niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 15



Starłam się uspokoić jednak marnie mi to  wychodziło.
-Chcę zabawy? Będzie ją miał- Powiedziałam sama do siebie. Udawanie twardej dotychczas słabo mi wychodziło, jednak czas najwyższy to zmienić.  Poszłam do łazienki i się wykąpałam. Wysuszyłam włosy i się umalowałam. Założyłam cienkie workowane rajstopy i czarną sukienkę do połowy ud. Dobrałam żółty żakiet, a potem  wskoczyłam w baleriny. Spojrzałam w lustro, zrobiłam ogromny krok bo zaczęłam się sobie podobać. Może moja figura nie była idealna, jednak zmieniłam zdanie o sobie tutaj. Chociaż jednak rzecz wyszła mi tu na dobrze, ich ciągle komplementy sprawiły że w końcu zaczęłam w to wierzyć.
 Przykleiłam sztuczny uśmiech i weszłam ponownie do kuchni. Nie zdziwiłam się że wcale z stamtąd nie wyszli, chciał mi dopiec jednak nie pozwolę poznać po sobie że mnie to boli. Pewna siebie weszłam. Widziałam delikatny szok na twarzy Jaya.
-Coś się stało że tak wybiegłaś?- Zapytała się mnie dziewczyna.
-Musiałam do kogoś zadzwonić- Odpowiedziałam najobojętniej jak umiałam. Na zewnątrz wyglądałam na pewną siebie, jednak w środku płakałam.
-Zapewne do Josha…- Prychną arogancko loczek. Spojrzałam na niego, cały wrzał ze złości.
-Tak do Josha, zamieniliśmy kilka słów i zaprosiłam go do Angli. -Wstałam i zaczęłam robić naleśniki dla wszystkich.
-I co przyjedzie?- Nie potrafiłam odróżnić czy tą wiadomością był bardziej rozłoszczony, czy zasmucony. Było mi cholernie przykro że to przeze mnie jednak wystarczyło jedno spojrzenia na tą pannę, i już ani trochę nie było mi go żal.
-Wsiada w najbliższy samolot i jest- Odpowiedziałam. Resztki sił które we mnie zostały wytężałam teraz na 100%, by nie dać po sobie nic poznać. Było widać ze to mi się udaje. Na moje słowa wkurzony wstał od stołu i poszedł na górę. Niestety jego panna została na dole.
-Posłuchaj mnie laluniu uważnie, odczep się od niego- Powiedziała do mnie. Zszokowało mnie to wydawała się być miła, jednak szybko zrozumiałam jak się co do niej pomyliłam.
-Słucham?
-Zostaw go w spokoju, a ani tobie, ani twojej ślicznej buźce nic się nie stanie.
-Nie rozumiem o co ci chodzi- Oczywiście że wiedziałam. Nie jestem idiotką, jednak nie pozwolę się tak traktować zwykłej lafiryndzie. Nigdy więcej.
-Dobrze rozumiesz, oboje się do siebie ślinicie, ale on jest mój, jasne?
-Tylko że on jest z tobą tylko dlatego że ona dała mu kosza- jakby nigdy nic powiedział Tom który znalazł się nie wiadomo z kąt w kuchni.
-Przepraszam a ty kto do cholery jesteś?- Zatkało mnie, zresztą jego też. No ta cała Anna była bardzo arogancka.
-Od dzisiaj twój najgorszy koszmar- Patrzył się chwilę na nią czekając na jakąś reakcję. Jednak jak przystało na prawdziwą blondynkę, musiała pomyśleć, a w tym czasie mówienie nie wchodziło w grę, przecież nie jest akrobatką.
-Dla mnie jesteś nikim
-A ja myślałem że Tom- Parsknęłam śmiechem i przez przypadek oplułam jego naleśniki. Przez co skrzywił się i zabrał moją porcję.
-Nie mam zamiaru stawać wam na drodze- Uśmiechnęłam się do niej.  Dużo mnie kosztowały te słowa. Do oczu naszły mi łzy. Jednak tym razem się nie rozpłakałam. Nie pozwoliłam sobie na to. Musze być silna.
-Tak będzie lepiej dla ciebie kocmołuchu- Uniosła głowę na znak triumfu i wyszła.
-Wiesz że on sobie z tobą igra- Zwrócił się do mnie.
-Nie sądzę
-Ona jest zupełnym przeciwieństwem ciebie, ty jesteś miła i kochana, a ona… normalnie brak mi słów- Powoli przekonywałam się do Toma coraz bardziej.
-Jestem kochana?- Zapytałam drocząc się.
