czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 22

Tom cały czas się na mnie patrzył. Wydawało mi się że czeka na jakiś ogromny wybuch złości, czy żalu. Jadnak do żadnego z nich nie dochodziło. Mimo tego, że byłam zła. Po raz pierwszy chyba nie miałam ochoty rozpłakać się i wybiec, jak najszybciej. Wszystko było wręcz przeciwnie byłam dziwnie opanowana. Przynajmniej na razie.
-Wybaczysz mu, prawda?- Podniosłam głowę i spojrzałam na chłopaka, który wnikliwie mnie obserwował. Miałam wrażenie, że chcę coś wyczytać z moich gestów. Jednak był bezradny, siedziałam nieruchomo.
-Nie wiem co zrobię- Odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą, ale to najwidoczniej go nie zadowoliło.
-Przecież on cię oszukał, jak możesz być taka głupia?- Miałam dość Toma. Przez ostatnie kilka dni dał mi popalić.
-Powiedz mi więcej oczywistych rzeczy!
-Uspokój się to nie ja ci nazmyślałem.
-Tym razem. Może ci przypomnieć co było wcześniej?- I właśnie zdałam sobie sprawę, że wszyscy cały czas mnie oszukują. Czy naprawdę tak trudno jest być szczerym?
-Jay nie jest dla ciebie.
-Ty tym bardziej- Był on coraz bardziej wściekły, a mi zrobiło się żal. Nie umiem być obojętna na jego starania, po prostu nie umiem.
-Każdy zasługuję na drugą szansę.
-Tom proszę cię...- Tak cholernie trudno było mu czegokolwiek odmówić.
-Ok rób co chcesz, jednak pamiętaj,że zawsze możesz na mnie liczyć- Uśmiechnęłam się i go przytuliłam. Poczułam spokój, że on chcę czegoś więcej. Przyjaźń mu na długo nie wystarczy.- W razie czego mnie wołaj.
Usiadłam i rozmyślałam co powinnam zrobić. Starałam się postawić na miejscu Jaya, jednak coś mi podpowiadało, że nie powinnam go usprawiedliwiać. I wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem hipokrytką. Oczekuję by on był ze mną szczery, a sama nie powiedziałam mu o pocałunku, moim i Toma. Czy to dobry pomysł? Nie wiem, ale na pewno muszę mu wyjawić prawdę. Nie chcę zrobić tego co on. Chociaż może na to już za późno.
Po skrzypiących schodach zeszłam na dół i stanęłam w progu. Widok Jaya przytulającego Annę był dla mnie ciężki. Coś ukuło mnie w serce/ Jednak zacisnęłam ręce w pięść i wydusiłam z siebie zdanie.
-Jay możemy porozmawiać?- Oderwał się od niej i spojrzał pytająco na mnie. Nie wiedział o co chodzi, ale wyglądało na to, że czym prędzej chcę się przekonać więc wstał i oboje poszliśmy do kuchni.
-Co się stało? Mieliśmy ze wszystkim zaczekać do jutra.
-Tak wiem, ja... znaczy, po prostu sama nie byłam z tobą szczera.- Ciężko mi było cokolwiek mówić.
-O czym ty w ogóle gadasz?
-Całowałam się z Tomem.
-CO?!
-Tak właściwie to on pocałował mnie- Miałam nadzieję, że to złagodzi moją sytuację, jednak to nie wyszło. Jay się zdenerwował i to poważnie. Uderzył pięścią w stół, a ja z przerażenia aż podskoczyłam.
-I jakim prawem ty mi robiłaś wyrzuty?!- W tym momencie się go bałam.- Miałaś mi w ogóle zamiar powiedzieć.
-Przecież ci powiedziałam...
-Gdyby ta sytuacja nie wynikłą powiedziałabyś mi?- Nie chciałam już plątać się w kolejnych kłamstwach, chciałam wyjść z nich na prosto.
-Na razie na pewno nie...
-Nie potrzebuję słyszeć więcej. Pamiętasz jak miałaś jeszcze godzinę temu się wyprowadzić?Zrób to.
-Jay ty też nie jesteś bez winy.
-Prawda oszukałem cię, ale odkąd jesteśmy razem skaczę wokół ciebie. Patrzę na twoje chimerki i staram się sprawić ponad wszystko, żeby nie było ci przykro, żebyś była wesoła. A ty co? Jesteś egoistką, jesteś jedną z największych egoistek jakie znam.- Wybiegł z kuchni. Ja zastygłam w swojej pozycji i tylko pojedyncze krople łez spływały po moich policzkach. Pewnie długo bym się nie ruszyła, ale usłyszałam krzyki Jaya i Toma. Chyba zaczęli się bić. Nie zważając na nic pobiegłam na górę. Na korytarzu zobaczyłam jak Siva,Max i Nath za wszelką cenę nie chcą dopuścić do dalszej bójki. Zwabiona okrzykami pojawiła się również Anna.
-Co wy do cholery wyprawiacie!?- Nie wiem skąd znalazłam w sobie na to siłę by krzyczeć, byłam zmęczona.
-Nie ważne- spojrzał się na mnie mój chłopak, albo mój były chłopak.- Ja wychodzę- Wyrwał się Maxowi i zaczął schodzić po schodach. Dziewczyna chciała pójść za nim, ale ten jej powiedział, że ma się od niego odczepić, bo nieważne co się wydarzy oni i tak razem nie będą.
Podbiegłam do Toma. Z jego nosa sączyła się krew. Wyjęłam z kieszeni chusteczkę i starałam się zahamować krwotok.
-Dobra to ktoś ma mi zamiar powiedzieć co się do cholery wydarzyło?- Zapytał się zdenerwowany Siva. Nigdy go nie widziała w takim stanie, na co dzień był bardzo miły i raczej nie wdawał się w konflikty, a teraz kipiał złością.
-Jay dowiedział się, że pocałowałem Olgę?
-Pocałowałeś Olgę?- Z niedowierzaniem wydusił z siebie Max.
-Przecież to przed chwilą powiedziałem.
-Ale jak to?- Zaczął dopytywać się Nath.
-Byłem pijany, ona też. Spokojnie do niczego nie doszło w porę mnie odepchnęła od siebie- Spojrzał się na mnie z ogromnym wyrzutem.
-Ja chyba się będę zbierać- Powiedziałam i starałam się ich wyminąć, ale nie bardzo mi to wyszło.
-Gdzie idziesz?
-Wyprowadzam się, teraz mieszkanie tutaj chyba nie ma sensu.
-Chyba sobie żartujesz- Spojrzał się na mnie mulat.-Dzisiaj już nigdzie nie pójdziesz, wystarczy, że Jay jest poza domem i nie wiemy co się z nim dzieję. Jeżeli jutro wszystko sienie wyjaśni, sam zapewnię ci nocleg poza domem. Dzisiaj już wszyscy powinniśmy iść spać.- Każdy przyznał mu rację. Nie bez powodu był uważany za najbardziej odpowiedzialnego. Po raz pierwszy dostrzegłam w nim władczość, to on sprawiał,że w tym domu wszystko jeszcze się trzymało.
Ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Wiedziałam jednak, że nie zasnę. Jedyne co byłam w stanie zrobić to płakać.
Gdy zaczęło wschodzić słońce wyszłam z łóżka. Poszłam wzięłam prysznic i zarzuciłam na siebie jakieś Jeansy i bluzkę.
-Błagam powiedźcie że Olga wczoraj się nie wyniosła!!!- Usłyszałam na korytarzu donośny głos Jaya.
-Mógłbyś przestać się drzeć.- Odpowiedział mu Max- Pewnie jest w sypialni.
-Właśnie jej nie ma!!!
-Olga!!!- Co go napadło. On naprawdę jest jakiś niezrównoważony, jeżeli chodziło niektóre sprawy. Wyszłam z łazienki i mu się pokazałam, jednak i tak już było za późno bo postawił na nogi cały dom.
- Płakałaś?- Podbiegł do mnie i na siłę przytulił, nie wiedziałam o co mu teraz zupełnie chodzi. Wczoraj był gotowy mnie rozszarpać. Po chwili jednak poczułam zapach alkoholu i jakby trochę to objaśniło mi całą zaistniałą sytuację.
-O co ci chodzi?!-Wyrwałam mu się.
