czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 22

Tom cały czas się na mnie patrzył. Wydawało mi się że czeka na jakiś ogromny wybuch złości, czy żalu. Jadnak do żadnego z nich nie dochodziło. Mimo tego, że byłam zła. Po raz pierwszy chyba nie miałam ochoty rozpłakać się i wybiec, jak najszybciej. Wszystko było wręcz przeciwnie byłam dziwnie opanowana. Przynajmniej na razie.
-Wybaczysz mu, prawda?- Podniosłam głowę i spojrzałam na chłopaka, który wnikliwie mnie obserwował. Miałam wrażenie, że chcę coś wyczytać z moich gestów. Jednak był bezradny, siedziałam nieruchomo.
-Nie wiem co zrobię- Odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą, ale to najwidoczniej go nie zadowoliło.
-Przecież on cię oszukał, jak możesz być taka głupia?- Miałam dość Toma. Przez ostatnie kilka dni dał mi popalić.
-Powiedz mi więcej oczywistych rzeczy!
-Uspokój się to nie ja ci nazmyślałem.
-Tym razem. Może ci przypomnieć co było wcześniej?- I właśnie zdałam sobie sprawę, że wszyscy cały czas mnie oszukują. Czy naprawdę tak trudno jest być szczerym?
-Jay nie jest dla ciebie.
-Ty tym bardziej- Był on coraz bardziej wściekły, a mi zrobiło się żal. Nie umiem być obojętna na jego starania, po prostu nie umiem.
-Każdy zasługuję na drugą szansę.
-Tom proszę cię...- Tak cholernie trudno było mu czegokolwiek odmówić.
-Ok rób co chcesz, jednak pamiętaj,że zawsze możesz na mnie liczyć- Uśmiechnęłam się i go przytuliłam. Poczułam spokój, że on chcę czegoś więcej. Przyjaźń mu na długo nie wystarczy.- W razie czego mnie wołaj.
Usiadłam i rozmyślałam co powinnam zrobić. Starałam się postawić na miejscu Jaya, jednak coś mi podpowiadało, że nie powinnam go usprawiedliwiać. I wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem hipokrytką. Oczekuję by on był ze mną szczery, a sama nie powiedziałam mu o pocałunku, moim i Toma. Czy to dobry pomysł? Nie wiem, ale na pewno muszę mu wyjawić prawdę. Nie chcę zrobić tego co on. Chociaż może na to już za późno.
Po skrzypiących schodach zeszłam na dół i stanęłam w progu. Widok Jaya przytulającego Annę był dla mnie ciężki. Coś ukuło mnie w serce/ Jednak zacisnęłam ręce w pięść i wydusiłam z siebie zdanie.
-Jay możemy porozmawiać?- Oderwał się od niej i spojrzał pytająco na mnie. Nie wiedział o co chodzi, ale wyglądało na to, że czym prędzej chcę się przekonać więc wstał i oboje poszliśmy do kuchni.
-Co się stało? Mieliśmy ze wszystkim zaczekać do jutra.
-Tak wiem, ja... znaczy, po prostu sama nie byłam z tobą szczera.- Ciężko mi było cokolwiek mówić.
-O czym ty w ogóle gadasz?
-Całowałam się z Tomem.
-CO?!
-Tak właściwie to on pocałował mnie- Miałam nadzieję, że to złagodzi moją sytuację, jednak to nie wyszło. Jay się zdenerwował i to poważnie. Uderzył pięścią w stół, a ja z przerażenia aż podskoczyłam.
-I jakim prawem ty mi robiłaś wyrzuty?!- W tym momencie się go bałam.- Miałaś mi w ogóle zamiar powiedzieć.
-Przecież ci powiedziałam...
-Gdyby ta sytuacja nie wynikłą powiedziałabyś mi?- Nie chciałam już plątać się w kolejnych kłamstwach, chciałam wyjść z nich na prosto.
-Na razie na pewno nie...
-Nie potrzebuję słyszeć więcej. Pamiętasz jak miałaś jeszcze godzinę temu się wyprowadzić?Zrób to.
-Jay ty też nie jesteś bez winy.