-Ja się w tobie zakochałem- Odpowiedział. Szybko jednak się otrząsnęłam i postanowiłąm zrobić to samo z nim.
-A co u Kelsey?- Tak, to powinno sprawić że wróci na ziemię.
-Z Nareeshą jest na wakacjach na Barbadosie
-A co z dzieckiem?- Podniosłam szklankę i wzięłam wielki łyk soku pomarańczowego.
-Wszystko było by ok, gdyby nie fakt że ono nie jest moje- I po raz kolejny zawartość mojej buzi wylądowała na podłodze.
-CO?!
-Ciszej, nikomu jeszcze o tym nie mówiłem.- Posmutniał znacznie, było mi go żal.
-Skąd wiesz?
-Jest w czwartym miesiącu ciąży, musiała zajść w nią wtedy kiedy ja cały miesiąc byłem w trasie i się z nią nie widziałem.- Podziwiałam go w tym momencie za to jaki jest silny. Wbrew pozorom on też jest wspaniałym chłopakiem.
-Dlaczego jej nie zostawisz?
-Bo boję się że sobie nie poradzi, znaczy jestem tego pewien. Wtedy kiedy cię pocałowałem już byłem gotów to zrobić, ale… ale jednak nie dałem rady, dodatkowo potem usłyszałem że Jay się w tobie kocha i… i po prostu zrezygnowałem i postawiłem sobie za cel ochronę Kelsey, by nie zrobiła sobie czegoś głupiego- Po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Podeszłam i go przytuliłam.
-Nie wiedziałam, przepraszam za wszystkie oskarżenia które wysłałam w twoim kierunku- Wtulił się we mnie jeszcze bardziej. Dawno nie miałam aż takich wyrzutów sumienia.
-Nie miałaś jak się dowiedzieć, i miałbym prośbę żeby to zostało między nami
-Oczywiście.
Przygotowałam śniadanie dla reszty i zawołam wszystkich. Oczywiście nasza „zakochana para” się nie pojawiła. Dla mnie to było wygodniejsze. Przy stole starałam się chłopków przekonać że nic mi nie jest, a oni są mi obojętni. Wszyscy prócz Toma łatwo to łyknęli.
-Dobra to teraz to posprzątacie, a ja pojadę do redakcji- Oznajmiłam im. Nath miał jakieś obiekcję odnośnie sprzątania, ale zabójcze spojrzenia Max szybko go uciszyło.
-Zawiozę cię- Tom wstał i poszedł po kluczyki. Przystałam na jego propozycję i tym sposobem byłam pół godziny później w biurze.  
Gdy do niego weszłam wszyscy się na mnie patrzyli. Nie wiedzieli co za bardzo mają powiedzieć.
-Olgo witaj- Usłyszałam głos prezesa za sobą. Odwróciłam się i spojrzałam się na potężnego mężczyznę który starał się do mnie uśmiechać, jednak nie był pewien jak zareaguję.
-Dzień dobry- Mój głos drżał, jednak to zignorowałam.
-Pójdziemy do mojego gabinetu wszystko omówić, w porządku?- Kiwnęłam głową n znak że się zgadzam. Udałam się za nim do jego miejsca pracy. –Usiądź- Wskazał ręką fotel. Zajęłam miejsce i nie pewna tego co on zrobi wpatrywałam się w niego.- Więc jeszcze raz w imieniu całej firmy przepraszamy za jednego z naszych pracowników, a raczej za jednego z naszych byłych pracowników.
-Dziękuję- Nie wiedziałam jak się zachować, facet widocznie się stresował rozmową ze mną. W końcu coś nowego.
-W każdy bądź razie, potrzebujemy kogoś kto sprawował by władzę nad stażystami, i od razu pomyślałem o tobie, znaczy pani, a zresztą po co ta sztuczna uprzejmość,  Victor- podniósł się z wielkiego fotela i podał mi rękę.
-Olga- uścisnęłam ją.
-Oczywiście będzie podwyżka i elastyczne godziny pacy, będziesz miała do napisania jeden artykuł do numeru o tematyce dowolnej, no i oczywiście nadzorowanie stażystów co wbrew pozorów jest całkiem łatwe.
-Nie wiem czy jestem gotowa…
-Oczywiście że jesteś, dostaniesz większy gabinet i wyższą pensję, nie przyjmuję odmowy.
-Dobrze, ale co jeżeli nie dam sobie rady?- Byłam odrobinę przerażona, w końcu to ogromna odpowiedzialność.
-Wtedy zawsze możesz przyjść do mnie z pytaniami, to jak podpisujemy nową umowę?- Wahałam się jeszcze chwilę, ale ostatecznie się zgodziłam.