-Wczoraj byłem tym wszystkim zbyt bardzo rozdrażniony, ja wcale tak nie myślę, normalnie nie powiedział bym czegoś takiego. KOCHAM CIĘ!!! JESTEŚ KOBIETĄ MOJEGO ŻYCIA!!! KOCHAM CIĘ, SŁYSZYSZ?
-Tak Jay słyszy, wszyscy słyszą- Wyszedł z pokoju wkurzony Tom.
-Ty to się lepiej nie odzywaj.- Mój chłopak nastawił się w bojowej pozycji. Alkohol sprawił, że wyglądał śmiesznie, jednak to nie zmieniło faktu, że teraz był jeszcze bardziej narwany.
-Jay uspokój się, jesteś pijany choć spać- powiedziałam do niego. Byłam wciąż na niego złai miałam do niego żal.
-Pójdę,ale tylko pod warunkiem, że pójdziesz ze mną.- Zgodziłam się, zaprowadziłam chłopaka d sypialni. Pomogłam mu zdjąć buty i położyć się do łóżka. Chciałam odejść ale on przyciągnął mnie i przytulił.- Zostań- wyszeptał i objął ramieniem. Było mi teraz dobrze. Miałam nadzieję, że to wszystko nie skończy się z jego wytrzeźwieniem.
Po nieprzespanej nocy ta drzemka, a raczej sześciogodzinny sen był dla mnie ukojeniem. Przekręciłam się i spojrzałam się na twarz nieśpiącego już Jaya. Odrobinę się zmieszałam. On to zauważył.
-Przepraszam- powiedział, a ja poczułam ulgę.
-Za co?- Zapytałam się go już delikatnie zdenerwowana.
-Za wszystko,dobrze wiedziałem,że Tom się w tobie dalej kocha i w końcu dojdzie do tej sytuacji, jednak pod wpływem wczorajszych emocji o tym zapomniałem.- On o wszystkim wiedział? To by delikatnie tłumaczyło jego wcześniejsze nastawienie w stosunku do Toma.
-Coś długo zajęło ci dojście do tego, gdzie byłeś? U Anny?- Za facetami chyba nigdy nie nadążę.
-Nie, spotkałem się z kolegą, tak jakby przemówił mi do rozsądku.
-Jay ty chyba jesteś nie poważny, wczoraj nawrzeszczałeś na mnie, pobiłeś Toma, a teraz zachowujesz się jakby nigdy nic się nie stało.
-On akurat sobie zasłużył.- Byłam zmęczona po nieprzespanej nocy, nie miałam ochoty na rozmowę.
-Jay,ja muszę to wszystko przemyśleć.
-Czemu?
-Bo to co wczoraj powiedziałeś było prawdą.
-Byłem zły, roztrzęsiony i jeszcze to całe poronienie. Dajmy sobie jeszcze szansę. Planowaliśmy wspólne mieszkanie, nie zaprzepaszczajmy wszystkiego tylko dlatego, że oboje z nas popełniliśmy niewielki błąd.
-Niech będzie, ale nie możemy doprowadzić do takiej sytuacji drugi raz.
-Oczywiście- pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Nawet nie zdawałam sobie prawy jak mi tego brakowało, jak brakowało mi jego ciepła.
Reszta dnia była dość napięta. Jay i Tom się do siebie nie odzywali. Ja z Tomem poza cześć też zdania nie zamieniliśmy. Każdy dzisiaj żył jakby we swoim świecie, tylko Max starał się nas wszystkich połączyć.
-Pamiętajcie o imprezie u Justina.- przypominał Max- Jutro wylatujemy.
-Ja spasuję- powiedział Tom.
-Dajcie spokój mieliśmy jechać wszyscy.- Chłopak był zawiedziony wszystkim tym co się tutaj dzieje.
-Jakoś dacie sobie radę beze mnie.
-Tom porozmawiajmy- Wstałam od stołu. Chłopak się ucieszył.
-Nie będziesz z nim rozmawiać!- Uniósł się Jay
-Nie zabronisz mi- Spojrzałam się na niego.
-Żebyś wiedziała że tak.- I to było dla mnie ja kubeł zimnej wody.
-Macie rację porozmawiamy w trójkę.
-NIE BĘDĘ Z NIM ROZMAWIAŁ!!!- krzyknęli jednogłośnie.
-Ja w tej chorej atomosferze na pewno nie będę- odpowiedziałam i po chwili w trójkę znaleźliśmy się w jednym pokoju.
-Przepraszam was oboje- zaczęłam pierwsza. Nie czułam się najbardziej winna, ale żaden z nich by się nie odważył.
-Ja też przepraszam, że pocałowałem cię, to był błąd, nie panowałem nad sobą, byłem zraniony po zerwaniu.
-Nic się nie stało- uśmiechnęłam się. Zapanowała cisza. Szturchnęłam Jaya, który jakby dopiero teraz zauważył, że powinien coś powiedzieć.
-Przepraszam, że cię uderzyłem.
-W porządku zasłużyłem.
-Żebyś wiedział.
-Nigdy więcej nie zrobię nic co mogło by zaszkodzić waszemu związkowi.- Kłamał, widziałam to bardzo dokładnie. Jednak Jay się uśmiechnął więc najwyraźniej uwierzył. Mnie nie było tak już łatwo oszukać.
Rozmowa między nimi jeszcze odrobinę trwała, jednak nie wniosła niczego szczególnego.
Wszyscy dzisiaj już zaczęli się pakować. Z nami miała pojechać Nareesha. Nie powiem, ucieszyłam się z tego powodu.
Atmosfera była nadal dość napięta, jednak tym razem udało mi się zasnąć. Jay spał ze mną, nie mogłam dojść co było taką jego nagłą zmianą. Może to ja jestem dziwna. Nie miałam czasu na dalsze rozmyślania, bo odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Rano każdy był zabiegany, wszyscy jedli i pakowali swoje walizki do samochodów w pośpiechu. Wstaliśmy za późno i baliśmy, że spóźnimy się, więc biegiem pognaliśmy na lotnisko. Tam też było niemałe zamieszanie, część lotów odwołali, część przyśpieszyli, a część opóźnili. Był tam tłum ludzi, a obsługi brakowało.
Stanęliśmy pod wyznaczoną bramką. Tyle ludzi było, że nawet dokładnie biletów nie sprawdzali. Usiedliśmy na miejscach wskazanych przez stewardesę. Po pół godzinie wystartowaliśmy i usłyszeliśmy komunikat.
„Witamy w Liniach Lotniczych „Destination”, dziękujemy, że wybraliście właśnie nasze, za około szesnaście godzin wylądujemy w Tokio”
-CO?!- Całą nasza siódemka zareagowała tak samo. Zawołaliśmy stewardesę, ale ona tylko potwierdziła słowa pilota.
-Max idioto jak ty zamawiałeś te bilety? - Spytał się go Jay.
-Dobrze, one są do LA,to my musieliśmy wsiąść do złego samolotu. 
___________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jeżeli was to pocieszy to sprawy wcale tak się nie rozwiązały jak teraz się wydaje. Mi rozdział osobiście nie bardzo się podobał, jednak mam nadzieję, że nie podzielacie mojego zdania.
 Alejandra Shadowhunters- dziękuję za link do twojego opowiadania. Zajrzę tak szybko jak będę mogła. 
Dziękuję za kolejne cztery nominację do  The Versatile Blogger Award.
Łącznie dostałam ich sześć za co bardzo dziękuję, na blogu każdej osoby która mnie nominowała zostawiłam krótkie podziękowania. Nie będę nominowała więcej blogów, ale zostawię jeszcze parę faktów, związanych z moją przygodą z opowiadaniami.
1.Pierwsze opowiadanie które napisałam i opublikowałam w internecie, było o one direction. 
2.Postać Toma jest moją ulubioną postacią w tym opowiadaniu.
3.Toma wzoruję poniekąd na sobie.
4.Olga jest osobą którą byłam jeszcze rok temu i podczas opowiadanie będzie dostała tak jak ja to zrobiłam.
5.Czytając moje poprzednie opowiadanie i to zobaczyłam jak bardzo rozwinęłam się jeżeli chodzi o pisanie.
6.Najczęściej losy bohaterów wymyślam tuż przed snem.
7.Tego rozdziału napisałam cztery wersję i jedyne co miały wspólne to zakończenie.

