenia właśnie stają się rzeczywistością- Dalej bacznie go obserwowałam i wyczekiwałam na najmniejszy ruch, który na razie się nie pojawiał.
-Dobra masz rację kocham cię, ale Jaya kocham bardziej- W głowie szumiał mi alkohol, ale byłam pewna, ze to co mówię w tym momencie jest prawdą.
-Wiem to, a teraz moim celem będzie sprawić, że to mnie pokochasz bardziej- Uśmiechnął się zadziornie.
-To nigdy się nie wydarzy- Weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz. Oparłam się o drzwi, twarz schowałam w dłoniach i zsunęłam się na ziemię. Co ja do jasnej cholery sobie wyobrażam? Nie mogę sobie z nimi tak pogrywać, a to robię. W ogóle nie mogę poradzić sobie z osobą, którą się stałam tutaj.
Z przemyśleń wyrwało mnie pukanie.
-Olga wszystko w porządku?- Usłyszałam głos Jaya.
-Tak- powiedziałam łamiącym się głosem. Podniosłam się z ziemi , przetarłam oczy i przekręciłam zamek w drzwiach.
-Płakałaś? Co się stało?- Podszedł i mnie przytulił.
-Tak czasem mam po pijaku- Poczułam, ze mnie podnosi. Zaniósł mnie do jakiegoś pokoju i położył delikatnie na łóżko.
-Na dzisiaj chyba ci już wystarczy- powiedział i pocałował mnie w czoło. Ściągnęłam buty, ubranie i wskoczyłam pod kołdrę. Mój chłopak zrobił to samo.
-Kocham cię- przytuliłam się do niego.
-Ja ciebie też nawet nie wiesz jak mocno- Udało mu się mnie uspokoić, bo histeryzowałam jeszcze długo. Na szczęście zasnęłam bo coraz dziwniejsze scenariusze pojawiały się w mojej głowie.
************Oczami Toma***********
Czy na nią do jasnej cholery naprawdę nic nie zadziała. Udawana dziewczyna co prawda wzbudziła w niej zazdrość, ale niewystarczającą. Mówi, że mnie kocha. To czemu do jasnej cholery nie chcę ze mną być? Coraz intensywniej myślałem wpatrując się w jeden punkt, którym akurat był kieliszek.
-Wypijesz w końcu tę wódkę, czy dalej będziesz się do niej modlił?- Zapytał się Siva wyrywając mnie z mojego transu.
-Piję, piję- Wlałem sobie całą zawartość do gardła.
Gdy Olga przez dłuższą chwilę się nie pojawiała Jay się poderwał i poleciał zobaczyć co się z nią dzieje. Pewnie zaczął pieprzyć się w łazience czy coś w tym stylu. Gdyby to nie był mój przyjaciel już dawno bym mu ją odbił.
Reszta wieczoru już nie trwała długo. Wszyscy byli strasznie spici włącznie ze mną, ale chyba tylko jeszcze w miarę trzeźwo myślałem. Położyłem się spać do sypialni, poszła ze mną towarzyszka, jednak ona skończyła z głową w muszli klozetowej. Nie ma to jak klasa dzisiejszych kobiet.
Położyłem się spać, ale obudziłem się nad ranem. Poszedłem do kuni omijając śpiących na podłodze chłopaków. Nathan wołał jakąś Victorię przez sen, czyżby młody się zakochał?
Nalałem sobie wody do szklanki i usiadłem przy blacie po chwili do kuchni wpadł Jay.
-Tom muszę jechać do rodziców z mamą jest coś nie tak, przekażesz reszcie?
-Oczywiście- Było mi go trochę teraz szkoda. W sumie zawsze można na niego liczyć, jest pomocny czuły kochany... dobra stop bo jeszcze sam się w nim zakocham.
Siedziałem tak bezczynie, aż do głowy wpadł mi świetny pomysł. Czym prędzej pognałem na górę do pokoju w którym spała Olga.
Rozebrałem się do bielizny i położyłem się obok niej. Ona też spała tylko w bieliźnie. Zapowiada się na ciekawy poranek.
*****************Oczami Olgi****************
Przebudziłam się rano. Chciałam się ruszyć, ale Jay mnie mocno obejmował od tyłu. Jednak powili się wyślizgnęłam. Odwróciłam się i zobaczyłam tam TOMA!!! Jak to w ogóle możliwe? Wyskoczyłam z łóżka, jednak moja noga zaplątała się w prześcieradło i jak długa wylądowałam na podłodze budząc przy tym mojego „nocnego towarzysza”
-Co ty robisz w moim łóżku?!!!- Wydarłam się i próbowałam okryć się prześcieradłem, które pociągnęłam ze sobą na ziemię.