-Prawda oszukałem cię, ale odkąd jesteśmy razem skaczę wokół ciebie. Patrzę na twoje chimerki i staram się sprawić ponad wszystko, żeby nie było ci przykro, żebyś była wesoła. A ty co? Jesteś egoistką, jesteś jedną z największych egoistek jakie znam.- Wybiegł z kuchni. Ja zastygłam w swojej pozycji i tylko pojedyncze krople łez spływały po moich policzkach. Pewnie długo bym się nie ruszyła, ale usłyszałam krzyki Jaya i Toma. Chyba zaczęli się bić. Nie zważając na nic pobiegłam na górę. Na korytarzu zobaczyłam jak Siva,Max i Nath za wszelką cenę nie chcą dopuścić do dalszej bójki. Zwabiona okrzykami pojawiła się również Anna.
-Co wy do cholery wyprawiacie!?- Nie wiem skąd znalazłam w sobie na to siłę by krzyczeć, byłam zmęczona.
-Nie ważne- spojrzał się na mnie mój chłopak, albo mój były chłopak.- Ja wychodzę- Wyrwał się Maxowi i zaczął schodzić po schodach. Dziewczyna chciała pójść za nim, ale ten jej powiedział, że ma się od niego odczepić, bo nieważne co się wydarzy oni i tak razem nie będą.
Podbiegłam do Toma. Z jego nosa sączyła się krew. Wyjęłam z kieszeni chusteczkę i starałam się zahamować krwotok.
-Dobra to ktoś ma mi zamiar powiedzieć co się do cholery wydarzyło?- Zapytał się zdenerwowany Siva. Nigdy go nie widziała w takim stanie, na co dzień był bardzo miły i raczej nie wdawał się w konflikty, a teraz kipiał złością.
-Jay dowiedział się, że pocałowałem Olgę?
-Pocałowałeś Olgę?- Z niedowierzaniem wydusił z siebie Max.
-Przecież to przed chwilą powiedziałem.
-Ale jak to?- Zaczął dopytywać się Nath.
-Byłem pijany, ona też. Spokojnie do niczego nie doszło w porę mnie odepchnęła od siebie- Spojrzał się na mnie z ogromnym wyrzutem.
-Ja chyba się będę zbierać- Powiedziałam i starałam się ich wyminąć, ale nie bardzo mi to wyszło.
-Gdzie idziesz?
-Wyprowadzam się, teraz mieszkanie tutaj chyba nie ma sensu.
-Chyba sobie żartujesz- Spojrzał się na mnie mulat.-Dzisiaj już nigdzie nie pójdziesz, wystarczy, że Jay jest poza domem i nie wiemy co się z nim dzieję. Jeżeli jutro wszystko sienie wyjaśni, sam zapewnię ci nocleg poza domem. Dzisiaj już wszyscy powinniśmy iść spać.- Każdy przyznał mu rację. Nie bez powodu był uważany za najbardziej odpowiedzialnego. Po raz pierwszy dostrzegłam w nim władczość, to on sprawiał,że w tym domu wszystko jeszcze się trzymało.
Ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Wiedziałam jednak, że nie zasnę. Jedyne co byłam w stanie zrobić to płakać.
Gdy zaczęło wschodzić słońce wyszłam z łóżka. Poszłam wzięłam prysznic i zarzuciłam na siebie jakieś Jeansy i bluzkę.
-Błagam powiedźcie że Olga wczoraj się nie wyniosła!!!- Usłyszałam na korytarzu donośny głos Jaya.
-Mógłbyś przestać się drzeć.- Odpowiedział mu Max- Pewnie jest w sypialni.
-Właśnie jej nie ma!!!
-Olga!!!- Co go napadło. On naprawdę jest jakiś niezrównoważony, jeżeli chodziło niektóre sprawy. Wyszłam z łazienki i mu się pokazałam, jednak i tak już było za późno bo postawił na nogi cały dom.
- Płakałaś?- Podbiegł do mnie i na siłę przytulił, nie wiedziałam o co mu teraz zupełnie chodzi. Wczoraj był gotowy mnie rozszarpać. Po chwili jednak poczułam zapach alkoholu i jakby trochę to objaśniło mi całą zaistniałą sytuację.
-O co ci chodzi?!-Wyrwałam mu się.
-Wczoraj byłem tym wszystkim zbyt bardzo rozdrażniony, ja wcale tak nie myślę, normalnie nie powiedział bym czegoś takiego. KOCHAM CIĘ!!! JESTEŚ KOBIETĄ MOJEGO ŻYCIA!!! KOCHAM CIĘ, SŁYSZYSZ?
-Tak Jay słyszy, wszyscy słyszą- Wyszedł z pokoju wkurzony Tom.
-Ty to się lepiej nie odzywaj.- Mój chłopak nastawił się w bojowej pozycji. Alkohol sprawił, że wyglądał śmiesznie, jednak to nie zmieniło faktu, że teraz był jeszcze bardziej narwany.