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 21


Rozdział 20 cz. 2 jeżeli ktoś nie czytał zapraszam http://mojahistoriathewanted.blogspot.com/2013/02/rozdzia-20-cd-oczemi-toma.html
**********************************************************************
Skończyliśmy z Jayem właśnie oglądać trzecie mieszkanie, które najbardziej nam się podobało dlatego postanowiliśmy kupić właśnie je. Miało ono trzy sypialnie, kuchnię otwartą na salon oraz jadalnie i dwie łazienki. Całe wnętrze było już odnowione. Na ścianach przeważał kolor biały, ale gdzieniegdzie wzorki namalowane kolorem złotym sprawiły, że wnętrze nie wydawało się nudne. Zostało nam jedynie dokupić meble, ale mój chłopak zaoferował się że to zrobi mi niespodziankę i sam wszystko wybierze.
Gdy Jay podpisywał wszystkie papierki wróciliśmy do jeszcze naszego domu. Ekipa sprzątająca jeszcze walczyła tam ze skutkami imprezy, ale i tak wszystko wyglądał ze sto razy lepiej.
-Cześć!- Krzyknął uradowany Max gdy tylko przekroczyliśmy próg.
-Co ty taki wesoły?- Zapytał się mój chłopak, a ja stałam i patrzyłam się na uradowanego chłopaka.
-Nie zgadniecie gdzie zostaliśmy zaproszeni na imprezę sylwestrową?
-Skoro nie zgadniemy to może nam powiesz?
-Nie umiesz się bawić. Sylwestra spędzimy na prywatnej imprezie Justina Biebera!!!
-I to jest takie niesamowite?
-A dzie ta impreza będzie?
-W Ameryce.
-Czy ty mi mówisz, że mamy polecieć do stanów tylko po to, żeby pobawić się na imprezie Justina Biebera.
-No tak.- Chłopak wyglądał na lekko zdezorientowanego.
-Chyba ci przygrzało.- Szczerze to miałam nadzieję, że Jay zgodzi się na tą imprezę, chciałam poznać kilka sławnych osób, których jestem fanką, bo na pewno będzie tam cała masa cele brytów.
-A ty Olga chcesz iść?-Spojrzał się na mnie chłopak.
-Nie, znaczy ja bym poszła...
-Nie myślałem, że będziesz chciała iść.- Spojrzał się na mnie Jay.
-No chcę,może być ciekawie.
-Dobra w takim razie sytuacja wygląda inaczej, ja się na tę imprezę piszę.- Max ucieszył się jak dziecko i poszedł, a my udaliśmy się do naszego pokoju.
-Takei imprezy są w twoim stylu, na przedwczorajszej dobrze się nie bawiłaś.- Miał rację, ale tob yło bardziej z winy Toma, którego teraz unikam jak ognia.
-No niby tak, ale w końcu jest sylwester...
-Tak, tak- przerwał mi- przyznaj się, że chcesz poznać Justina.
-OK chcę- Spojrzałam się na niego z miną zbitego szczeniaczka.
-Wiedziałem, ale on i tak nie jest fajniejszy ode mnie, prawda?- Podszedł do mnie i śmiesznie poruszył brwiami.
-Pewnie, nie ma nikogo fajniejszego od ciebie.- Pocałowaliśmy się i zeszliśmy na dół. Usiedliśmy na kanapie obok Natha, który zawzięcie z kimś smsował.
-Z kim tak piszesz.- Zapytałam się chłopaka.
-Z nikim ważnym.- Odpowiedział i nerwowo schował telefon.
-Tsa jasne młody.- Parsknął Jay i zaczęliśmy oglądać jakiś głupi serial, gdy do salonu wpadł Tom.
-Musimy jechać do studia, coś tam się źle nagrało. Po minutach narzekania wszyscy wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do studia. Ja zrobiłam to niechętnie po długiej namowie.
-Dobra wy idźcie już do środka, a ja gdzieś zaparkuję.
-Ok
-Tom, może niech Olga pojedzie z tobą, na wszelki wypadek niech wejdzie tylnym wejściem, żeby ją fanki nie napadły.
-Nie nic...
-To świetny pomysł Jay- Zaczęłam odrobinę panikować. Serce mi przyśpieszyło i chciałam się jakoś wymigać, ale zanim się obejrzałam zostałam z nim sama w samochodzie.
-Unikasz mnie- powiedział po chwili.
-Wcale nie- jak zwykle nie popisałam się moimi zdolnościami do kłamania.
-Jasne...
-Dobra Tom przestań udawać głupiego że nie wiesz o co chodzi!!!
-NO właśnie nie wiem.
-Pocałowaliśmy się, to był błąd, ja kocham Jaya.
-Ale mnie też kochałaś- Właśnie dlatego nie chciałam z nim zostać sam na sam. Wiedziałam, ze tak będzie. Nadmiar śliny zebrał mi się w ustach, dlatego głośno ją przełknęłam. On odebrał to chyba jako zdenerwowanie.
-Tak może i było, do puki nie dowiedziałam się, że masz dziewczynę.
-Nic do mnie nie czujesz?
-Poza sympatią jak do zwykłego przyjaciela nie.- Byłam zdenerwowana, nie chciałam z nim rozmawiać.
-Kłamiesz.
-To twoje zdanie.- Chciałam jak najszybciej wysiąść, ale zrozumiałam wtedy, że on jeździmy w kółko.
-Dokładnie moje i prawdziwe.- Miałam już go dosyć. Naprawdę go lubiłam, ale teraz mnie irytował,nie potrafił odpuścić.
-Zaparkujesz w końcu,czy długo jeszcze będziesz jeździł w kółko?
-Miałem zamiar coś z ciebie wyciągnąć, ale widzę że nie chcesz się poddać.- Weszliśmy do studia i zaczęłam przypatrywać się pracy chłopakom. Nie było to takie łatwe jak się wydawało. Potrafili jedną partię śpiewać po kilkanaście razy.
Później wróciliśmy do domu i zjedliśmy kolację przygotowaną przez Nareeshę, wspaniałą dziewczyna i chyba jedna z niewielu, która mnie lubi.
Do drzwi zadzwonił dzwonek.
-Ja otworzę- zaproponował Max i zniknął nam na chwilę, by potem się pojawić się z Anną, która była zapłakana.
-Czego tu chcesz?- Podniósł się z siedzenia Jay.
-Jay ja straciłam dziecko... straciłam nasze dziecko.- Jego mina po chwili spoważniała. Myślałam, że powie jej, że przykro mu, że straciła dziecko, ale ono nie było jego, jednak nie zrobił tego.
-Jaką mam pewność, że to było moje dziecko?- „CO?!!!” Krzyknęłam w sobie, bo moje ciało nie było w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
-Nie spałam wtedy z nikim innym poza tobą- Teraz ja miałam ochotę się rozpłakać. Jay spojrzał się na mnie gwałtownie, jakby przypomniał sobie, że cały czas tu stoję.
-Olga ja...
-NIE ODZYWAJ SIĘ DO MNIE!!!-Krzyknęłam
-ja...
-CO TY? OKŁAMAŁEŚ MNIE, TY
-Nie chciałem, żeby to tak wyszło...- Nie chciałam słuchać go dalej, ze złością wrzucałam swoje rzeczy do walizki. Łzy lały mi się strumieniami po policzkach.
-Hej spokojnie- Poczułam na plecach czyjąś rękę, a dokładniej rękę Toma. Odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka.
-Wiedziałeś o wszystkim i mi nie powiedziałeś?!
-Oczywiście, że nie, gdybym wiedział jako pierwszy bym przybiegł i wszystko ci wyśpiewał.- Uwierzyłam mu, on nie miał powodów by kłamać. Chciał być ze mną,a to był dobry sposób by podburzyć mój związek z Jayem.
-Muszę się z tond wynieść jak najszybciej...
-Olga proszę posłuchaj mnie...
-Jay nie mam ochoty z tobą rozmawiać- wydusiłam z siebie przez łzy.
-Ale my wtedy nie byliśmy razem.- Odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na niego gniewnie.
-Tu nie chodzi o to, że z nią spałeś, tylko o to, że mnie oszukałeś.
-Myślałem wtedy...- Przerwałam mu,wiedziałam co powinnam odwiedzić, ale te słowa bardzo dużo mnie kosztowały.
-Idź teraz do Anny, straciła dziecko, najprawdopodobniej twoje! Ona cię teraz potrzebuję.
-Nie mam pewności, że to było moje dziecko.
-Jay...
-Olga ja cię kocham- podszedł do mnie i nachalnie pocałował, nie odepchnęła go, ale też nie odwzajemniłam pocałunku.- Skończyłeś już?
-Proszę...- Szepnął a w jego oczach pojawiły się łzy.
-Idź do niej, ja zostanę żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać, ale to już nie dzisiaj.
-Dziękuję- Szepnął i ponownie mnie pocałował. Wyszedł z pokoju a ja ciężko oddychając i płacząc usiadłam.
-Wybaczysz mu?- Zapytał się Tom, który cały czas wszystko obserwował.
-Nie wiem- Stwierdziłam zgodnie z prawdą,bo nie wiedziałam co zrobię.
Przepraszam że taki krótki, następny będzie dłuższy.
Na blogu witam Monę, cieszę się że Ci się podobało, mam nadzieję że tak zostanie. Właśnie tobie dedykuję ten rozdział.

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 20 C.D. Oczami Toma

Rozejrzałem się po naszym salonie w którym była cała masa ludzi.
-Olga słu...- Chciałam jeszcze porozmawiać z dziewczyną, która minutę temu stałą obok mnie. Rozejrzałem się, ale nie odnalazłem jej w tym tłumie ludzi. Zacząłem jej szukać, po chwili zorientowałem się, że nie znam nikogo z tond. Było tu mnóstwo obcych ludzi, którzy demolowali kompletnie nasz dom. Miałem już wracać na górę i poszukać sobie miejsca do spania, gdy zauważyłem ją. Czym prędzej do niej podszedłem i niemalże krzyknąłem.
-Zgubiłaś się? A może pomyliłaś numery domów?- Anna spojrzała się na mnie i zmierzyła wzrokiem.
-Nie twój interes.
-Chyba jednak mój złotko.-Oparłem się o futrynę dając jej tym samym znać, że jej nie przepuszczę.
-Szukam Jaya, albo Olgi.
-Po co?
-Muszę z którymś z tej dwójki porozmawiać.- Miałem jej już powiedzieć, żeby odczepiła się od ich raz na zawsze, ale wtedy olśniło mnie i zrozumiałem, że ona może być całkiem niezłym sojusznikiem.
-Spotykanie się z nimi teraz nie jest najlepszym pomysłem.
-A to niby czemu?
-Bo ja mam dla ciebie lepszą propozycję.
-Ty masz propozycję dla mnie? Nie bądź śmieszny.- Chciała mnie wyminąć, ale złapałem ją za rękę i zatrzymałem.
-Posłuchaj mnie uważnie, bo oboje możemy sobie pomóc.
-Masz minutę.
-O nie ty nie będziesz mi stawiała warunków, pamiętaj że jestem na wyższej pozycji niż ty, jak będę chciał przekonam Olgę i Jaya, że kłamiesz.- Nie wiedziała co odpowiedzieć i tylko stała.- Propozycja jest prosta, ty chcesz Jaya, ja chcę Olgę, możemy sobie nawzajem pomóc.- Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
-Co ta panna ma w sobie że wszyscy biegają za nią jak bezpańskie szczeniaczki?
-To jest akurat proste, jest twoim zupełnym przeciwieństwem.
-Jasne nie musimy być dla siebie mili.- Zabrałem ją do pokoju i zaczęliśmy rozmawiać i dowiadywać się o swoich planach. Jedyne co konkretnego się dowiedziałem to to że jest dwadzieścia procent szans na to, że to dziecko Jaya, a raczej było bo Anna ciąże usunęła.
Przepraszam za długą przerwę, ale awaria sprzętu. To jest taka wstawka, żeby wyjaśnić niektóre sprawy i wtajemniczyć was trochę w to co będzie się działo w następnych rozdziałach. Następny odcinek pojawi się najpóźniej pojutrze, bo mam już go napisanego. :*

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 20

Przewracając się z boku na bok próbowałam zasnąć. Pewnie było by mi łatwiej, gdyby moich myśli nie zaprzątała Anna ze swoim dzieckiem, oraz Eleanor, która nie darzyła mnie zbyt wielką sympatią. Ile ja bym dała, żeby chociaż zapomnieć o tej pierwszej. Jednak coraz bardziej zastanowiłam się nad możliwością tego, że może ona nie kłamie i to dziecko Jaya, ale on przecież by mnie nie okłamał.
Gdy już prawie zasypiałam usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi, kładzie się na łóżko i obejmuje mnie ramieniem. Byłam pewna że to Jay, ale gdy odwróciłam się, nie zobaczyłam mojego chłopaka,tylko jego brata Seana. Wyrwałam się z jego objęcia i wyskoczyłam jak oparzona z łóżka.
-Co ty do jasnej cholery wyprawiasz?!- Zapytałam się oburzona chłopaka.
-Przyszedłem pogadać.
-I dlatego wlazłeś do mojego łóżka.
-To miał być taki bonus dla mnie- Uśmiechnął się zuchwale. Zapaliłam górne światła i usiadłam na fotelu, który stał po drugiej stronie pokoju.
-Fajna babcina piżama- Niby powinnam wiedzieć jak wygląda t w czym śpię, ale odruchowo spojrzałam i miałam na sobie normalny T-shirt i dresy.
-Nie jest babcina- odpowiedziałam.
-Ale jest strasznie cnotliwa, Jaya kręcą takie rzeczy?
-Nie wiem, jego się zapytaj- Z jego twarzy nie znikał uśmiech, który na sto procent nie zwiastował niczego dobrego.- Więc mógłbyś mi zdradzić cel swojej wizyty?
-Przyszedłem pogadać
-Uważam,że są do tego odpowiedniejsze pory...
-Nie przerywaj mi...
-Ej młody co ty tu robisz?-Zapytał się wchodzący Jay.
-Właśnie o tobie rozmawiamy.- Spojrzał podejrzliwie na brata.
-Wyjazd z mojego pokoju.
-Ale nam się tak miło rozmawiało.
-Albo wyjdziesz sam, albo z moją pomocą.- Sean przy wychodzeniu powiedział Jayowi, że jest niewychowanym chamem i zamknął drzwi pokoju.
-Cokolwiek on powiedział zrobił, przepraszam on ma osiemnaście lat, ale to wieczne dziecko, oraz przepraszam za Eleanor, w nią to naprawdę nie mam pojęcia co wstąpiło.- Uśmiechnęłam się sztucznie, a Jay podszedł kucnął i oparł ręce na moich nogach.
-Nic się nie stało...- przerwał mi.
-Nieprawda, zachowują się jak bachory.
-To twoja rodzina, martwią się o ciebie.- Ręką przeczesałam mu włosy.
-Jeżeli cię to pocieszy to moi rodzice i Tom cię lubią- Miał rację, to było dla mnie bardzo pocieszające, bo przynajmniej oni darzyli mnie sympatią.- Idziemy spać?- Kiwnęłam głową i położyliśmy się do łóżka. Jay mnie objął i zaczął namiętnie całować,ale nie tak jak zwykle. Ten pocałunek był przepełniony żarem. Jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele, aż wylądowały pod moją bluzką.
-Przestań- Powiedziałam i się odsunęłam.
-Przepraszam, poniosło mnie- powiedział
-Nie, znaczy...tak, ja po prostu nie chcę tego robić w domu twoich rodziców,z całą rodziną za ścianą.
-Rozumiem- przytulił mnie i zasnęliśmy.
Rano cała męska część rodziny pojechała coś załatwić. A damska wraz ze mną zaczęły przygotowywać jedzenie.
-To nie do pomyślenia, tutaj propagowane są szowinistyczne poglądy.- Zaczęła debatować Eleanor.
-Przestań, wyobraź sobie twój tata z twoimi braćmi gotują. Bądźmy szczerzy, nikt lepiej od nas tego nie zrobi.
-Coś w tym jest- odpowiedziała i podeszła mi pomóc lepić pierogi.
-Olga słuchaj... ja przepraszam poniosło mnie wczoraj, ale uwierz mi Jayowi zdarzyło się przyprowadzić straszę wywłoki do domu i tym razem zbyt surowo oceniłam jego dziewczynę.
-W porządku- uśmiechnęłam się i zaczęłyśmy zawzięcie plotkować.
Czas nam zleciał bardzo szybko i właściwie nie wiedziałam kiedy my to wszystko zrobiłyśmy. Poszłam na górę wykąpałam się, uczesałam i elegancko ubrałam.
-Hej- Powiedział Jay który zakradał się do mnie od tyłu. Gdy się odwróciłam pocałował mnie.
-Hej- odpowiedziałam.
-Ślicznie wyglądasz
-A ty... jesteś spocony i cały ubłocony- Przyjrzałam się chłopakowi, który wyglądał w tym momencie jak siedem nieszczęść.
-Już się szykuję- Zniknął za drzwiami łazienki i zaczął głośno śpiewać przeróbkę kolędy z jakiegoś kabaretu.

-Dashing trough the sand
With a bomb strapped to my back
I have a nasty plan
For Christmas in Iraq

I got through checkpoint A
But not through checkpoint B
That's when I got shot in the ass
By the US military

Ooh
Jingle Bombs
Jingle Bombs
Mine blew up you see
Where are all the virgins that Bin Laden promised me?

Ooh
Jingle Bombs
Jingle Bombs
US soldiers shot me dead
The only thing that I have left is this towel upon my head

I used to be a man
But every time I cough
Thanks to Uncle Sam
My nuts keep falling off

My bombing days are done
I need to find some work
Perhaps it's would be much safer
As a convenient store night clerk

Ooh
Jingle Bombs
Jingle Bombs
I think I got screwed
Don't laugh at me because I'm dead or I kill you- Zaczęłam się z niego śmiać.