-Jak to co? Nie pamiętasz ostatniej nocy?- Zmroziło mnie, czy to możliwe, że ja i on?
-Czy my...?
-Nie nie spaliśmy ze sobą, ale całowaliśmy się, mówiłaś, że mnie kochasz, że chcesz być tylko ze mną- To niemożliwe, pamiętam wczoraj tylko, że poszłam do łazienki.
-Kłamiesz
-Czyżby?- Ja nie mogłam zdradzić Jaya. Założyłam niechlujnie swoje ubrania i wybiegłam z domu.
Troszeczkę krótszy rozdział :) Który absolutnie mi nie wyszedł :( Staram się i staram siedzę nad tą kartką, ale nic mi nie wychodzi.
Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam wprowadzanie perspektywy innej osoby, ponieważ niedługo planuję wprowadzić perspektywę Jaya. Jest to koniecznie by łatwej zrozumieć niektóre sytuację.
Dziękuję za miłe komentarze. Miło wiedzieć, że wciąż mam czytelników :)
W najbliższym czasie kolejny rozdział :)

wtorek, 5 marca 2013

Rozdział 23

-Boże i co my teraz zrobimy?- Zaczęła panikować Nareesha, a Siva za wszelką cenę chciał ją uspokoić.
-Spokojnie kochanie wszystko będzie dobrze.- Uwielbiałam na nich patrzeć, wydawali się być taką idealną parą.
-Ty nie panikujesz?- Zapytał się mnie Jay i objął ramieniem.
-A co to zmieni?- Spojrzałam się na niego i po chwili poczułam jego usta na swoich. Reszta lotu nie minęła już tak miło. Chwilę później „napadły” nas fanki zespołu.
Zdjęciom, autografom na różnych częściach ciała nie było końca. Potem zaczęły się rozmowy i wyznawanie miłości. Zamieniłam się z Sivą miejscem, wzięłam mp3 Jaya, wsadziłam słuchawki i w uszy i poszłam spać. W moje ślady poszła Nareesha.
Udało nam się przespać resztę lotu, obudzili nas dopiero jak lądowaliśmy. Gdy spojrzałam na chłopaków widziałam jacy byli zmęczeni. Najwidoczniej nie dały im odpocząć nawet przez sekundę.
-Niema bata, nie wrócimy najbliższym samolotem, najpierw muszę się porządnie wyspać.- Powiedział Tom, a reszta chcąc nie chcąc się z nim zgodziła.
Wysiedliśmy z samolotu i chcieliśmy już pójść po bagaże i do informacji, ale nas zatrzymano.
-Dzień dobry, proszę o okazanie paszportów.- Nikt bardzo nie wiedział o co mu chodzi. Chwycił wszystkie siedem i zaczął skrupulatnie przeglądać.
-Dobrze pani z Polski i pan z Irlandii moją już iść, a resztę państwa poproszę o okazanie wiz.- Spojrzeli się na niego jak na idiotę, a potem na siebie. Wszyscy byliśmy zmęczeni i nic nie wskazywało na to, że prędko odpoczniemy.
-Ale dlaczego?- Spytałam się jako pierwsza, byłam tak samo zdezorientowana jak reszta.
-Japonia ma porozumienie z Polską i Irlandią i państwo nie muszą posiadać wizy turystycznej, jednak Anglia tego porozumienia nie posiada.
-Proszę pana sprawa wygląda tak, że wsiedliśmy do złego samolotu. Nas nawet tu nie powinno być.- Chyba jedyna myślałam jeszcze na tyle trzeźwo żeby rozmawiać.
-Wszystko wyjaśnimy w biurze dla imigrantów.- Facet zaczął prowadzić ich w nieznanym mi kierunku. Nie myśląc długo udałam się za nimi. Siva chwilę później poszedł za mną.
Zabrali ich do jakiegoś pomieszczenia do którego już nas wpuścić nie chcieli. Byłam z tego powodu zła, ale nic na to nie mogłam poradzić.
-Co się teraz z nimi stanie.- Dopiero teraz zaczynałam panikować.
-Spokojnie, proszę czekać, jak coś się wyjaśni to na pewno panią powiadomimy.
Usiadłam z Sivem na niewygodnych plastikowych siedzeniach. Chłopak odpływał i doszło do tego że położył swoją głowę na moim ramieniu. Nie przeszkadzało by mi to gdyby nie fakt, że on się podczas snu strasznie ślinił. I po piętnastu minutach miałam całe ramie mokre. Mimo wszystko nie miałam serca go budzić. Po godzinie sam wstał i widząc co zrobił, zrobiło mu się strasznie głupio.