Chwilę zajęło nam przygotowanie wszystkich papierków, a gdy spojrzałam na moją pensję zatkało mnie.
-Czy tu nie ma błędu?-Zapytałam się z szokowana.
-A co za mało? Tylko tyle mogę dać na start, ale dojdą jeszcze premie, wyna…
-Nie czy to nie za dużo?
-Absolutnie, musimy dbać o naszych pracowników. -O mój Boże, spojrzałam jeszcze raz na kwotę i zobaczyłam tam okrągłe pięć tysięcy funtów. Przyjeżdżając nie spodziewałam się że będę nawet zarabiać połowę tego.- Od jutra zaczynamy, proszę przyjść o której pani wygodnie, pokrzyczeć, popoprawiać i do domu- Uśmiechnęła, podziękowałam i wyszłam .
 Zadzwoniłam po Toma żeby po mnie przyjechał bo umówiłam się że to zrobię i jak skończę pracę. Długo nie musiałam na niego czekać, i z wielkim entuzjazmem wsiadłam do jego samochodu.
-Co się stało? Myślałem że tylko mnie aż tak cieszy moja praca.
-Dostałam awans.
-Pierwszego dnia, brawo- Uśmiechnął się do mnie.- To czym się będziesz teraz zajmować?
-Będę kierować stażystami
-Aha, bardzo się cieszę.
-A wiesz co to oznacza?
-Że zmieniasz gabinet.- Spojrzałam się na niego kpiąco.
-Nie… znaczy to też, ale muszę kupić sobie odpowiednie ubrania.- Rozmarzyłam się, nawet nie wiem kiedy zrobiłam się taką pasjonatką zakupów.
-I pewnie chcesz żebym ci przy nich towarzyszył
-Z ust mi to wyjąłeś.- Całe popołudnie spędziliśmy w sklepach. Kupiłam mnóstwo eleganckich ubrań, a raczej Tom mi kupił bo za każdym razem upierał się że on zapłaci.
-Nie doprowadziłam cię do bankructwa?- Zapytałam się w żartach, gdy usiedliśmy w jakiejś kawiarni.
-Nie prędko zakupami doprowadziła byś mnie do bankructwa, no chyba żebyś chciała kupić wyspę- Siedzieliśmy i się dobrze bawiliśmy. Wróciliśmy na sam wieczór do domu, Wszyscy pytali się nas co robiliśmy itd.
-O widzę że nie tylko za Josha się bierzesz- Usłyszałam głos Jaya.-  A z ciebie Tom fajny przyjaciel, że chcesz puknąć dziewczynę która mi się podoba, albo już ją puknąłeś.
-Zamknij się jesteśmy tylko przyjaciółmi- Warknął Tom
-Jasne, jasne- Podszedł i pchnął Toma- Jesteś zwykłym chujem który ugania się za każda dziewczyną- Tom go uderzył. Rozpoczęła się bójka która została na szczęście szybko przerwana przez Sivę i Maxa
-Jay jesteś idiotą, pocieszyłeś się już po mnie więc pozwól mi robić to co chcę- I wtedy poczułam od niego odór alkoholu i wiedziałam że już nie ma sensu z nim rozmawiać.
 Pobiegłam na górę z płaczem i czekałam na telefon od Josha.
***********
Spieprzyłam rozdział na całej linii. Ale obiecuję że będzie lepiej jak Josh wróci.
Do następnego :*

4 komentarze:

  1. Spieprzyłaś? Co ty, on był cudowny! Znaczy... może powinnam go określić inaczej, bo był bardzo dramatyczny i obfity w akcję, a nie w romantyczne ekscesy. Ale wiesz, o co chodzi. Ta cała Anna działa mi na nerwy, te jej słowa... Dobrze, że Tom jej podciął skrzydełka, ćmie cholernej! No a Jay już od początku zachowywał się niefajnie. Wiadomość o ojcu dziecka Kels mnie rozwaliła na łopatki, ty to potrafisz zaskoczyć. A ta końcówka?! Nie no, Jay. Gdzie się podział ten uroczy chłopak? Szybko pisz ciąg dalszy :*
    Acha, dobrze, że Olga dostała awans, chociaż jakieś plusy w zaistniałej sytuacji :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nie spieprzyłaś ;d przestań :D
    rozdział jak zwykle świetny :D
    Jay, jesteś beznadziejny.
    next :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba rozdział ♥
    Coraz więcej się dzieje. *_*
    Już się nie mogę doczekać, kiedy Josh do Londynu przyjedzie. :D
    Czekam, czekam za następnym ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. zostałaś nominowana ;) http://replace-yourheart.blogspot.com/2013/01/liebster-award.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń