środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 17

Przebudziłam się, poczułam jak Jay odgarnia niesforny kosmyk włosów z mojej twarzy. Uśmiechnęłam się i podniosłam.
-Dzień dobry- poczułam jego usta na swoich.
-Teraz bardzo dobry-  Odpowiedział mi, zaśmiałam się i przytuliłam do niego. Chwilę jeszcze posiedzieliśmy, ale potem oboje musieliśmy iść się wykapać i naszykować do pracy.
Gdy wzięłam prysznic, umalowałam się i ubrałam zeszłam na dół do kuchni, gdzie zastałam Jaya który właśnie szykował śniadanie.
-Pięknie wyglądasz- powiedział, podszedł i delikatnie mnie pocałował.
-Dziękuję, tobie też niczego nie brakuję.- Usiadłam przy stole i po chwili zaczęłam jeść przepyszne gofry.
-Masz dzisiaj jakieś plany?
-Nie, po pracy jestem wolna.
-To fajnie, co powiesz na kolację?
-Oczywiście.
-To wspaniale, bądź gotowa na siódmą.- Pożegnałam się z nim i udałam się na postój taksówek. Pół godziny później byłam już w pracy, jednak nie bardzo mogłam się na niej skupić. Wykonałam tylko i wyłącznie to co było absolutnie konieczne i wróciłam do domu. Zaczęłam się starannie szykować. Wybrałam ładną zieloną sukienkę i czarne dodatki. Włosy zaczesałam w koka i poprawiłam makijaż. Po godzinie skończyłam i spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze całkiem sporo czasu, więc włączyłam komputer i zaczęłam przeglądać jakieś strony, a w między czasie pisałam z Joshem z którym umówiłam się jutro na spotkanie, bo pojutrze już musiał wyjechać.
  Na szczęście czas minął mi szybko i po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć i gdy to zrobiłam ujrzałam loczka w eleganckim garniturze.
-I po raz kolejny muszę powiedzieć dzisiaj że wyglądasz fenomenalnie.
-A ja po raz kolejny muszę przyznać, że ty też.- Pocałowaliśmy się i po chwili znaleźliśmy się przed jego samochodem. Szarmancko otworzył mi drzwi, wsiadłam do pojazdu i pojechaliśmy pod elegancką restaurację.
Gdy do niej weszliśmy zobaczyłam pustą salę i tylko jeden stolik był zastawiony.
-Jesteśmy tu sami?- Spojrzałam się na niego zdziwiona.
-Tak, wynająłem całą salę by mieć pewność, że nikt nam nie przeszkodzi.- Spojrzałam się na niego z miną " nie trzeba było" i usiedliśmy przy stoliku. Jay zamówił jakieś wegetariańskie danie, a ja żeby bardzo nie odstawiać poprosiłam o to samo.
-Jak chcesz możesz zjeść mięso, nie wymagam od ciebie żebyś przeszła na wegetarianizm.- Spojrzałam się w jego piękne błękitne oczy i dojrzałam troskę. To niesamowite że był przede mną tak otwarty że potrafiłam bez rozmowy wiedzieć co on myśli.
-Dzisiaj postawie na zieleninę.- Uśmiechnął się. Zaczęliśmy rozmawiać i żartować. Później kelner przyniósł nam po lampce wina i rozmowa stała się jeszcze bardziej luźna.
-To czy ty Olgo, zgodzisz się zostać moją dziewczyną?
-Nie chcę być bezczelna, ale już za nią się uważałam.
-No i prawidłowo.- Zjedliśmy jeszcze deser i wróciliśmy do domu. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy oglądać telewizję.
-Powinienem podziękować temu Joshowi.- Przerwał chwilę ciszy- W końcu gdyby nie on nie wiadomo czy bylibyśmy parą.
-Tak Josh potrafi załatwić absolutnie wszystko, jutro się z nm spotykam.
-Nie będzie miał nic przeciwko jeżeli pójdę z tobą?
-Na pewno nie.-Siedzieliśmy już w ciszy i oglądaliśmy Avatara, lecz za nim to zrobiliśmy miałam półgodzinny wykład o ty jak mogłam nie oglądać najwspanialszego filmu w dziejach całej ludzkości.