-Jesteś idiotą- powiedziałam gdy tylko wyszedł z łazienki.
-Wiem,ale za to twoim- Ponownie mnie pocałował i zaczął zapinać koszulę.
Chwilę później zeszliśmy na dół gdzie już wszyscy w odświętnych strojach na nas czekali.
Podzieliliśmy się opłatkiem i zaczęliśmy świętować. Czas mijał bardzo fajnie, Jay bardzo się cieszył, że zakopałam topór wojenny z Eleanor. W sumie mogę śmiało powiedzieć że to najlepsze święta w moim życiu.
-To teraz czas na prezenty- Krzyknęła Mourieen i wszyscy znaleźli się przy choince, pod którą leżała masa prezentów. Nie czułam się na tyle pewnie, by się z nimi przepychać, więc stałam Tak dopóki nie rzucił mi się napis Olga & Jay. Chwyciłam go i zaczęłam rozpakowywać, przyjrzałam się dokładniej i zobaczyłam tytuł101 sposobów by zadowolić mężczyznę w łóżku”. Oblałam się cała rumieńcem i zrobiłam zażenowana.
-Co tam masz- podszedł mój chłopak i wziął książkę, gdy tytuł zobaczył był chyba nico zmieszany.
-Sean serio?- Domyślił się od kogo ten prezent.
-No co?- Zapytał się zszokowany.- Mam ograniczone fundusze, a tak to zaliczyłem was oboje za jednym razem- puścił oczko do Jaya i do mnie.
-Jakie z ciebie dziecko.
-Jestem w wieku twojej dziewczyny.
-I co z tego?
-To z tego, że jeżeli ja jestem dzieckiem. to ona też, a to oznacza że ty spotykasz się z dzieckiem, więc jesteś pedofilem.
-Dorośnij!!!
-Spokój, albo będziecie się zachowywać, albo oboje pójdziecie spać i w tym roku ominie was tradycja co wigilijnego picie wódki.
-Co?- Spytałam się Eleanor, bo nie wiedziałam za bardzo o co chodzi.
-Odkąd Jay i Tom skończyli siedemnaście lat, co roku w wigilię wszyscy upijają się nieprzytomności.- Dziwny zwyczaj.
Dostrzegłam kolejny prezent. Tym razem było to małe pudełeczko. Gdy je otworzyłam zobaczyłam śliczny złoty wisiorek w kształcie serduszka. Miał wygrawerowane J&O.
-Podoba ci się?- Znowu mój chłopak zakradł się do mnie od tyłu. Tym razem jego ciepły oddech otulił moją szyję przez co na całym ciele pojawiła się gęsia skórka.
-Jest piękny- Odpowiedziałam i pomógł mi go założyć. Dostałam jeszcze czapkę i szalik oraz Titanica na DVD.
Gdy wszyscy już zebrali swoje prezenty wszyscy ponownie siedli przy stole,tylko tym razem z zamiarem picia. Nie wiem czy to jakieś Polskie geny, ale wytrzymałam najdłużej. Co wcale nie oznaczało,że jestem trzeźwa. Wręcz przeciwnie byłam strasznie pijana i nie do końca panowałam nad tym co robię. Dałam radę jednak część z nich odprowadzić do pokoi lub ułożyć ich na kanapie. Jay na szczęście nie stawiał zbyt wielkich oporów i po dobroci poszedł ze mną na górę. Od razu jak długi wylądował na łóżku, zdjęłam mu buty i przykryłam go kocem. Sama już się kładłam gdy usłyszałam dzwonienie telefonu. Nie mojego, jednak dźwięk dzwonka irytował mnie na tyle, że postanowiłam odebrać. Wyciągnęłam z jego spodni telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Była to Anna. Tym bardziej chciałam odebrać.
-Halo?
-Kto mówi?- Usłyszałam jej głos w telefonie.
-Olga
-O jak miło, jak pogodziłaś się z tym,że twój chłopak będzie miał dziecko.- Wkurzyła mnie.
-To nie jest jego dziecko.
-Jest
-Nie jest nie spaliście ze sobą.
-Owszem spaliśmy, widziałaś takiego faceta,który oparł by się takiemu ciału?
-Czyli uprawialiście sex...
-Oczywiście, że tak.- Więcej nie potrzebowałam słyszeć. Położyłam głowę na poduszkę i zaczęłam cicho szlochać. „Jutro z nim zerwę” pomyślałam sobie.
Rano jednak nie pamiętałam praktyczni nic z wczoraj od kiedy odeszliśmy od stołu. Głowa bolała mnie niemiłosiernie i cały dom wyglądał jak pobojowisko. Poszłam do łazienki wziąć zimny prysznic, który miał mnie rozbudzić. Udało mi się. Gdy wróciłam do pokoju mój chłopak już nie spał. Tylko siedział i trzymał się za głowę. Oboje nie byliśmy w nastroju do rozmowy. Zeszłam po cichu na dół i zaparzyłam sobie kawy.
Cała reszta dnia polegała na posiadaniu kaca wspólnie. Wszyscy w dresach przed telewizorem oglądali różne cnotliwe filmy.
Następnego dnia z Jayem wyjeżdżaliśmy w południe. Zaczęliśmy już wcześniej przeglądać oferty mieszkań i kilka na obrzeżach Londynu zwróciło naszą uwagę. Wpakowaliśmy walizki do bagażnika.
-Odwiedźcie nas niebawem!- Pożegnaniom nie było końca jednak w końcu znaleźliśmy się w drodze do Naszego miasta.
-Jak ci się podobało?- Spytał się mnie.
-Było bardzo miło.- Podczas drogi udało mi się zasnąć. Gdy dojechaliśmy pod dom zostałam obudzona przez nikogo innego jak Toma.
-Wstawaj Olga!!!- Krzyknął i wziął mnie na ręce. Zaspana nie bardzo orientowałam się o co chodzi i trochę się przeraziłam.
-Co wy wyprawiacie?
-Jak to co? Imprezę pożegnalną, trzeba opić wspólne mieszkanie .- I tak dałam się wkręcić w przygotowywanie imprezy, której skutki były nie za wesołe.
Z Nareeshą zaczęłyśmy przygotowywać jedzenie. Znowu wywiało mnie do kuchni. Chłopaki ustawiali stoły bo do domu miało przyjść więcej gości.
Po jakiejś godzinie dom był gotowy i rozsiedliśmy się na kanapie w salonie. Długo nie musieliśmy czekać, niedługo potem zaczęli się zjawiać dziwni ludzie, których znikąd nie kojarzyłam. Nawet nie dałam rady zapamiętać ich imion.
-Hej Olga, to jest moja przyjaciółka Victoria.- Podałam rękę dziewczynie którą już kiedyś widziałam w tym domu. Czyżby ta przyjaciółka,to coś więcej niż przyjaciółka. Nie miałam czasu zagłębiać się w ten ten temat bo co chwilka ktoś coś ode mnie chciał. W końcu skończyło się na tym,że wylądowałam w pokoju z samym Tomem. Wręczył mi jedno piwo i usiadł ze mną.
-Jak święta?
-Dobrze- Odpowiedziałam, spojrzałam się na niego, było widać że coś go trapi- Tom coś się stało?
-To co zwykle, Kelsey
-Skoro ona cię tak rani to czemu z nią nie zerwiesz?
-Właściwe to wczoraj ona zerwała ze mną.- Po jego policzka zaczęły spływać łzy.
-Przykro mi, ona nie była ciebie warta- Przytuliłam się do chłopaka i wtedy nasze twarze znalazły się niebezpiecznie blisko i się pocałowaliśmy. Chwilę mi zajęło zanim oprzytomniałam i oderwałam się od niego.
-Tom my nie możemy.
-Wiem, ja po prostu sam już nie wiem co robię i co czuję. Raz kocham Kelsey a następnym razem na twój widok moje serce przyśpiesza. Jesteś wspaniała żałuję że wtedy to spieprzyłem.- Nie wiedziałam jak na to zareagować.- Nie mogę nic zrobić, jesteś przecież dziewczyną mojego przyjaciela.
-Może lepiej będzie jak już pójdę.- Chciałam wstać ale on złapał mnie za rękę i mi to uniemożliwił.
-Nie, zostań.- Wiedziałam że to błąd, ale zrobiłam to. Siedziałam z nim w ciszy przez jakąś godzinę, aż nie przerwał nam pijany Nath, który wbiegł do pokoju i rzucił się na łóżko.
-Nath co ty robisz w moim pokoju?- Zapytał się chłopak.
-Siku...
-Co?
-Robię siku- Na minie młodego, było widać ulgę a na naszej na sto procent zniesmaczenie.
-Zsikałeś się w moje łóżko?!- Tom się poderwał, był zły. Ale nie na Natha tylko tak ogólnie, a teraz szukał zaczepki.
-Daj spokój zostaw go jest pijany.- Odciągnęłam go od niego i poszliśmy do salonu. Tam w najlepsze trwała impreza.
Zauważyłam że poznikało połowę obrazów i innych rzeczy. No tak zrobili imprezę chyba po to by się pozbyć gratów i nie mieć problemów z ich podzieleniem. Całe towarzystwo było pijane, a ja trzeźwa starałam się wszystkich ogarnąć.
*******
Kolejny rozdział. Nie wyszedł mi najlepiej, ale nie miałam weny. Wraca mój ulubiony trójkącik Tom, Jay i Olga. Obiecuję że będzie się działo.
Mam 5500 wyświetleń bloga za co z całego serca dziękuję :) <3

