sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 10



   Długo nie mogłam zasnąć. Jedyny plusem było to  że mogę spokojnie pomyśleć. Nie mogłam przestać zastanawiać się jak to możliwe, że Dylan to psychol. Przecież on był taki miły i uczynny. Wskazała bym go jako ostatnią osobę zdolną do takiego czynu. Dziwi mnie fakt, czemu nie jestem ani zła, ani przerażona. Miałam wrażenie że to zdarzenie jest mi obojętne. Czyżby te lata w Polsce sprawiły że przygotowałam się na tego typu sytuację? Jedno wiedziałam teraz na pewno, tym razem tego tak  nie zostawię. Zgłoszę próbę gwałtu na policję. Zresztą jestem pewna że Jay nie dopuści żeby uszło mu to na sucho. Właśnie Jay, on jest we mnie zakochany. Ale czy aby na pewno? Sama nie wiem jak chciała bym żeby ta odpowiedź brzmiała. Sama nie wiedziałam co do niego czuję. Tylko jednego byłam pewna w tym momencie, że nie mogę się teraz z nikim spotykać. A już z pewnością nie wtedy kiedy nie jestem pewna swoich uczuć . Nie chcę być taka jak Tom. Zwodzić go, a potem wylać na niego kubeł zimnej wody. Znaczy zawsze pozostaje mi jeszcze jedna opcja, ale nie wydaję mi się żeby tym razem tak łatwo pozwolili mi zniknąć.
   Usłyszałam chrapanie. Spojrzałam na Jaya który spał z głową położoną na moim łóżku. Uśmiechnęłam się na jego widok. Powoli czułam jak odpływam i oddalam się w słodkie objęcia snu.
-Olga, obudź się lekarz przyniósł wypis- Otworzyłam oczy i zobaczyłam Loczka i lekarza.
-Proszę tylko tu podpisać i może się pani zbierać do domu.- Chwyciłam drżącą ręką długopis, i niezdarnie nabazgrałam swoje imię i nazwisko.-Tutaj proszę jeszcze zwolnienie z pracy na najbliższy miesiąc. Powinna pani porządnie odpocząć.- Chwyciłam za kartkę. Szczerze mówiąc cieszyłam się że nie będę musiała pojawiać się tam przez pewien czas.
-Do widzenia, proszę wracać do zdrowia- powiedział i wyszedł.
-Do widzenia.
-Wysłałem chłopaków żeby cię spakowali, i zawieźli rzeczy do nas. A Nathan zaraz powinien zjawić się z rzeczami w które się ubierzesz.- Dopiero po chwili zrozumiałam jego słowa i zdałam sobie sprawę że chcą żebym z powrotem z nimi mieszkała.
-Jak to do was?
-No normalnie, chyba nie myślisz że pozwolimy ci teraz zostać samej?- Spojrzał się na mnie jak na głupią. Ale w sumie mogłam się tego domyślić że będą tego chcieli.
-Ja nie myślę ja to wiem, nie wprowadzam się do was. Dam sobie radę sama.- Starałam się być pewna siebie, lecz wiedziałam że on raczej się na to nie nabierze.
-Nie ma nawet takiej opcji
-Zapominasz że jestem dorosła- Wstałam z miejsca by wyglądać bardziej poważnie jednak nawet z moim metrem siedemdziesiąt pięć, przy nim wyglądałam na mlutką.
-Nie zapominam po prostu się o ciebie martwię
-To może przestań! Nie jestem dzieckiem, doceniam twoją pomoc, ale nie z całym szacunkiem nie muszę cię słuchać, więc albo w tej chwili odwieziecie mnie do MOJEGO domu, albo zadzwonię po taksówkę i sama tam pojadę!- Naprawdę się zdenerwowałam nie chciałam żeby mnie niańczyli. Nie potrzebowałam żyć ze świadomością że jestem ich problemem.
-W takim razie my wprowadzamy się do ciebie- wciąż był spokojny, jakby był przygotowany na moje humorki.
-Tym bardziej nie
-Wybieraj albo pierwsza, albo druga opcja.
-Wybieram trzecią, zamieszkam sama, bo nie mam pięciu lat do jasnej cholery!!!- Byłam na serio zdenerwowana, przestałam lubić jak ktoś mi mówi co mam robić.
-Hej, przyniosłem ci ubrania- powiedział nieśmiało wchodzący Nathan. Chwyciłam ze złością za bluzkę i jeansy i poszłam do łazienki się przebrać. Gdy wyszłam chwyciłam za torbę i chciałam wyjść, ale zatrzymał mnie Jay.
-Gdzie się wybierasz?
-Złapię taksówkę i sama sobie pojadę do domu skoro ty nie chcesz mnie zawieść.- Powiedziałam i po chwili zobaczyłam jak się schyla. Podniósł mnie i przerzucił przez ramię i zaczął wynosić z pokoju. –Puść mnie ty idioto- zaczęłam walić go pięściami po plecach, jednak on nie reagował. Tylko zniósł mnie do samochodu. –Czy ty skretyniałeś do końca?
-Po prostu się o ciebie martwię- powiedział i zamknął drzwi. Gdy Nath wsiadł ruszyliśmy w stronę domu chłopaków. Gdy znaleźliśmy się pod ich domem Jay otworzył mi drzwi i zapytał się- Pójdziesz sama czy tam też mam cię zanieść?
-Odwal się- powiedziałam i wyszłam. Skierowałam się do drzwi i od razu udałam się do salonu w  którym czekałam reszta chłopaków.- Gdzie jest teraz mój pokój?
-A może najpierw cześć
-Dajcie jej spokój na razie, porwaliśmy ją przed chwilą- powiedział Nathan.
-To całkowicie zmienia postać rzeczy- uśmiechnął się do mnie Max- Tam gdzie wtedy słoneczko.
    Bez słowa udałam się do mojego nowego starego pokoju. Położyłam się na łóżko zasnęłam.
Gdy się obudziłam byłam przykryta kocem, a za oknami było już ciemno. Siedziałam bez celu na łóżku i wpatrywałam się bezmyślnie w ścianę. Wiedziałam że oni zrobili to dla mojego dobra, ale nie chciałam żeby narzucali mi swoje zdanie. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę- w progu drzwi stał Nath- Czego chcesz?
-Przyszedłem cię przeprosić, nie powinienem był cię wtedy wyrzucać, to było chamskie i głupie z mojej strony. Mam nadzieję że mi wybaczysz.- Powiedział i usiadł obok mnie.
-Jasne rozumiem co tobą kierowało, nie mam żalu-  zapowiedziałam zgodnie z prawdą nei mogłam go obwiniać za to że martwi się o zespół. Objął mnie ramieniem i powiedział
-Choć na kolację- Wyszłam za nim z pokoju. Gdy on wpadł do kuchni i krzyknął
-DAWAĆ GOFERY!!!
-Nie mówi się gofery tylko gofry- poprawił go Siva
-NIE PIERDOL TYLKO SMARUJ DŹEMOREM- Po raz pierwszy od kilku dni szczerze zaczęłam się śmiać. Później z powrotem wróciłam do pokoju i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. 
***********************************************************************************
Udalo mi się napisać rozdział trochę wcześniej, bo mnie wena naszła (po pewnej dawce alkoholu) ale zawsze. Ponieważ wiem że blogger działa na zasadzie że jak nie masz nic miłego do powiedzenia to nie mów nic więc wiem że niektóre osoby rozczarowałam tamtym rozdziałem. Ten wydaje mi się lepszy i liczę na komentarze zarówno te pozytywne jak i negatywne.
Rozdział dedykuję:
Jaycee i love.
Do następnego :*
P.S  Jaycee ja poprostu wielbię twoje opowiadanie, jest tak genialne że normalnie szok. :*