Potem z bardzo ładną dziewczyna do salonu wszedł Nathan.
-Hej- powiedziałam.
-Cześć- odpowiedział zmieszany chłopak-miało was nie być
-Już wróciliśmy, a tak w ogóle to co ty tu robisz z Victorią?- Spytał mój zdezorientowany chłopak,  szturchnęłam go łokciem i miałam nadzieję że załapie o co mi chodzi.
-Jestem Olga- wyciągnęłam rękę do dziewczyny, a ona ją uścisnęła.
-Victoria
-Możecie śmiało tu siedzieć my i tak mieliśmy iść już na górę.- Spojrzałam na Jaya, który chyba dopiero teraz zrozumiał co się święci i poszedł ze mną na górę.
-Momentami jetem taki tępy.
-Zdarza ci się- Powiedziałam o on udał obrażonego i zaczął mnie łaskotać.
-ja ci tu dam.- Tak sie śmiałam ze nie mogłam złapać oddechu- Nie przestanę do puki nie powiesz że jestem mądry.
-Jesteś mądry
-Nie słyszę...- Chciałam żeby role się odwróciły i ja próbowałam go łaskotać, ale on na to nie pozwolił.
-Dobra jesteś mądry.
-Dziękuję- Uniósł wysoko głowę, a ja wybuchłam śmiechem.
Potem siedzieliśmy i kontynuowaliśmy oglądanie filmu. Prawie zasnęłam, ale muzyka do napisów końcowych mnie rozbudziła.
-Pójdę już spać- chciałam się podnieść, ale on mnie zatrzymał.
-Możesz spać tutaj.
-Mam swój pokój, poza tym cały czas jestem w sukience.
-To idź się przebierz i tu wracaj.
-Jay ja... ja nie chcę się śpieszyć- spuściłam głowę w dół.
-Co?... nie o to mi chodziło, ja chcę tylko spać z tobą w jednym łóżku, nic więcej nie musi zajść.- Spokojniejsza już poszłam się przebrać i wróciłam do pokoju mojego chłopaka. Uniósł kołdrę na znak że mam tam wejść. Szybko wskoczyłam i spokojnie zasnęłam.
Dzisiaj była sobota więc spokojnie mogłam sobie dłużej posapać. Gdy się obudziłam obok mnie już Jaya nie było. Zaczęłam rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu gdzie on może być, ale po chwili stał w drzwiach z tacą na którym było śniadanie.
-Witaj księżniczko.- Podszedł postawił tace na szafce nocnej i mnie pocałował.
-Rozpieszczasz mnie- powiedziałam i sięgnęłam po miseczkę z owocami.
-O której idziemy do Josha?
-Jak się ubiorę- powiedziałam i wróciłam do jedzenia. Gdy skończyłam szybko pobiegłam do swojego pokoju i się ubrałam.
Chwilę później byliśmy już w drodze do hotelu w którym zatrzymał się Josh,i w tedy zobaczyłam jasne światła reflektorów i straciłam przytomność.
Obudziło mnie rażące białe światło.
-Tylko nie znowu- chciałam się podnieść jednak nie miałam na to siły.
-Hej Olga nie ruszaj się- Usłyszałam znajomy głos i po chwili przy mnie znalazł się sztab lekarzy.
-Jak się pani czuje?
-Nie wiem...- Nie potrafiłam nic powiedzieć w tej chwili o sobie.moje myśli zaczęły uciekać i nie potrafiłam się na niczym skupić.
Lekarze widząc że nie ma ze mną żadnej gadki zaczęli robić mi różne badania.
-Czy czuję to pani?
-Tak
-Dzięki bogu.
-O co chodzi?
-Chciałbym żeby przy tłumaczeniu pani wszystkiego ktoś był, jest tu pięciu chłopaków i jakaś dziewczyna czy mogą oni wejść?
-Tak- domyśliłam się że chodzi o the wanted- Po chwili wszyscy wdali i zaczęli obsypywać lekarzy milionami pytań, rozpoznałam tam też tą dziewczynę, jak ona miała na imię? A Victoria.
-Proszę się uspokoić i być cicho, zaraz wszystko wyjaśnimy- Spojrzał się w moją stronę- Proszę się przedstawić.
-Jestem Olga Lowe, mam osiemnaście lat i mieszkam z nimi w Londynie.
-Dobrze...- Zaczął kreślić coś na karcie.
-Co ostatnie pani pamięta?
-Jechałam samochodem z moim chłopakiem Jayem i dalej... dalej nic nie pamiętam- Zaczęłam się denerwować i płakać.
-hej nie płacz wszytko będzie dobrze- Loczek złapał mnie za rękę.
-Co się stało?
-Był wypadek, pani poważnie ucierpiała i od miesiąca do dzisiaj znajdowała się w śpiączce. Aktualnie pani stan zdrowia nie wygląda najgorzej, a nasze najgorsze przypuszczenia dotyczące że nie będzie pani mogła chodzić, właśnie zostały rozwiane więc trzeba być dobrej myśli.
-Widać było że wszystkim tam obecnym ułożyło, a ja nie wiedziałam jak się zachować.
Cały dodatkowy miesiąc spędziłam. Najpierw masa badan, potem rehabilitację. Ogólnie mój stan zdrowotny się poprawił.
Jay był cały czas przy mnie, każdego dania przychodził do mnie, czasem zdarzało się nawet że nocował. Byłam mu za to wdzięczna, z resztą cały zespół się o mnie troszczył. Po raz pierwszy poczułam że mam prawdziwych przyjaciół.
Jutro czekał mnie powrót do domu, jednocześnie szczęśliwa i pełna obaw nie mogłam się tego doczekać. 
****
Nie skomentuję tego rozdziału. 

sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 16



Wczoraj niestety nie doczekałam się już na telefon od Josha. Zasnęłam w jakiejś dziwnej pozycji co zaowocowało w dzisiejszy ból karku.
Poszłam wzięłam prysznic i ubrałam się w czarną spódnicę do kolan z wysokim stanem, oraz białą bluzkę pod spód.
Gdy skończyłam się szykować zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i zaczęłam jeść.
-Cześć- Usłyszałam głos Maxa. Odwróciłam się i zobaczyłam go w samych bokserkach.
-Cześć- Poczułam się dość skrępowana ze względu na jego strój, a raczej jego brak.- Nie masz ubrań?
-A co? Krępuje cię moje idealne ciało?- Zaczął się śmiać i naprężył klatę.
-Nie, ale wolę cię ubranego- Odpowiedziałam i wróciłam do jedzenia. Po chwili wszedł Tom, również bez koszulki.
-Hej
-Czy wy do jasnej cholery nie macie ubrań?- Spojrzał się na mnie pytająco, a potem na Maxa.
-Jesteśmy zbyt przystojny i nie może się skupić na niczym innym poza nami.- Spiorunowałam go wzrokiem. Nie zrobiło to na nich jednak najmniejszego wrażenia, bo przez dziesięć minut dyskutowali nad tym, który bardziej na mnie działa.  Ta rozmowa pewnie trwałą by dłużej gdyby nie fakt że udałam się do pracy.
Gdy tylko weszłam dostałam masę papierów do wypełnienia. Musiałam skakać i kontrolować stażystów. Później sprawdzałam ich pracę i załatwiałam dla nich szkolenia. Jednym słowem dawno nie miałam takiego urwania głowy. Zanim się ze wszystkim uwinęłam było już dobrze po dwudziestej. Zgarnęłam kilka swoich rzeczy i chciałam wrócić do domu, jednak wtedy zadzwonił Josh i powiedział ze już jest.
Od razu pojechałam do hotelu w którym się zatrzymał. Zapukałam drzwi i po chwili rzuciłam się na półnagiego Josha.
-Serio? Czy dzisiaj nikt się dzisiaj nie ubiera?- Powiedziałam gdy się od niego odsunęłam.
-Mi też cię miło wreszcie widzieć- Odpowiedział i się uśmiechnął.-Masz wygodniejsze ubrania?- Zapytał się mnie.