-Jay uspokój się, jesteś pijany choć spać- powiedziałam do niego. Byłam wciąż na niego złai miałam do niego żal.
-Pójdę,ale tylko pod warunkiem, że pójdziesz ze mną.- Zgodziłam się, zaprowadziłam chłopaka d sypialni. Pomogłam mu zdjąć buty i położyć się do łóżka. Chciałam odejść ale on przyciągnął mnie i przytulił.- Zostań- wyszeptał i objął ramieniem. Było mi teraz dobrze. Miałam nadzieję, że to wszystko nie skończy się z jego wytrzeźwieniem.
Po nieprzespanej nocy ta drzemka, a raczej sześciogodzinny sen był dla mnie ukojeniem. Przekręciłam się i spojrzałam się na twarz nieśpiącego już Jaya. Odrobinę się zmieszałam. On to zauważył.
-Przepraszam- powiedział, a ja poczułam ulgę.
-Za co?- Zapytałam się go już delikatnie zdenerwowana.
-Za wszystko,dobrze wiedziałem,że Tom się w tobie dalej kocha i w końcu dojdzie do tej sytuacji, jednak pod wpływem wczorajszych emocji o tym zapomniałem.- On o wszystkim wiedział? To by delikatnie tłumaczyło jego wcześniejsze nastawienie w stosunku do Toma.
-Coś długo zajęło ci dojście do tego, gdzie byłeś? U Anny?- Za facetami chyba nigdy nie nadążę.
-Nie, spotkałem się z kolegą, tak jakby przemówił mi do rozsądku.
-Jay ty chyba jesteś nie poważny, wczoraj nawrzeszczałeś na mnie, pobiłeś Toma, a teraz zachowujesz się jakby nigdy nic się nie stało.
-On akurat sobie zasłużył.- Byłam zmęczona po nieprzespanej nocy, nie miałam ochoty na rozmowę.
-Jay,ja muszę to wszystko przemyśleć.
-Czemu?
-Bo to co wczoraj powiedziałeś było prawdą.
-Byłem zły, roztrzęsiony i jeszcze to całe poronienie. Dajmy sobie jeszcze szansę. Planowaliśmy wspólne mieszkanie, nie zaprzepaszczajmy wszystkiego tylko dlatego, że oboje z nas popełniliśmy niewielki błąd.
-Niech będzie, ale nie możemy doprowadzić do takiej sytuacji drugi raz.
-Oczywiście- pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Nawet nie zdawałam sobie prawy jak mi tego brakowało, jak brakowało mi jego ciepła.
Reszta dnia była dość napięta. Jay i Tom się do siebie nie odzywali. Ja z Tomem poza cześć też zdania nie zamieniliśmy. Każdy dzisiaj żył jakby we swoim świecie, tylko Max starał się nas wszystkich połączyć.
-Pamiętajcie o imprezie u Justina.- przypominał Max- Jutro wylatujemy.
-Ja spasuję- powiedział Tom.
-Dajcie spokój mieliśmy jechać wszyscy.- Chłopak był zawiedziony wszystkim tym co się tutaj dzieje.
-Jakoś dacie sobie radę beze mnie.
-Tom porozmawiajmy- Wstałam od stołu. Chłopak się ucieszył.
-Nie będziesz z nim rozmawiać!- Uniósł się Jay
-Nie zabronisz mi- Spojrzałam się na niego.
-Żebyś wiedziała że tak.- I to było dla mnie ja kubeł zimnej wody.
-Macie rację porozmawiamy w trójkę.
-NIE BĘDĘ Z NIM ROZMAWIAŁ!!!- krzyknęli jednogłośnie.
-Ja w tej chorej atomosferze na pewno nie będę- odpowiedziałam i po chwili w trójkę znaleźliśmy się w jednym pokoju.
-Przepraszam was oboje- zaczęłam pierwsza. Nie czułam się najbardziej winna, ale żaden z nich by się nie odważył.
-Ja też przepraszam, że pocałowałem cię, to był błąd, nie panowałem nad sobą, byłem zraniony po zerwaniu.
-Nic się nie stało- uśmiechnęłam się. Zapanowała cisza. Szturchnęłam Jaya, który jakby dopiero teraz zauważył, że powinien coś powiedzieć.
-Przepraszam, że cię uderzyłem.
-W porządku zasłużyłem.
-Żebyś wiedział.