środa, 6 lutego 2013

Rozdział 19

Dzisiaj zespół The Wanted miał koncert. Chłopcy upierali się żebym pojechała z nimi, jednak wmówiłam im że dzisiaj nie czuję się najlepiej i w ostateczności zostałam w domu. Jednak prawdziwym powodem, który sprawił ze nie miałam ochoty jechać z nimi, były fanki gotowe mnie zabić.
Jako że mieli wrócić około północy, a była dopiero czternasta miałam sporo wolnego czasu dla siebie.
Zaczęłam od długiej kąpieli,ich wanna była tak duża, że zmieściły by tam się ze trzy osoby, a w tej chwili miałam ją tylko dla siebie. Po godzinie wytarłam się, ubrałam w wygodny dres i związałam mokre włosy w niesfornego koka.
Gdy posprzątałam po sobie zeszłam na dół pooglądać telewizję. Nie było nic ciekawego więc wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Josha, u którego na szczęście okazało się że jest wszystko w porządku. Ma nawet nową dziewczynę Vanessę Hudgens. Rozmawialiśmy jeszcze przez pewien czas o różnych pierdołach, a potem pożegnaliśmy się i zadeklarowaliśmy że po nowym roku koniecznie musimy się spotkać.
Siedziałam sobie dalej na kanapie, aż w pewnym momencie telewizja zaczęła mnie denerwować, więc najzwyczajniej w świecie ją wyłączyłam i wtedy usłyszałam piski. Dźwięk dochodził jakby z zewnątrz. Podeszłam do okna by sprawdzić co się dzieję i wtedy zobaczyłam tłum rozwrzeszczanych fanek.
Nie wiedziałam jak na to zareagować, więc tylko upewniłam się że drzwi są zamknięte. I poszłam na górę czekać na chłopaków.
- No nie kurwa znowu!!!- Usłyszałam głos Maxa na dole i zbiegłam tam tak szybko jak tylko mogłam. Gdy ich zobaczyłam, chciało mi się śmiać, ale jednocześnie im współczułam. Każdy z nich miał szminkę na twarzy, ubrania mieli całe poszarpane i z głowy pewnie trochę włosów im ubyło.
-Musimy znów się przeprowadzić!- Powiedział Jay, który cmoknął mnie na powitanie.
-Jak całujesz swoją dziewczynę, to bądź pewny że resztki szminki innej nie jest na twojej twarzy- Tylko on roześmiał się na swoje słowa, cała reszta byłą zbyt zmęczona i przejęta powagą całej sytuacji.
-Może nowy dom załatwimy już po świętach, bo za dwa dni większość z nas wyjeżdża i nie ma sensu brać się za to teraz...
-Tak właściwie to mam inny pomysł...-zaczął Siva- Ja z Nareeshą chlelibyśmy zamieszkać razem, Tom z Kelsey też, Olga już mieszka z Jayem w jednym pokoju. Myślę że to jest właściwy moment by wszyscy zamieszkali osobno.- Każdy zaczął dogłębnie zastanawiać się nad jego słowami. Ja od razu przyznałam mu rację, znaczy ja ich uwielbiam i wiadomo że będzie mi przykro że nie będziemy już mieszkać razem, ale Tom będzie miał dziecko, a coś czuję że Siva się niebawem oświadczy, więc lepiej będzie jak się rozejdziemy.
-Wydaje mi się że to odpowiednia chwila na takie posunięcie- poparł go Tom. Cała reszta później dała się przekonać, najmniej zadowolony tym pomysłem wydawał się Nath, który zdenerwowany udał się na górę.
-Ja z nim pogadam- zaoferował się Max.
-Po co? Żeby go bardziej zirytować ty łysy bez-taktowny idioto.- Max spojrzał się na Parkera i spiorunował go wzrokiem, tamtemu zrobiło się głupio bo najwidoczniej to miał być żart. Nie chciało mi się słuchać dalszej kutni, więc odeszłam od nich i poszłam do pokoju Nathana.
Zapukałam, ale nie usłyszałam słów na które liczyłam.
-Nie chcę z nikim gadać.- Przez myśl przeszło mi żeby odejść, ale ostatecznie postanowiłam zignorować jego słowa.
-Jesteś ubrany?- Krzyknęłam.
-A co to ma do rzeczy?
-Bo wejdę czy mi pozwolisz, czy nie.- Chwilę później drzwi się otworzył, i gestem ręki pokazał mi że mogę wejść.- To powiesz mi po dobroci co się stało, czy będę musiała to z ciebie wydusić?- Usiadłam na fotelu i założyłam nogę na nogę w geście, że tak łatwo nie odpuszczę.
-Oj nic...to takie moje widzimisię...- Nastał chwila ciszy. Wiedziałam że on zaraz się wygada. Z nudów zaczęłam oglądać sobie paznokcie, aż w końcu odważył się przemówić- Boję się po prostu mieszkać sam.
-Nathan Sykes się czegoś boi?- zaśmiałam się, ale szybko skarciłam sama siebie za to co zrobiłam.
-To będzie już taki poważny krok w dorosłość, gdy wyprowadziłem się od mamy był luz bo wiedziałem, że zamieszkam z chłopakami, a teraz... teraz czuje się jakbym naprawdę musiał dorosnąć.-W pewnym sensie wiedziałam o co mu chodzi, ale nie byłam pewna jak powinnam mu doradzić.
-Na pewno dasz sobie radę- wow, jesteś genialna, normalnie wysiliłaś wszystkie swoje szare komórki żeby wymyślić taką odpowiedź.- Jedziecie potem do Ameryki, nagrywacie płytę, i tak więcej cię w tym domu nie będzie, jak będziesz.
-Wiem, ale chodzi o sam fakt- Wydał się być już spokojniejszy.
-W razie czego możesz zawsze wbić się do kogoś do domu pod pretekstem pogaduch i picia.- Posłałam mu szeroki uśmiech.
-Wiesz co? Teraz się nie dziwię że Jay cię kocha, nie mogę uwierzyć że na początku tak cię nie lubiłem.- Ta informacja byłą dla mnie nowością, pomijając fakt że zrobiło mi się odrobinę przykro i niestety dałam to po sobie poznać.- Sorry Olga ja nie chciałem...
-Jakoś przeżyję ten fakt, ważne że się teraz lubimy.- Uściskaliśmy się i wyszłam z pokoju. Usłyszałam że na dole dalej trwa kutnia, zirytowało mnie. Zeszłam do nich i już w połowie drogi słyszałam:
-Głupi jesteś
-Mądry powiedział
-O co wy się jeszcze kłócicie?-Zapytałam.
-O to który pójdzie do Nathana- Odpowiedział mi mój chłopak, a ja dalej nie mogłam uwierzyć w to co oni wyrabiają.
-Właśnie u niego byłam.
-No tak mi się wydawało, że na chwilę zniknęłaś- powiedział Siva i mnie zignorował.
-Z nim wszystko w porządku, możecie się rozejść- Tym razem się posłuchali i każdy skierował się do swoich pokojów. Szybko się przebrałam i poszłam spać.
Następnego dnia pojechałam z chłopakami do studia. Biedna ekipa sprzątająca miała sporo do roboty, bo chłopcom zachciało się bitwy na jedzenie. Spotkałam tam Nareeshę, nie miałam okazji z nią wcześniej na spokojnie porozmawiać, bo poznałam ją w szpitalu. Na szczęście się obie obdarzyłyśmy się sympatią.
Później z Jayem poszłam kupować prezenty dla jego rodziny, a potem rozłączyliśmy się i kupiliśmy prezenty dla siebie nawzajem.
Wróciliśmy do domu na wieczór, zaczęłam pakować, bo z samego rana wyjeździliśmy. Przed pójściem spać między mną a Jayem rozwinęła się ciekawa konwersacja dotycząca mieszkania.
-Mam nadzieję że chcesz zamieszkać ze mną- spojrzał się na mnie.
-Właściwie to my już mieszkamy razem
-Dobrze, chciałem się tylko upewnić- Obejrzeliśmy jeszcze jakiś głupi serial i wtedy usłyszeliśmy natrętny dzwonek do drzwi, który postawił na nogi cały dom.
-Zignorujcie, to pewnie jakaś fanka- Powiedział Siva, gdy wszyscy wyszli na korytarz.
-Jeżeli tak to pójdźmy otwórzmy dajmy autograf i niech kurwa pozwoli nam spać.- Zostałam zmuszona by zejść z nimi na dół, jednak niechętnie to zrobiłam. Otworzyli drzwi i wszyscy byli zszokowani gdy zobaczyli tam Annę.
-Czego tu chcesz- warknął Jay
-Nie musiałabym przychodzić gdybyś czasem ładował telefon.
-To tak można? Ja ciągle kupowałem nowe- Spojrzała się na niego ze złością.
-Jestem w ciąży
-Gratuluję, przyśle prezent- odpowiedział.
-Jestem w ciąży z tobą- Przecież on mówił ze z nią nie spał, pewnie ona kłamie, albo on.
-Ja wiem że w szkole nie byłaś najlepsza, ale żeby zajść w ciąże trzeba z tym kimś uprawiać sex, no chyba że jesteś wiatropylna.
-To twoje dziecko.
-Nie wydaje mi się- odpowiedział, złapał mnie za rękę i poszedł na górę. Gdy przekroczyliśmy próg naszego pokoju postanowiłam wyjaśnić tą całą sprawę.
-Jay, czy ty z nią spałeś?
-Oczywiście że nie, przecież bym cię nie okłamał, to po prostu jakaś jej głupia zagrywka- Nie byłam co do tego do końca przekonana, ale postanowiłam że mu uwierzę.
Następnego dnia pojechaliśmy do jego rodziców. Droga zajęła nam cztery godziny,podczas niej śmialiśmy się i rozmawialiśmy, ale mimo wszystko atmosfera była napięta.
Zajechaliśmy pod ładny duży dom. Wysiedliśmy z samochodu, Jay wziął walizki i udaliśmy się pod drzwi. Po chwili otworzyła nam zadbana kobieta mniej więcej mojego wzrostu, szczupłą kobieta w krótkich włosach i okularach.
-Witaj kochanie- rzuciła się na syna i wyściskała go za wszystkie czasy.
-Cześć mamo- odpowiedział i się zaśmiał. Miło mi się zrobiło gdy na nich patrzyłam.
-A ty zapewne jesteś Olga- powiedziała i mnie również uścisnęła, co było dla mnie nie małym szokiem.
-Tak, miło mi panią poznać.
-Jaką panią? Jestem Maureen - Kobieta się uśmiechnęła i zaprowadziła nas do salonu.
-A gdzie reszta?- Zapytał się loczek.
-Pojechali na zakupy, za jakąś godzinkę powinni wrócić, a wy w tym czasie lećcie na górę się rozpakować.- Gdy znaleźliśmy się w jego pokoju byłam w małym szoku. Na ścianach wisiały zdjęcia rożnych popularnych tancerzy, oraz samego tańczącego Jaya.
-Nie mówiłeś że tańczysz
-Bo już nie tańczę- odpowiedział wymijająco. Pooglądałam jeszcze jego stare zdjęcia i pośmiałam się z tego, że prostował włosy.
-Choć zanim przyjadą pokażę ci moją drugą największą miłość- powiedział i pociągnął mnie za rękę na korytarz na końcu którego stało terrarium.
-Co to jest?- Zapytałam się go.
-Moja jaszczurka Tia, -powiedział i wyciągnął zwierze.
-Tia poznaj Olgę- wręczył mi ją na ręce, a ja nie bardzo wiedziałam jak ją trzymać by nie zrobić jej krzywdy, więc komicznie musiało to wyglądać.
-Nie bój się- powiedział do mnie i pogłaskał zwierzę.
-Nie boję się-Zabrał ją a mi ulżyło, przynajmniej miałam pewność że nic jej nie zrobię. Jay pewnie dłużej gadał by ze swoją jaszczurką, ale usłyszeliśmy zamykane drzwi.
-Chodź poznasz resztę mojej rodziny- zeszliśmy na dół i zobaczyłam tam trójkę rodzeństwa i zapewne ojca Jaya.
-Cześć wszystkim- krzyknął i uściskał się z każdym po kolei -To jest Olga, moja dziewczyna
-Wiemy z gazet- powiedział chyba najmłodszy męski członek rodziny.
-Więc ten opryskliwy to jest Sean- podałam rękę chłopakowi.
-To jest mój brat bliźniak Tom- uśmiechnęłam się.
-Tylko uważaj nie pomyl ich w nocy- zaśmiał się tata Jaya. Za tę uwagę od razu go polubiłam.
-To jest mój tata.
-Miło mi wreszcie poznać dziewczynę mojego syna.
-A to moją siostra Eleanor- Dziewczyna chyba z najmniejszym entuzjazmem mnie przyjęła.
Przeszliśmy do salonu i wszyscy usiedliśmy, zaczęła się rozmowa, która w moim odczuciu bardziej wyglądała jak przesłuchanie.
-Jak się poznaliście?- Zapytał się ciekawski młodszy brat Jaya.
-Pracowała przez jakiś czas u nas jako pomoc domowa.
-Sprzątaczka? Nie ma co Jay wysoko mierzysz.- Zaśmiała się Eleanor, a mi zrobiło się przykro.
-Właściwie to jestem dziennikarką- powiedziałam cicho.
-Tak, a w jakiej w jakiej gazecie pracujesz?
-Chwilowo nie pracuję...
-Więc bezrobotna sprzątaczko-dziennikarka, na pewno nie jesteś z moim bratem dla pieniędzy.- Powiedziała sarkastycznie, a mi do oczu podeszły mi łzy i zrobiło mi się strasznie przykro.
-Eleanor!!! Jak ty się zachowujesz!!!- krzyknęła Maureen.
-Prawda zawsze boli- rzuciła dziewczyna i wyszła z salonu.
-Nie przejmuj się nią kochanie- Jay szepnął mi na ucho. Zacisnęłam zęby i tłumiłam w sobie ochotę płaczu. Dalsza rozmowa nie była już tak nie miła, ale ulżyło mi gdy już zaczęliśmy się rozchodzić.
-Słońce jak jesteś zmęczona to idź już na górę, ja napiję się jeszcze piwa z bratem i ojcem
-Oczywiście- Odpowiedziałam i starałam się trafić do pokoju, niestety miałam z tym małe problemy, jednak w końcu mi się udało.
Kolejny rozdział za nami, przepraszam za taką przerwę.
Podłapałam pomysł z innego bloga i po prawej stronie znajdziecie podstronę na której będziecie mogli zadawać pytania bohaterom.
Następny rozdział pojawi się niebawem. :D