-Nie, przyjechałam tu prosto z pracy- Zaczęłam zastanawiać się o co mu chodzi.
-Zejdziemy na dół do butiku i coś ci kupimy.- Stwierdził i sam ubrał się w dresy i luźny T-shirt.
-Co my będziemy robić?
-To taka bardzo skuteczna terapia, sama zobaczysz.- Uśmiechnął się, złapał mnie za rękę i wyciągną z pokoju. Szybko pobiegliśmy do sklepu. Kupił mi dresy, jakąś bluzkę i wygodne buty. Gdy się przebrałam, wsiedliśmy w taksówkę i podjechaliśmy pod jakiś klub sportowy.
-Będziemy ćwiczyć?- Spojrzała się zdziwiona na niego.
-Lepiej- Odpowiedział.
Weszliśmy do środka, Josh zaprowadził nas do jakiejś sali. Zapalił światło a przed nami stały dwa manekiny treningowe.
-Łap- rzucił w moją stronę dwie rękawice bokserskie.
-Uważasz że to mi pomoże?- Kiwną głową. Po chwili oboje jak szaleni zaczęliśmy, wyżywać wszystkie swoje frustracje. Po pół godzinie zmęczeni usiedliśmy na ławce, zaczęłam się śmiać, a Josh zareagował tak samo.
-Mówiłem że to będzie zbawienne, teraz kolacja?
-Jest po dwudziestej drugiej
-I co z tego, nigdy nie jest za późno na jedzenie.
W dresie, cali spoceni i rozczochrani udaliśmy się do eleganckiej restauracji. Miny ludzi były bezcenne, a my jakby nigdy nic siedliśmy sobie przy wyznaczonym stoliku i zamówiliśmy przystawki.
-To opowiadaj co się wydarzyło?- zaczęłam mu streszczać całe moje życie od pobytu w Londynie. Słuchał z wielką uwagą za co byłam mu strasznie wdzięczna.- Wniosek jest jeden ty go kochasz, a on kocha ciebie.
-Teraz jest z nim ta cała Anna.
-Chce wzbudzić w tobie zazdrość i robi to całkiem skutecznie.
-Już sama nie wiem co mam powinnam teraz poczynić.- Spojrzałam się na niego. Zrobiła się strasznie napięta atmosfera, ale wszystko rozładowała siedząca za nami kobieta, która narzekała że turyści teraz to nawet nie wiedzą jak się ubrać.
-Powinnaś z nim porozmawiać.
-Chyba już nie mam na to ochoty.
-To może my spróbujemy wzbudzić w nim jeszcze większą zazdrość- Spojrzałam się na niego pytająco, a chwilę później uśmiechnęłam się. Przystanęliśmy na to oboje. Gdy zjedliśmy wsiadaliśmy do taksówki i pojechaliśmy do mnie. W salonie siedzieli wszyscy łącznie z Anną.
-Cześć
- Hej co ty tu robisz z Joshem Hutchersonem?- Spytał się mnie zdezorientowany Nath.
-Rozumiem że fani- Zaśmiał się uroczo mój towarzysz.
-To jest właśnie ten Josh- Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Chcecie się dołączyć?- Zapytał się Max, na co Jay posłał mu mordercze spojrzenie.
-Chętnie- odpowiedział. Usiedliśmy na kanapie i on objął mnie ramieniem.
 Zaczęliśmy rozmawiać, aż w końcu zaczęło się robić nudno dlatego Nath zareagował.
-Zagrajmy w butelkę- nikt nie odpowiedział wielkim entuzjazmem.
-To gra dla dzieci- Wtrącił Tom.
-Czyli w sam raz dla ciebie- Chłopak zignorował jego zdanie i poszedł p pustą butelkę po coli.- Kręcę pierwszy- Zakręcił i wskazało Sive.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie- odpowiedział pewnie chłopak.
-Pozmywaj po kolacji
-Co? To nie fair- Wszyscy jednak zgodziliśmy się że takie zadanie może być, jednak miał najpierw zakręcić butelką. Wypadło na Annę- Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie
-Zmyj cały makijaż- Ponownie się zaśmialiśmy. Dziewczyna z Sivą zniknęli z salonu. Po chwili ona wróciła wyglądając znacznie gorzej. Była zła widząc naszą reakcję.