-Olga nie chciałem, mogłaś mnie obudzić- Posłałam mu uśmiech.
-Nie miałabym serca.
Siedzieliśmy tak jeszcze cztery godziny, aż w końcu wypuścili Maxa i Toma.
-Hej i jak?- Poderwałam się z siedzenia i spojrzałam na wykończonych chłopaków.
-Dostaliśmy wizę, reszta jeszcze czeka.- Trzymali się ledwo na nogach.
-Dobra, weźcie nasz bagaże i jedźcie z Siva do jakiegoś Hotelu, prześlijcie mi adres i numer pokoju. Ja na nich tu poczekam.
-Nie no co ty zostaniemy.
-Nie ma sensu, wy się ledwo trzymacie na nogach. Odprowadziłam ich pod karuzelę z walizkami, nie było wielkim problemem znalezienie ich, bo zostały tylko nasze. Przy okazji zahaczyliśmy kantor i wymieniliśmy trochę gotówki na jeny. Kupiłam kawę, jakieś ciasto i wróciłam pod pokój w którym trzymali chłopaków i Nareeshe.
Całe szczęście, że wygoniłam chłopków bo ze wszystkim zeszło się jeszcze ponad pięć godzin. Dzięki Bogu za mp3 Jaya. Każdy z nich już słaniał się na nogach. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy pod przesłany przez Maxa adres.
Na szczęście dalej nie było problemów.
Z Jayem mieliśmy wynajęty oddzielny pokój. Oboje od razu rozebraliśmy się i poszliśmy spać.
Rano, a raczej po południu podnieśliśmy się z łóżka.
-To co się wydarzyło wczoraj to poezja- Powiedział i mnie przytulił.
-Nic mi lepiej nie mów.- Pocałowaliśmy się ubraliśmy i poszliśmy do pokoju Maxa, w którym była już całą reszta.
-Hej- usiedliśmy na łóżku. Jay objął mnie ramieniem.
-Dobra więc wracamy najbliższym lotem?- Zapytał się Nath.
-A jest sens?- Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Jak to czy jest sens?
-Dzisiaj sylwester, skoro już tu jesteśmy to zostańmy chociaż na niego, nie mam ochoty świętować nowego roku w samolocie.- Po chwilowej dyskusji przyznali mi rację.
Chcąc wykorzystać w pełni fakt, że tu jesteśmy poszliśmy na miasto. Zaczęliśmy zwiedzać i po prostu dobrze się bawić, część ludzi nawet rozpoznała chłopaków, co było dla nich miłym zaskoczeniem.
W hotelu był organizowany sylwester na który postanowiliśmy iść. Trzeba było mieć kostium. Więc wszyscy wyruszyliśmy na poszukiwanie ich. Ja od samego początku wiedziałam na co poluję. Chłopcy zaczęli się wygłupiać, Max zdecydował się na przebranie smerfa, Jay przebrał się za kowboja w różowym wdzianku, Nathan za shreka, Tom stwierdził, że się w to nie bawi i jedyne co wybrał to maskę i kapelusz alla Zorro, a Siva z Nareeshą za jakieś postacie z gwiezdnych wojen. Ja dalej szukałam kostiumu, aż końcu znalazłam. Piękny lateksowy kostium jaszczurki. Był nieziemsko seksowny. Na początku nie czułam się w nim zbyt pięknie. Wydawało mi się że wyglądam jak baleron, ale mimo wszystko zdecydowałam się na niego.
-A ty co kupujesz?- Zapytał się mnie Jay.
-Niespodzianka – odpowiedziałam i delikatnie go pocałowałam.
Wróciliśmy do hotelu, pierwsze co zrobiłam to wzięłam prysznic, wysuszyła i natapirowałam włosy. Zrobiłam mocny makijaż i włożyłam soczewki, które sprawiły, że moje oczy wyglądały jak te u jaszczurki. Wskoczyłam w kostium, założyłam czarne szpilki i wyszłam z łazienki.
-Wreszci... WOW!- Jay patrzył się na mnie przez chwilę jak zahipnotyzowany.-Wyglądasz... WOW
-Dziękuję, teraz ty idź się przebierz- Pocałował mnie i zniknął w łazience. Wyszedł w przebraniu kowboja-geja.
-Naprawdę nie mogłeś wybrać niczego innego?- Spojrzałam się na niego a on wzruszył ramionami i uśmiechnął się zadziornie.
Gdy reszta mnie ujrzała ich miny były podobne. Wszyscy gratulowali świetnego doboru stroju.
Zeszliśmy do sali gdzie miała odbyć się impreza. Było tam już całkiem sporo ludzi. Wszyscy byli poprzebierani w takie stroje, że mój przy nich wyglądał jak normalne ubranie.
Usiedliśmy przy stoliku, zamówiliśmy szampana. Zaczęliśmy się świetnie bawić, razem. Nikt nas tu praktycznie nie znał, nikt nie przeszkadzał. Mogliśmy się nacieszyć swoim towarzystwem. Jednak alkohol dał nam się we znaki i rano nie bardzo pamiętaliśmy całą imprezę.
Podniosłam ciężką głowę i spojrzałam na mojego chłopaka, który leżał obok mnie.
-Jay- szturchnęłam go.
-Co?
-Co my wczora...- nie zdążyłam nic więcej powiedzieć bo do pokoju wpadł przerażony nagi Nathan.
-Co do cholery robi w moim łóżku nagi facet?!- Wydarł się.
-Co do cholery robi nagi Nathan w moim pokoju?- Po chwili zrozumiałam jak głupie moje zachowanie było, on naprawdę był przerażony.
-Możecie się zamknąć oboje- Dałam Nathowi szlafrok i wraz z nim wyszłam do jego pokoju. Jay zapewne został i poszedł dalej spać. Weszliśmy do pokoju, ale nikogo tu nie było.
-Nathan?
-Olga błagam nie znienawidź mnie, zostałem zmuszony- Wybiegł przerażony z pokoju i zamknął drzwi na klucz. Zaczęłam w nie walić i wołać tego idiotę, ale to nie przynosiło żadnych efektów.
-Olga- Oczywiście, czemu wcześniej na to nie wpadłam. Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego jak Toma.
-Co wy znowu odwalacie?
-Porozmawiajmy.
-Nie mamy o czym.
-Owszem mamy.- Podszedł do mnie bliżej- Wczoraj powiedziałaś, ze mnie kochasz.- Nie uwierzyłam mu, ale z drugiej strony nie miałam pewności czy mówi prawdę, czy nie.
-Nawet jeśli byłam zalana w trupa i nic nie pamiętam.
-Wczoraj powiedziałaś...
-Mówię ci teraz, że nic do ciebie nie czuję, trzeźwa, pełna władz umysłowych.
-Możesz kłamać.
-Jesteś idiotą, ja kocham Jay. Ile jaszcze razy mam ci to powtarzać? A teraz mnie wypuść- Chyba zauważył, że nic nie wskóra, więc to zrobił.
Wróciłam do swojego pokoju i się ogarnęłam.
Dwa dni później byliśmy już w domu. Jay i ja się przeprowadzaliśmy do naszego nowego mieszkania, które wyglądało niesamowicie. Loczek na szczęście nie zawiódł.
Ten dom był już praktycznie sprzedany, zostało nam pozabierać swoje rzeczy.
Jay nalegał żeby to wszystko zrobić jeszcze dzisiaj, i tak też się stało, ze na wieczór staliśmy pod drzwiami naszego nowego domu.
-Gdy weszłam zaparło mi dech w piersiach, wszędzie było pełno płatek róż. W sypialni stały truskawki w czekoladzie i moje ulubione białe wino.
-Niespodzianka- szepnął mi do ucha a mi po całym cielę przeszły ciarki.
Usiedliśmy w sypialni na łóżku. Piliśmy wino, rozmawialiśmy i żartowaliśmy.
W końcu odstawiliśmy kieliszki i zaczęliśmy się namiętnie całować. Czułam się wspaniale, taka kochana, potrzebna komuś. Jay położył mnie delikatnie na łóżku nie przerywając pocałunków. Zaczął rękoma błądzić po moim ciele.
-Jay, ty wiesz, że ja jeszcze nie...- Mimo wszystko dalej byłam skrępowana i mówienie o tych sprawach przychodziło mi z trudem.
-Wiem- Uśmiechnął się.
-I wiem też, że ty miałeś już wiele kobieta i ja... ja nie chcę cie rozczarować.
-Masz rację uprawiałem sex wcześniej z kilkoma kobietami, ale kochać się będę dopiero po raz pierwszy.- On był taki romantyczny i kochany. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego chłopaka. Tej nocy straciłam z nim dziewictwo i tę noc będą wspominać do końca mojego życia.
Opowiadanie na razie będę kontynuować, nie ważne że z rozdziału na rozdział jest coraz gorzej.
Dziękuję czytającym i komentującym, to wam dedykuję ten rozdział.