niedziela, 3 lutego 2013

The Versatile Blogger Award

Każdy nominowany blogger powinien wykonać kilka rzeczy :
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
- nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.


Dziękuję Jaycee oraz Weronice Sykes za nominację. :D 

7 ujawnionych faktów o mnie:
1.W wieku piętnastu lat byłam w szpitalu psychiatrycznym z powodu anoreksji.
2.Mam słuch absolutny.
3.Umiem grać bardzo dobrze na gitarze, perkusji i uczę się na pianinie.
4.Jestem wegetarianką.
5.Mój ulubiony serial to Dr. House.
6.Na koniec gimnazjum miałam średnią 6.0
7.Chciałabym pojechać do Japonii.

 
Nominuję:
1.http://wanteddirection.blogspot.com
2.http://opowiadanie-o-tw-3.blogspot.com
3.http://niekazdywzyciumusibycszczesliwy.blogspot.com/
4.http://nienawiscvsmilosc.blogspot.com/
5.http://all-that-lives-must-die.blogspot.com/
6.http://myloveisthewanted.blogspot.com/
7.http://sayitontheradio-thewanted.blogspot.com/
8.http://bozycietodrogauslanarozami.blogspot.com/
9.http://thewanted-story.blog.onet.pl/
10.http://thewantedstoryyy.blogspot.com/

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 18

Właśnie podjechaliśmy pod dom. Chłopcy wyjęli moją walizkę i od razu zanieśli do pokoju Jaya. Nie spierałam się że mam swój pokój, tylko udałam się za nimi.
Gdy już ogarnęliśmy wszystko co było związane z moim powrotem, zespół zaczął o czymś zawzięcie dyskutować, a że ja nie byłam w temacie odłączyłam się od nich i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Rozebrałam się i po raz pierwszy od dwóch miesięcy spojrzałam w lustro. Tak jak wcześniej myślałam doszło mi kilka brzydko wyglądających obrażeń. Dodatkowo strasznie schudłam, sporo włosów mi wypadło i pod oczami pojawiły się szare cienie. Odkręciłam wodę i wzięłam długi prysznic. Byłam teraz jeszcze bardziej roztrzęsiona niż wcześniej. Wytarłam się, ubrałam i wróciłam do pokoju, w którym już czekał na mnie Jay.
-Hej, jak się czujesz?- Spojrzałam w jego oczy przepełnione troską, przez dwa miesiące w szpitalu nie opuścił mnie nawet na chwilę, jest kochający i przystojny. Nie mogę go trzymać na siłę, powinien znaleźć sobie dziewczynę, która jest jego warta.
-Ze mną jest już lepiej, ale z nami... myślę że ten związek nie ma sen...
-Nie kończ!!!- Spuściłam w głowę w dół. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy. On szybko na to zareagował, podszedł i zmusił mnie żebym spojrzała mu w oczy.
-Musisz uwierzyć w siebie, kocham cię i dla mnie jesteś ideałem, nie zamienił bym cie na żadną inną dziewczynę.
-Ale ja...
-Shhhhhh...- Przytulił mnie i starał się uspokoić. Mimo wszystko czułam się teraz źle, jednak z każdą sekundą spędzoną z nim było coraz lepiej.
-Kocham cię
-Ja ciebie też- odpowiedziałam. Chwilę jeszcze tak postaliśmy, a później rozbolała mnie głowa i poszłam spać pełna obaw. Niestety miałam do nich pełne prawo, zwolniono mnie z pracy, jedyne co mam w tym momencie to Jay, a przecież i on nie nie jest pewniakiem.
Gdy rano się obudziłam cały dom był pusty. Zaczęłam zwiedzać dom, nie było mnie dwa miesiące, a miałam wrażenie że miną co najmniej rok. Na ladzie w kuchni znalazłam karteczkę z informacją, że pojechali na sesję zdjęciową i wrócą na kolację.
Przygotowałam sobie śniadanie i usiadłam do komputera. Zaczęłam przeglądać różne oferty pracy, lecz nic nie zwróciło mojej uwagi. Gdy to wszystko zaczęło mnie nudzić weszłam na tego całego Twittera. Miałam szczęście że Jay był zalogowany, zaczęłam przeglądać wiadomości co było wielkim błędem, ponieważ co druga wiadomość była o tym ,jaka to ja jestem beznadziejna, oraz o tym jak bardzo nie zasługuję na Jaya.
Z hukiem zamknęłam laptopa. Miałam szczęście że nie rozleciał się na kawałki. Ze złością pobiegłam do pokoju i zaczęłam wrzucać rzeczy do walizki. Nie chciałam tego robić, ale w tej chwili wydawało mi się to właściwe.
-Co ty robisz?- Usłyszałam za sobą kobiecy głos. Odwróciłam się i ujrzałam Kelsey.
-Pakuję się.
-Nie sądzisz że oni zasługują przynajmniej na pożegnanie?
-Sądzę że będzie lepiej, jeżeli z tond zniknę.
-Uwierz mi też to by było na rękę, ale niestety oni cię lubią, wręcz uwielbiają, odkąd się tu pojawiłaś jesteś najważniejsza, a ja zostałam zepchnięta na dalszy plan, a uwierz mi złotko nie bardzo mi ta opcja się podoba.- Wcześniej wydawała się być milsza, jednak w tej chwili miała rację co do jednego, zachowuje się jak rozwydrzony bachor chcąc zostawić bez słowa chłopaków.- A wiesz co, to takie zabawne, że zatrzymuje cię wiedząc że miałaś romans z Tomem.
-Co? Ja w cale nie...- Byłam zdezorientowana. Miałam już serdecznie dość tej głupiej gadki, ale ona ją kontynuowała.
-Oh ucisz się, on jest mój i będziemy mieli dziecko, więc odczep się i zadowól się tym całym swoim Jayem.
-Przecież wy si przyjaźnicie.
-Proszę cię, utrzymuję dobre kontakty ze wszystkimi tutaj.
-Jak możesz być taką żmiją?
-Każdy orze jak może, ty wcale nie jesteś lepsza.
-Ja nie wmawiam Jayowi że jestem z nim w ciąży a tak naprawdę to dziecko kogo innego.
-Skąd ty to...- Wyglądała na nieźle zszokowaną.
-Od Toma, wyobraź sobie że mimo to że to wszytko wie, to cię nie zostawił!- Zaczęłam krzyczeć, była w takim szoku, że po prostu odwróciła się i wyszła.
Uspokoiłam się i sprzątnęłam walizkę. Zeszłam na dół do kuchni i szukałam przepisu na jakąś kolację, którą bym była w stanie przygotować. Zdecydowałam się na ryż z kurczakiem i warzywami, oraz wersję wegetariańską z samymi warzywami. Później poszłam do pobliskiego sklepu i dokupiłam potrzebne mi produkty.
Gdy wróciłam wzięłam się za gotowanie, skończyłam akurat gdy chłopcy przyszli.
-Co tak ładnie pachnie?- Usłyszałam na wejściu głos Sivy. Po chwili cała piątka znalazła się w kuchni.
-Uhuhuhu... widzę że moja dziewczyna odkryła w sobie nowe umiejętności- Podszedł i namiętnie mnie pocałował.
-Poczekajcie z tym aż pójdziecie do sypialni, i nie demoralizujcie mnie, niewinnego dziewiętnastolatka, a teraz dajcie jeść bo głodny jestem.-Nałożyłam całej czwórce i Kelsey, która łaskawie zjawiła się na kolacji, ryż z kurczakiem, a sobie i Jayowi z warzywami.
-Czyżby nawrócił cię na wegetarianizm?-Spytał się dociekliwie Tom.
-Poniekąd- Uśmiechnęłam się i zabrałam do jedzenia. Po skończonej kolacji Max z Nathem zaczęli sprzątać, a my udaliśmy się do salonu oglądać telewizję. 
Nie obyło się oczywiście bez wojny na popcorn, oraz kutni między Jayem i Maxem który film jest lepszy. Loczek tradycyjnie upierał się że Avatar jest najlepszy, jednak Max twierdził że Camp Rock bije wszystko inne na głowę. Do tej sprzeczki chciał dołączyć się Siva, przekonując wszystkich że to Faceci w Czerni są najlepsi, jednak nikt go nie słuchał, więc chłopak na chwilę się obraził.
Gdy udało im się dojść do porozumienia Nath stwierdził że potrzeba nam procentów i po chwili wrócił z kilkoma butelkami wódki i wieloma puszkami piwa. Chłopaki zarzucili bardzo szybkie tempo, więc po pół godzinie każdy był już porządnie wstawiony.
-Uważam że zielony bardziej pasuję do oczu Jaya- zaczął wykłócać się Tom.
-Nie, nie, nie, on ma niebieskie oczy więc tylko niebieski wydobędzie z nich prawdziwe piękno- Przekonywał nas Max.
-Ej Siva...- Zwrócił się d niego pół przytomny Nathan.
-Co?
-Mogę otworzyć butelkę piwa twoimi kośćmi policzkowymi.- Chłopak gwałtownie poderwał się z miejsca i zaczął gonić uciekającego Sivę.
-Ani mi się waż.- Biegli po całym domu, byli jednak tak pijani że co pięć metrów się przewracali, niszcząc przy tym wszystko co możliwe.
Po paru kolejnych kieliszkach stwierdziłam ze jestem śpiąca i udałam się do pokoju spać. Rozebrałam się do samej bielizny i oddałam się w objecie Morfeusza.
Rano przebudziłam się i bez otwierania oczu starałam się wygodnie ułożyć. Położyłam głowę na klatce piersiowej Jaya, jednak jego bicie serca w połączeniu z moim bólem głowy dawało niepożądane reakcję więc zmieniłam gwałtownie pozycję i spadłam z łóżka, robiąc przy tym wiele hałasu. Obudziłam loczka który wpatrywał się we mnie jak zahipnotyzowany. Zastanawiałam się dlaczego, a potem zdałam sobie sprawę że jestem w samej bieliźnie.
-Odwróć się!- krzyknęłam do chłopaka i ubrałam się tak szybko, jak tylko to było możliwe.
-Mogę już patrzeć?
-Tak- odpowiedziałam i oblałam się cała rumieńcem.
-Wierz lub nie, ale to było najlepsze lekarstwo na kaca- zrobiło mi się głupio i spiorunowałam go wzrokiem.
-Daj spokój nic wielkiego się nie stało... znaczy jesteś piękna...
-Nie kończ
-Jak chcesz ja mogę ci się pokazać w samej bieliźnie.
-Nie nie trzeba- Byłam tak skrępowana, że bałam się ruszyć, po chwili on zaczął rozumieć całą sytuację.
-Choć jeszcze jest wcześnie, pójdźmy spać- Weszłam do łóżka, on objął mnie ramieniem i niedługo po tym usłyszałam jego chrapanie. Ja już nie zasnęłam byłam zbyt zażenowana.
Gdy się ponownie obudził przebraliśmy się i zeszliśmy na dół. Wzięliśmy się z sprzątanie tego całego bajzlu, który tam panował.
-Zaraz, a tak właściwie to czemu my to sprzątamy?
-Bo pierwsi wstaliśmy- Odpowiedziałam mu niepewnie.
-I co z tego, choć zjemy coś na mieście.- Jak powiedział tak zrobiliśmy i już po chwili zamawialiśmy jedzenie w małej kameralnej restauracji.
-Więc jak się czujesz?
-Nie za bardzo rozumiem o co ci chodzi
-Przedwczoraj wyszłaś ze szpitala, straciłaś pracę, interesuje mnie co się z tobą dzieję.
-Jeżeli chodzi o pracę to nie dziwię się że mnie zwolnili, bo więcej mnie nie było niż tam byłam. A co do reszty to wydaje mi się że jest w porządku.- Uśmiechnęłam się szczerze do niego.
-Cieszę się, że możemy sobie bezgranicznie ufać.- Odwzajemnił uśmiech.
-A ty jak się czujesz?
-Co?
-Jak się czujesz? Cały czas rozmawiamy o mnie a prawie nigdy o tobie.
-Ja się czuję wspaniale i zawsze będę się tak czół gdy będziesz przy mnie.- Wymieniliśmy jeszcze kilka słodkich słówek, i zabraliśmy się za jedzenie, a później poszliśmy na spacer po Londynie.
-A tak właściwie, jakie macie teraz plany jako zespół?
-Aktualnie zostajemy w Londynie, a poza tym za dwa tygodnie święta.
-To fajnie
-A wracając do świąt, to czy chciałabyś spędzić je ze mną i z moją rodziną?- Miałam pewne wątpliwości co do tego pomysłu. Dodatkowo nie chciałam się narzucać.
-Nie chce wam przeszkadzać.
-Żartujesz, moja mama nie może doczekać się aż cię pozna.
-I tak nie mam planów więc jeżeli nikt niema nic przeciwko, to się zgadzam.
-Świetnie nie mogę się doczekać naszych pierwszych wspólnych  świąt.- Pocałował mnie i powolnym krokiem wracaliśmy do domu.
Wróciłam do szpitala :( Chyba nigdy już stamtąd nie wyjdę, znaczy pewnie wyjdę za jakiś miesiąc jak uda im się zwalczyć infekcję która się wdała. Jeżeli nie skomentuję czyjegoś bloga to przepraszam ale mój sypiący się tablet w połączeniu z EDGE nie dają najbardziej wydajnych efektów.
 Pewnie was tym zaszokuję, ale rozdział autentycznie mi się podoba, i mam nadzieję że spodoba się i wam. Drogi anonimie którego komentarz usunęłam ponieważ mnie obrażał wieloma wulgaryzmami skierowanymi w moją stronę, chciałam wytłumaczyć ci że jest to moje opowiadanie i nie układam wszystkiego tak by zgadzało się idealnie z tym co dzieję się w rzeczywistości
. Mam 18 obserwatorów czyli pobiłam swój rekord w ich ilości. Dziękuję wszystkim czytającym i komentującym, nie macie pojęcia ile dla mnie znaczy wasz każdy jeden komentarz.