-Pewnie zrzuciłaś od razu z dwa kilo- Prychnął Tom, jednak ona szybko spiorunowała go wzrokiem i się zamknął. Po chwili butelka z powrotem zaczęła obracać się na podłodze, na moje nieszczęście wypadło na mnie.
-Pytanie
-Z iloma facetami spałaś?- No tak, mogłam się spodziewać idiotycznego pytania.
-Z żadnym.- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Spojrzałam się na Jaya. Na jego twarzy malowało się coś pomiędzy ulgą a poczuciem winy.- Moja kolej- Wprawiłam butelkę w ruch, a w między czasie dołączył do nas Siva. Wypadło na Josha, byłam nawet z tego zadowolona.
-Wyzwanie
-Rozbierz się do bielizny
-A rano kazałaś nam się ubierać- Strzelił udawanego focha Max.  Po chwili mogliśmy podziwiać bieliznę Josha. Teraz on kręcił i wypadło na Jaya.
-Wyzwanie
-Pocałuj dziewczynę którą kochasz- Czekałam aż Jay pocałuję Annę, ale wtedy on podszedł do mnie i to mnie pocałował. Był to jeden z tych pocałunków które będzie się pamiętać do końca życia.
-Jay!!! Co ty robisz?!- Krzyknęła blondynka, która poderwała się z ziemi.
-Przykro mi, ale nie kocham cię.
-Ale jak to? Po prostu mnie wykorzystywałeś? Pożałujecie tego wszyscy!!!- Krzyknęła i zniknęła za drzwiami. Nie wiedziałam jak mam się teraz zachować, ale wtedy Josh szepnął mi do ucha.
-Nie ma za co, teraz twoja kolej.- Wstał ubrał się i pożegnał. Umówiliśmy że się jeszcze jutro spotkamy.  Odprowadziłam go do drzwi, a gdy wróciłam w salonie został tylko Tom z Maxem.
-Nie spierzecie tylko teraz tego- Powiedział do mnie Tom, a ja poszłam na górę i zapukałam do jego pokoju Jaya.
-Proszę- Nacisnęłam na klamkę i przekroczyłam próg pokoju. Gdy mnie zobaczył podniósł się  z pozycji leżącej i usiadł.
-Hej- powiedziałam i  zajęłam miejsce obok niego. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Moje serce zaczęło szybciej walić- Przykro mi że nie wyszło si z Anna
-A mi nie- Również był skrępowany.
-Słuchaj przepraszam cię
-To ja powinienem cię przeprosić…-  Chciał powiedzieć coś więcej jednak go pocałowałam. Chwilę był zdezorientowany, ale potem odwzajemnił pocałunek.
-Zmieniłaś zadanie?
-Po prostu przestałam się bać swoich uczuć- Przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Nie spałem z Anną- powiedział a ja się dziwnie na niego spojrzałam, jakoś nie chciało mi się wierzyć w jego słowa.
-Ta jasne
-Poważnie, znaczy ona spała tu, ale między nami nic poważniejszego nie zaszło, mówiłem jej że nie chcę się śpieszyć, to miało tylko wzbudzić zazdrość w tobie- Jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
Później włączyliśmy film, i oglądaliśmy go leżąc wtuleni w siebie. W takiej pozycji też zasnęliśmy.
***
Jestem w domu!!! Tak się z tego cieszę, zapomniałam już jak wygląda. Przepraszam za dłuższą przerwę, ale te wszystkie badania zabrały mi większość czasu.
Co do rozdziału postanowiłam zrobić happy.
Mam nadzieję że przypadł wam do gustu.

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 15



Starłam się uspokoić jednak marnie mi to  wychodziło.