8 komentarzy:

  1. I się dzieje;)czekam na dalszą część;)Rozdział jest świetny jak każdy;)tak trzymaj;)
    I teraz mam ochotę na "gofery z dźemorem";p coś czuje że moje odchudzanie szlak jasny trafi;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że wróciła do nich :D
    Czekam na next'a :)
    Weny :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie ogrnęłam twoje opo i powiem jedno:
    JEST SUPER!

    Masz super pomysły i ogólnie wszystko jest świetne ;-D

    Dawaj szybko następny, bo nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  4. AAA DZIĘKUJĘ ZA DEDA *.*
    rozdział jak zwykle świetny, uwielbiam twoje opo :)
    next ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak. Cali chłopcy, jak ktoś na coś się już nie zgadza, to siłą ją. ♥
    Ale okok, chcieli dobrze. ^^
    Rozdział bardzo mi się podoba i czekam z niecierpliwością na następny. ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, taki cudowny odcinek dla mnie?! Chyba zmolestuję Cię o adres i wyślę ci flaszkę wina/wódki, skoro wena nachodzi Cię po alkoholu. Głupio to pisać, ale... pij częściej. I pisz częściej! Bo to, że nie komentuję od razu, nie oznacza, że nie czekam z zapartym tchem na ciąg dalszy. Twoje opowiadanie jest moim ulubionym.
    Ale co do odcinka. Wreszcie trochę promyków słońca. Akcja z porwaniem - bezbłędna. Uśmiałam się. Dodatkowo Nath zaplusował, już miałam pisać, że najpierw ją wywalił, a potem taki nadgorliwy, ale wyjaśnili sobie wszystko.
    Przy goferach to już oplułam monitor. Świetne!
    A teraz pozostaje mi czekać na dalszy "rozwój wydarzeń" no i dalszy ciąg kwitnącego uczucia Olga/Jay (na co liczę :P).
    Dziękuję za ciepłe słowa, wiele dla mnie znaczą, szczególnie od tak wspaniałej bloggerki, jaką jesteś.
    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Nominowałam cię:
    http://addictedtoyoutw.blogspot.com/ ;-D

    OdpowiedzUsuń
  8. Wybacz!!!!
    Jestem okropna! Przepraszam Cię bardzo, że nie komentowałam Twoich Wspaniałych rozdziałów! ;((( To wszystko przez naukę ;(
    Mam nadzieję, że mi wybaczysz...
    Rozdziały są Genialne ;***
    Uwielbiam je ;)
    I czekam na więcej ;D

    OdpowiedzUsuń