-Nigdy więcej nie zrobię nic co mogło by zaszkodzić waszemu związkowi.- Kłamał, widziałam to bardzo dokładnie. Jednak Jay się uśmiechnął więc najwyraźniej uwierzył. Mnie nie było tak już łatwo oszukać.
Rozmowa między nimi jeszcze odrobinę trwała, jednak nie wniosła niczego szczególnego.
Wszyscy dzisiaj już zaczęli się pakować. Z nami miała pojechać Nareesha. Nie powiem, ucieszyłam się z tego powodu.
Atmosfera była nadal dość napięta, jednak tym razem udało mi się zasnąć. Jay spał ze mną, nie mogłam dojść co było taką jego nagłą zmianą. Może to ja jestem dziwna. Nie miałam czasu na dalsze rozmyślania, bo odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Rano każdy był zabiegany, wszyscy jedli i pakowali swoje walizki do samochodów w pośpiechu. Wstaliśmy za późno i baliśmy, że spóźnimy się, więc biegiem pognaliśmy na lotnisko. Tam też było niemałe zamieszanie, część lotów odwołali, część przyśpieszyli, a część opóźnili. Był tam tłum ludzi, a obsługi brakowało.
Stanęliśmy pod wyznaczoną bramką. Tyle ludzi było, że nawet dokładnie biletów nie sprawdzali. Usiedliśmy na miejscach wskazanych przez stewardesę. Po pół godzinie wystartowaliśmy i usłyszeliśmy komunikat.
„Witamy w Liniach Lotniczych „Destination”, dziękujemy, że wybraliście właśnie nasze, za około szesnaście godzin wylądujemy w Tokio”
-CO?!- Całą nasza siódemka zareagowała tak samo. Zawołaliśmy stewardesę, ale ona tylko potwierdziła słowa pilota.
-Max idioto jak ty zamawiałeś te bilety? - Spytał się go Jay.
-Dobrze, one są do LA,to my musieliśmy wsiąść do złego samolotu. 
___________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jeżeli was to pocieszy to sprawy wcale tak się nie rozwiązały jak teraz się wydaje. Mi rozdział osobiście nie bardzo się podobał, jednak mam nadzieję, że nie podzielacie mojego zdania.
 Alejandra Shadowhunters- dziękuję za link do twojego opowiadania. Zajrzę tak szybko jak będę mogła. 
Dziękuję za kolejne cztery nominację do  The Versatile Blogger Award.
Łącznie dostałam ich sześć za co bardzo dziękuję, na blogu każdej osoby która mnie nominowała zostawiłam krótkie podziękowania. Nie będę nominowała więcej blogów, ale zostawię jeszcze parę faktów, związanych z moją przygodą z opowiadaniami.
1.Pierwsze opowiadanie które napisałam i opublikowałam w internecie, było o one direction. 
2.Postać Toma jest moją ulubioną postacią w tym opowiadaniu.
3.Toma wzoruję poniekąd na sobie.
4.Olga jest osobą którą byłam jeszcze rok temu i podczas opowiadanie będzie dostała tak jak ja to zrobiłam.
5.Czytając moje poprzednie opowiadanie i to zobaczyłam jak bardzo rozwinęłam się jeżeli chodzi o pisanie.
6.Najczęściej losy bohaterów wymyślam tuż przed snem.
7.Tego rozdziału napisałam cztery wersję i jedyne co miały wspólne to zakończenie.

4 komentarze:

  1. Haha, co za końcówka, będzie się działo!
    Nie ma to jak wsiąść do złego samolotu, haha. Ale oni są zakręceni.
    Kwadrat Olga-Jay-Tom-Anna nadal mnie niebywale interesuje i z niecierpliwością czekam na jego rozwój.
    Pozdrawiam i czekam na więcej :)
    PS. Aż cztery wersje? Kurcze, sporo. Podziwiam Cię, że poświęcasz tyle czasu, by wszystko dopracować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo dzięki :)
    Jestem ciekawa co zrobią w Tokio:d
    Napinkę mieli niemałą. :D
    Czekam na dalsze losy bohaterów :d

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! :* Myślałam, że już Jay i Olga nie mają szans na zbudowanie czego razem i że się rozejdą... Na szczęście się myliłąm :) I ten samolot... Hahahhaha xd Jestem ciekawa jak to wszystko się rozwiąże :3 Do następnego.<3 Gratuluję zasłużonych nominacji. :*

    OdpowiedzUsuń
  4. ŻAL MI CIĘ

    OdpowiedzUsuń