-Chcę zabawy? Będzie ją miał- Powiedziałam sama do siebie. Udawanie twardej dotychczas słabo mi wychodziło, jednak czas najwyższy to zmienić.  Poszłam do łazienki i się wykąpałam. Wysuszyłam włosy i się umalowałam. Założyłam cienkie workowane rajstopy i czarną sukienkę do połowy ud. Dobrałam żółty żakiet, a potem  wskoczyłam w baleriny. Spojrzałam w lustro, zrobiłam ogromny krok bo zaczęłam się sobie podobać. Może moja figura nie była idealna, jednak zmieniłam zdanie o sobie tutaj. Chociaż jednak rzecz wyszła mi tu na dobrze, ich ciągle komplementy sprawiły że w końcu zaczęłam w to wierzyć.
 Przykleiłam sztuczny uśmiech i weszłam ponownie do kuchni. Nie zdziwiłam się że wcale z stamtąd nie wyszli, chciał mi dopiec jednak nie pozwolę poznać po sobie że mnie to boli. Pewna siebie weszłam. Widziałam delikatny szok na twarzy Jaya.
-Coś się stało że tak wybiegłaś?- Zapytała się mnie dziewczyna.
-Musiałam do kogoś zadzwonić- Odpowiedziałam najobojętniej jak umiałam. Na zewnątrz wyglądałam na pewną siebie, jednak w środku płakałam.
-Zapewne do Josha…- Prychną arogancko loczek. Spojrzałam na niego, cały wrzał ze złości.
-Tak do Josha, zamieniliśmy kilka słów i zaprosiłam go do Angli. -Wstałam i zaczęłam robić naleśniki dla wszystkich.
-I co przyjedzie?- Nie potrafiłam odróżnić czy tą wiadomością był bardziej rozłoszczony, czy zasmucony. Było mi cholernie przykro że to przeze mnie jednak wystarczyło jedno spojrzenia na tą pannę, i już ani trochę nie było mi go żal.
-Wsiada w najbliższy samolot i jest- Odpowiedziałam. Resztki sił które we mnie zostały wytężałam teraz na 100%, by nie dać po sobie nic poznać. Było widać ze to mi się udaje. Na moje słowa wkurzony wstał od stołu i poszedł na górę. Niestety jego panna została na dole.
-Posłuchaj mnie laluniu uważnie, odczep się od niego- Powiedziała do mnie. Zszokowało mnie to wydawała się być miła, jednak szybko zrozumiałam jak się co do niej pomyliłam.
-Słucham?
-Zostaw go w spokoju, a ani tobie, ani twojej ślicznej buźce nic się nie stanie.
-Nie rozumiem o co ci chodzi- Oczywiście że wiedziałam. Nie jestem idiotką, jednak nie pozwolę się tak traktować zwykłej lafiryndzie. Nigdy więcej.
-Dobrze rozumiesz, oboje się do siebie ślinicie, ale on jest mój, jasne?
-Tylko że on jest z tobą tylko dlatego że ona dała mu kosza- jakby nigdy nic powiedział Tom który znalazł się nie wiadomo z kąt w kuchni.
-Przepraszam a ty kto do cholery jesteś?- Zatkało mnie, zresztą jego też. No ta cała Anna była bardzo arogancka.
-Od dzisiaj twój najgorszy koszmar- Patrzył się chwilę na nią czekając na jakąś reakcję. Jednak jak przystało na prawdziwą blondynkę, musiała pomyśleć, a w tym czasie mówienie nie wchodziło w grę, przecież nie jest akrobatką.
-Dla mnie jesteś nikim
-A ja myślałem że Tom- Parsknęłam śmiechem i przez przypadek oplułam jego naleśniki. Przez co skrzywił się i zabrał moją porcję.
-Nie mam zamiaru stawać wam na drodze- Uśmiechnęłam się do niej.  Dużo mnie kosztowały te słowa. Do oczu naszły mi łzy. Jednak tym razem się nie rozpłakałam. Nie pozwoliłam sobie na to. Musze być silna.
-Tak będzie lepiej dla ciebie kocmołuchu- Uniosła głowę na znak triumfu i wyszła.
-Wiesz że on sobie z tobą igra- Zwrócił się do mnie.
-Nie sądzę
-Ona jest zupełnym przeciwieństwem ciebie, ty jesteś miła i kochana, a ona… normalnie brak mi słów- Powoli przekonywałam się do Toma coraz bardziej.
-Jestem kochana?- Zapytałam drocząc się.
-Ja się w tobie zakochałem- Odpowiedział. Szybko jednak się otrząsnęłam i postanowiłąm zrobić to samo z nim.
-A co u Kelsey?- Tak, to powinno sprawić że wróci na ziemię.
-Z Nareeshą jest na wakacjach na Barbadosie
-A co z dzieckiem?- Podniosłam szklankę i wzięłam wielki łyk soku pomarańczowego.
-Wszystko było by ok, gdyby nie fakt że ono nie jest moje- I po raz kolejny zawartość mojej buzi wylądowała na podłodze.
-CO?!
-Ciszej, nikomu jeszcze o tym nie mówiłem.- Posmutniał znacznie, było mi go żal.
-Skąd wiesz?
-Jest w czwartym miesiącu ciąży, musiała zajść w nią wtedy kiedy ja cały miesiąc byłem w trasie i się z nią nie widziałem.- Podziwiałam go w tym momencie za to jaki jest silny. Wbrew pozorom on też jest wspaniałym chłopakiem.
-Dlaczego jej nie zostawisz?
-Bo boję się że sobie nie poradzi, znaczy jestem tego pewien. Wtedy kiedy cię pocałowałem już byłem gotów to zrobić, ale… ale jednak nie dałem rady, dodatkowo potem usłyszałem że Jay się w tobie kocha i… i po prostu zrezygnowałem i postawiłem sobie za cel ochronę Kelsey, by nie zrobiła sobie czegoś głupiego- Po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Podeszłam i go przytuliłam.
-Nie wiedziałam, przepraszam za wszystkie oskarżenia które wysłałam w twoim kierunku- Wtulił się we mnie jeszcze bardziej. Dawno nie miałam aż takich wyrzutów sumienia.
-Nie miałaś jak się dowiedzieć, i miałbym prośbę żeby to zostało między nami
-Oczywiście.
Przygotowałam śniadanie dla reszty i zawołam wszystkich. Oczywiście nasza „zakochana para” się nie pojawiła. Dla mnie to było wygodniejsze. Przy stole starałam się chłopków przekonać że nic mi nie jest, a oni są mi obojętni. Wszyscy prócz Toma łatwo to łyknęli.
-Dobra to teraz to posprzątacie, a ja pojadę do redakcji- Oznajmiłam im. Nath miał jakieś obiekcję odnośnie sprzątania, ale zabójcze spojrzenia Max szybko go uciszyło.
-Zawiozę cię- Tom wstał i poszedł po kluczyki. Przystałam na jego propozycję i tym sposobem byłam pół godziny później w biurze.  
Gdy do niego weszłam wszyscy się na mnie patrzyli. Nie wiedzieli co za bardzo mają powiedzieć.
-Olgo witaj- Usłyszałam głos prezesa za sobą. Odwróciłam się i spojrzałam się na potężnego mężczyznę który starał się do mnie uśmiechać, jednak nie był pewien jak zareaguję.
-Dzień dobry- Mój głos drżał, jednak to zignorowałam.
-Pójdziemy do mojego gabinetu wszystko omówić, w porządku?- Kiwnęłam głową n znak że się zgadzam. Udałam się za nim do jego miejsca pracy. –Usiądź- Wskazał ręką fotel. Zajęłam miejsce i nie pewna tego co on zrobi wpatrywałam się w niego.- Więc jeszcze raz w imieniu całej firmy przepraszamy za jednego z naszych pracowników, a raczej za jednego z naszych byłych pracowników.
-Dziękuję- Nie wiedziałam jak się zachować, facet widocznie się stresował rozmową ze mną. W końcu coś nowego.
-W każdy bądź razie, potrzebujemy kogoś kto sprawował by władzę nad stażystami, i od razu pomyślałem o tobie, znaczy pani, a zresztą po co ta sztuczna uprzejmość,  Victor- podniósł się z wielkiego fotela i podał mi rękę.
-Olga- uścisnęłam ją.
-Oczywiście będzie podwyżka i elastyczne godziny pacy, będziesz miała do napisania jeden artykuł do numeru o tematyce dowolnej, no i oczywiście nadzorowanie stażystów co wbrew pozorów jest całkiem łatwe.
-Nie wiem czy jestem gotowa…
-Oczywiście że jesteś, dostaniesz większy gabinet i wyższą pensję, nie przyjmuję odmowy.
-Dobrze, ale co jeżeli nie dam sobie rady?- Byłam odrobinę przerażona, w końcu to ogromna odpowiedzialność.
-Wtedy zawsze możesz przyjść do mnie z pytaniami, to jak podpisujemy nową umowę?- Wahałam się jeszcze chwilę, ale ostatecznie się zgodziłam.
Chwilę zajęło nam przygotowanie wszystkich papierków, a gdy spojrzałam na moją pensję zatkało mnie.
-Czy tu nie ma błędu?-Zapytałam się z szokowana.
-A co za mało? Tylko tyle mogę dać na start, ale dojdą jeszcze premie, wyna…
-Nie czy to nie za dużo?
-Absolutnie, musimy dbać o naszych pracowników. -O mój Boże, spojrzałam jeszcze raz na kwotę i zobaczyłam tam okrągłe pięć tysięcy funtów. Przyjeżdżając nie spodziewałam się że będę nawet zarabiać połowę tego.- Od jutra zaczynamy, proszę przyjść o której pani wygodnie, pokrzyczeć, popoprawiać i do domu- Uśmiechnęła, podziękowałam i wyszłam .
 Zadzwoniłam po Toma żeby po mnie przyjechał bo umówiłam się że to zrobię i jak skończę pracę. Długo nie musiałam na niego czekać, i z wielkim entuzjazmem wsiadłam do jego samochodu.
-Co się stało? Myślałem że tylko mnie aż tak cieszy moja praca.
-Dostałam awans.
-Pierwszego dnia, brawo- Uśmiechnął się do mnie.- To czym się będziesz teraz zajmować?
-Będę kierować stażystami
-Aha, bardzo się cieszę.
-A wiesz co to oznacza?
-Że zmieniasz gabinet.- Spojrzałam się na niego kpiąco.
-Nie… znaczy to też, ale muszę kupić sobie odpowiednie ubrania.- Rozmarzyłam się, nawet nie wiem kiedy zrobiłam się taką pasjonatką zakupów.
-I pewnie chcesz żebym ci przy nich towarzyszył
-Z ust mi to wyjąłeś.- Całe popołudnie spędziliśmy w sklepach. Kupiłam mnóstwo eleganckich ubrań, a raczej Tom mi kupił bo za każdym razem upierał się że on zapłaci.
-Nie doprowadziłam cię do bankructwa?- Zapytałam się w żartach, gdy usiedliśmy w jakiejś kawiarni.
-Nie prędko zakupami doprowadziła byś mnie do bankructwa, no chyba żebyś chciała kupić wyspę- Siedzieliśmy i się dobrze bawiliśmy. Wróciliśmy na sam wieczór do domu, Wszyscy pytali się nas co robiliśmy itd.
-O widzę że nie tylko za Josha się bierzesz- Usłyszałam głos Jaya.-  A z ciebie Tom fajny przyjaciel, że chcesz puknąć dziewczynę która mi się podoba, albo już ją puknąłeś.
-Zamknij się jesteśmy tylko przyjaciółmi- Warknął Tom
-Jasne, jasne- Podszedł i pchnął Toma- Jesteś zwykłym chujem który ugania się za każda dziewczyną- Tom go uderzył. Rozpoczęła się bójka która została na szczęście szybko przerwana przez Sivę i Maxa
-Jay jesteś idiotą, pocieszyłeś się już po mnie więc pozwól mi robić to co chcę- I wtedy poczułam od niego odór alkoholu i wiedziałam że już nie ma sensu z nim rozmawiać.
 Pobiegłam na górę z płaczem i czekałam na telefon od Josha.
***********
Spieprzyłam rozdział na całej linii. Ale obiecuję że będzie lepiej jak Josh wróci.
Do następnego :*